2019 w PRoto.pl. Najchętniej czytane wywiady

dodano: 
08.01.2020
komentarzy: 
0

Rozmowa z Jerzym Owsiakiem o jego roli w komunikacji Fundacji WOŚP, o zeszłorocznym finale i decyzji o rezygnacji z funkcji prezesa Fundacji oraz akcji „murem za Owsiakiem” i powrocie na stanowisko, wywiad z Anną Streżyńską o wizerunku pracodawcy i komunikacji wewnętrznej czy rozmowa z Robertem Lewandowskim o jego współpracy z markami – te wywiady były najczęściej czytane w 2019 roku. 

1. Jerzy Owsiak: nikogo nie uprzedziłem o swojej rezygnacji, bo chciałem, żeby ta wiadomość odpowiednio wybrzmiała

PRoto.pl: Fundacja WOŚP ma cały zespół od PR-u, ale to chyba Pan jest tu tym najważniejszym PR-owcem...

Jerzy Owsiak, prezes Fundacji WOŚP: Coś w tym jest, bo jednak musi być ktoś, kto kreuje całe przedsięwzięcie. A kreujemy je już 27 lat, w związku z tym zachowana jest ciągłość i to nam się super sprawdza.

Kiedy przyglądam się różnego rodzaju biznesom czy podobnym akcjom, widzę, że sprawdzają się te rozwiązania, gdzie czuje się przez cały czas tę samą rękę. A więc kiedy oglądamy wszystko, co tworzą firmy komputerowe, np. Apple –  widać, że to jest filozofia pewnego człowieka, który za tym stał, wokół którego coś się zdarzało. Czy Richard Branson, który założył linie lotnicze Virgin – jego filozofia ciekawości świata, takie podejście, że wiele chce przeżyć, wsiąść w balon i lecieć wokół Ziemi, w połączeniu z wiedzą grupy zawodowców na końcu wykwitnie czymś fajnym, nietypowym. To jest niezwykle potrzebne.

PRoto.pl: A jaka jest Pana rola w komunikacji wewnętrznej? Bo poza zespołem Fundacji są przecież wolontariusze, którzy wydaje mi się, że są bardzo przywiązani do Pana osoby, do Pana marki.

J.O.: I to bardzo pomaga. To istotnie sprawia, że kontakt z nami jest taki starodawny, czyli ojciec i matka. Trudno powiedzieć, że jest tutaj taki układ jak właściciel firmy, dyrektor, prezes… Tytularnie tak jest, jestem prezesem zarządu, więc mam decyzyjność i ogromny wpływ, ale wydaje mi się, że to jest taki układ, jaki panuje w firmie, w której właściciel wprowadza taką bardzo rodzinno-przyjacielską atmosferę. Więc staramy się poznać ludzi, z którymi pracujemy.

Tutaj nie ma przypadku, nawet wolontariusze, choć są nazwani przez nas krasnalami, wiążą się z nami umową. Czyli jeśli wolontariusz chce z nami pracować, spisujemy umowę, płacimy pieniądze – to są symboliczne kwoty, ale jest to wzajemne zobowiązanie, czyli on też wie, że musi przyjść i swoją pracę wykonać.

PRoto.pl: Akcja „murem za Owsiakiem” pokazała, że ludzie sobie nie wyobrażają Orkiestry bez Pana. A czy Pan sobie wyobrażał orkiestrę bez siebie w tej głównej roli?

J.O.: Ja pracy w Fundacji nie traktuję jako dozgonnej funkcji. Myślę, że moje życie nie jest rozdzielone od Fundacji, bo wracamy z Dzidzią do domu i rozmawiamy cały czas o Fundacji, ona jest w naszym życiu codziennym non stop w sposób naturalny. Nie ma czegoś takiego, po powrocie do domu i zdejmuję koszulkę WOŚP i zakładam coś innego, bo jestem po pracy. To jest wmontowane w moje życie.

Ale z drugiej strony w mojej głowie jest poukładana pewna swoboda moich decyzji. Kiedy dzień po wydarzeniach w Gdańsku zdecydowałem o odejściu, to było to związane z całym etapem układania sobie w głowie mojej odpowiedzialności, tego, że stawiam siebie jako osobę, którą można teraz pytać, ale która nie podejmuje żadnych decyzji, czeka, co się będzie działo obok niej. Wiadomość zwrotna i od załogi, i od Polaków była taka, żebym pracował dalej. Co nie zwalnia mnie z poczucia, że kiedy będę chciał z tego zrezygnować, to to zrobię.

Rozmawiała Małgorzata Baran

2. Anna Streżyńska: dbanie o komunikację wewnętrzną to nie jest zbędny obowiązek

PRoto.pl: Pani Minister, pracowała Pani w sektorze publicznym, teraz prowadzi start-up. Jak Pani sądzi, które środowisko jest lepiej postrzegane przez społeczeństwo pod względem wizerunku pracodawcy? Słowem: gdzie lepiej, zdaniem społeczeństwa, pracować?

Anna Streżyńska, była minister cyfryzacji, CEO MC2 Innovations: Przedsiębiorcy są bardzo pozytywnie postrzegani jako pracodawcy. Liczba osób zatrudnionych na umowę o pracę u polskich przedsiębiorców wyniosła 3,9 mln w 2016 roku, czyli 30 proc. całego zatrudnienia w gospodarce, a przeciętne wynagrodzenie przekraczało średnią krajową. Jeśli chodzi o start-upy i innowacje, to częściej mówi się o innowacyjnym i wymagającym pełnego zaangażowania środowisku pracy niż o profitach (uśmiech). Start-up to często puste lub niemal puste kieszenie, ale wiara w sukces i misja zmieniania świata, która przyciąga specjalistów, ekspertów, młodych, ale i tych, którzy chcą zrobić coś wreszcie dla siebie po latach pracy na rzecz cudzych biznesów.

PRoto.pl: Jak opisałaby Pani podobieństwa i różnice między komunikacją wewnętrzną w start-upie a komunikacją wewnętrzną w ministerstwie?

A.S.: Paradoksalnie one mają zupełnie podobne potrzeby. Ludzie chcą wiedzieć o wszystkim: motywacji, strategii, planach operacyjnych. Chcą wiedzieć, co i dlaczego robimy, co jest celem pracy. Różnice mogą wynikać ze struktury – jeśli jest bardziej płaska, horyzontalna, przecinająca piony i budująca poziome macierze, jak w MC2 czy w start-upie, ludzie komunikują się szybciej i z mniejszą ilością zniekształceń; jeśli jest bardzo pionowa, jak w przeciętnym resorcie, informacja, jeśli w ogóle dochodzi, jest już zmodyfikowana przez wiele ust, komunikacja zazwyczaj jest jednostronna. Różnice mogą też wynikać ze sposobu komunikowania: dyskusja, wymiana informacji, włączenie pracowników do procesu zarządzania firmą to zupełnie co innego niż polecenia z góry i komunikaty (dyrektywny styl zarządzania ma i czasem musi mieć miejsce i tu, i tu).

Najwięcej różnic jest w tzw. feedbacku pracodawca/menedżer–pracownik. W administracji nadal stosuje się oceny co 24 miesiące, które są fikcją, a dodatkowo zmorą obu stron: i menedżera, bo cóż konkretnego pamięta o każdym z pracowników, i pracownika, ponieważ nie wie, jak jest postrzegany, czy skorygował popełnione błędy, czy one zdominowały ocenę, ani nawet czy w ogóle został dostrzeżony ani za co nagrodzony, czy w nagrodzie pominięty (albo dlaczego wszyscy dostali tyle samo premii). W start-upie feedback jest właściwie natychmiastowy, często także natychmiastowe są jego konsekwencje. I tu i tu dostrzegam usterki w pozytywnym feedbacku i nagradzaniu; o niezadowoleniu szefa prawdopodobnie szybciej i głośniej usłyszy każdy pracownik, niezależnie od miejsca pracy.

Rozmawiał Maciej Przybylski

3. Prezydencie, można zdjęcie?

PRoto.pl: Wojciech Grzędziński, fotograf Prezydenta Bronisława Komorowskiego, w jednym wywiadzie mówił, że „nie przyszedł do Kancelarii robić handshake’ów”. Pan też nie?

Jakub Szymczuk, osobisty fotograf Prezydenta Andrzeja Dudy: Przez dziesięć lat byłem fotografem prasowym i nie przyszedłem do Kancelarii Prezydenta, aby robić jedynie zdjęcia ściskanych dłoni, ale miałem oczywiście świadomość, że takie zdjęcia też będę robił. Mimo że szukam zazwyczaj momentów, by zrobić ciekawe, zakulisowe zdjęcie, to i tak sfotografuję Prezydenta, który ściska czyjąś dłoń. To zupełnie naturalne. W jakimś stopniu więc podpisuję się pod słowami Wojtka – mogę i chcę robić ciekawe zdjęcia, ale nie ucieknę od pewnej dozy rutynowej fotografii urzędniczej.

PRoto.pl: Fotograf prezydenta ma do niego większy dostęp niż fotoreporterzy prasowi. Oprócz Pana jednak w Kancelarii pracuje jeszcze kilka innych osób, które zajmują się fotografią. Czym Pana praca różni się od ich pracy?

J.S.: Jest nas w Kancelarii kilkoro – oprócz mnie jest fotograf Pierwszej Damy, kolejna osoba współpracująca w pierwszej kolejności z ministrami, jest dwóch fotografów obsługujących wydarzenia i koordynator działu. Ja, jako osobisty fotograf Prezydenta, mam do niego priorytetowy dostęp. Dzięki temu możemy wypracowywać taką relację, by Prezydent nie myślał o mojej obecności, wtedy udaje mi się fotografować zaistniałe sytuacje w najbardziej naturalny sposób.

Rozmawiał Maciej Przybylski

4. Konrad Kruczkowski, Stowarzyszenie Wiosna: znów możemy odpowiadać dobrem

PRoto.pl: Zostałeś dyrektorem komunikacji Stowarzyszenia Wiosna na początku 2019 roku. Dołączyłeś w środku burzy, którą zapoczątkował reportaż Onetu we wrześniu 2018 roku. Przytoczono w nim słowa byłych pracowników oskarżających ks. Jacka Stryczka, założyciela organizacji, o mobbing. Wielu z nich pracowało kiedyś w dziale marketingu i PR-u. Jakie nastroje zastałeś w dziale po swoim przyjściu?

Konrad Kruczkowski, dyrektor komunikacji i marketingu Stowarzyszenia Wiosna: Publikacja Onetu i kryzys przełożyły się na częściową utratę zaufania społecznego i trudno się dziwić. Mimo to 18. finał Szlachetnej Paczki się odbył, a łączna wartość pomocy przekroczyła 47 milionów złotych. Uspokojono wrzące morze. Organizacja – również w działaniach komunikacyjnych – dowiodła, że wciąż jest w stanie realizować duże projekty społeczne, angażować innych, zatrzymywać partnerów. Nastrój był więc dobry, zespół patrzył w przyszłość z optymizmem. Przychodziłem do Wiosny z przekonaniem, że osoby, z którymi będę pracował, w zasadzie dokonały niemożliwego.

PRoto.pl: Czy na początku roku, w czasie kryzysu, ktoś się zwolnił? Czy musiałeś kogoś zatrzymywać?

K.K.: W związku z kryzysem – nie. Odchodzili ci, którzy zaplanowali to wcześniej lub osoby, którym np. kończyły się staże. Szczerze: brak odejść był dla mnie zaskoczeniem. Są one naturalnym zjawiskiem w kryzysie, szczególnie że osoby pracujące w Wiośnie dzięki doświadczeniu i kompetencjom mają dużą swobodę w poruszaniu się na rynku pracy. To, że wciąż pracujemy razem, pokazuje prawdziwą motywację moich koleżanek i kolegów. Im naprawdę zależy na naszych projektach społecznych.

Rozumiem przy tym, że pytanie nawiązuje do odejścia Jakuba Marczyńskiego, który był dyrektorem kreatywnym i współtworzył komunikację naszych projektów, oraz do Piotra Nawrockiego, który odpowiadał za marketing technologiczny. O obu informowały media branżowe. Warto jednak podkreślić, że Piotr i Kuba odeszli w momencie, w którym organizacja zaczęła się stabilizować. Obaj, w warunkach dużego spokoju, przekazali swoje obowiązki następcom. Zadania Kuby związane z komunikacją przejąłem głównie ja. Kuba wciąż jest członkiem Stowarzyszenia, służy nam swoim wieloletnim doświadczeniem, jesteśmy w kontakcie.

Rozmawiał Maciej Przybylski

5. Robert Lewandowski: nie zgodziłbym się na współpracę, która mogłaby przeszkadzać mi w obowiązkach klubowych czy reprezentacyjnych

PRoto.pl: Obecnie współpracuje Pan z kilkoma markami: Huawei, Head&Shoulders, Vistulą i OSHEE – jaki jest ich wspólny mianownik? Czym się Pan kieruje, wybierając marki do współpracy?

Robert Lewandowski: Na pewno ważne jest, żeby produkty marki, z którą mam współpracować, mi odpowiadały. Po drugie, muszą jakoś pasować do mnie czy reprezentować zbliżoną postawę do mojej. Zanim zadecyduję, zawsze siadamy z moimi najbliższymi współpracownikami i rozmawiamy, rozważamy plusy i minusy, i podejmujemy decyzję.

PRoto.pl: Jakie formy współpracy reklamowej Pan preferuje, a na co nigdy by się Pan nie zgodził?

R.L.: Najbardziej lubię takie działania, gdzie mogę oprócz zrobienia dobrej reklamy, z której korzyści będzie miał mój partner biznesowy, fajnie spędzić czas podczas jej tworzenia. Na pewno nie zgodziłbym się na współpracę, która mogłaby przeszkadzać mi w moich obowiązkach klubowych czy reprezentacyjnych.

PRoto.pl: Temat Pana współprac reklamowych pojawia się w mediach często w sytuacjach, kiedy nie udaje się Panu zdobywać bramek w meczach reprezentacji. Wówczas krytycy przywołują argument, że udział w kampaniach reklamowych jest powodem słabszej dyspozycji sportowej. Jak Pan odnosi się do tych zarzutów?

R.L.: Biorę udział w sesjach zdjęciowych czy innych działaniach reklamowych tylko podczas dni wolnych. To nie jest tak, jak niektórym osobom może się wydawać, że reklamy kręcę między treningami. Kolejna rzecz jest taka, że udział w reklamach nie zajmuje mi aż tak wiele czasu, bym czuł się tym zmęczony, a już na pewno nie wpływa to na moją formę.

Rozmawiała Paulina Piotrowska

6. Trudno zmienić skojarzenia nagromadzone przez ponad 25 lat

PRoto.pl: McDonald’s jako pracodawca ma dwa problemy wizerunkowe: traktowany jest jako „obciachowe” miejsce pracy, do którego trafia się nie z wyboru, a w ostateczności, oraz postrzegany jest jako miejsce wyłącznie dla młodych osób. Interesuje mnie ten drugi aspekt. Na jakim etapie są Państwo w procesie zmiany postrzegania marki pracodawcy wśród dojrzałych osób? W jaki sposób McDonald’s bada efekty?

Tomasz Polewczyński, konsultant ds. reputacji pracodawcy i zaangażowania, McDonald’s Polska: Oba problemy wciąż w pewnym stopniu istnieją i wciąż odnosimy się do nich w swojej komunikacji. W przypadku dojrzałych osób, przez tematykę i charakter naszych dotychczasowych działań (np. kampania „Wierzymy w młodych ludzi w Polsce”), dość naturalne było, że kojarzono nas raczej z miejscem dla młodych. To zresztą wyzwanie całej branży gastronomicznej. Chcemy to zmienić, staramy się więc pokazywać, że w restauracjach pracują osoby 50+. Jako ciekawostkę powiem, że to taka grupa, która kiedy już trafia do McDonald’s, jest bardzo zaangażowana i dobrze się odnajduje – i w codziennych obowiązkach, i w zespole.

Już podczas prac nad strategią wydzieliliśmy ten segment i przeprowadziliśmy badania. Dużo rozmawialiśmy z dojrzałymi kandydatami, starając się zrozumieć ich obawy i potrzeby. Efektem była osobna część kampanii, skierowana właśnie do tych osób.

Od początku wiedzieliśmy, że zmiana myślenia o marce i jej postrzegania nie nastąpi po kilku miesiącach czy roku. Cały czas podejmujemy działania skierowane do dojrzałych, mocno postawiliśmy na content marketing, wykorzystaliśmy kanały bliskie temu segmentowi. Proces zmiany rozpoczęliśmy w okolicach września 2017 roku. Nie mamy jeszcze badań kontrolnych, ale już widzimy, że coś w tej grupie wiekowej drgnęło. Wzrosła liczba zgłoszeń od kandydatów dojrzałych, mamy ich więcej w restauracjach. W nieformalnych rozmowach widzimy pozytywny odbiór naszych działań. Dogłębna weryfikacja jakościowa czeka nas jesienią 2019 roku. Wiemy bowiem, że nasze wyzwanie nie leży w rozpoznawalności marki wśród starszych, ale braku świadomości, że im również możemy zaproponować pracę.

Rozmawiał Maciej Przybylski

7. Fundacja WOŚP: w komunikacji wymykamy się pewnym schematom [część 1]

PRoto.pl: Kiedy umawialiśmy się na ten wywiad, nikt nie spodziewał się, jak potoczy się tegoroczny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i że będzie z nim związane tak tragiczne wydarzenie, jak zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jerzy Owsiak, który – jak sam przyznał – spotkał się z oskarżeniami, że przyczynił się do tej tragedii, zrezygnował z pełnienia funkcji prezesa Fundacji, ale potem, po licznych głosach wsparcia zarówno ze strony znanych osób, jak i tysięcy internautów, zdecydował się powrócić na to stanowisko. W ostatnim czasie Fundacja była więc w centrum zainteresowania mediów i społeczeństwa. Jak to wszystko – wydarzenia związane z tegorocznym Finałem – wyglądało z Waszej perspektywy? Z punktu widzenia osób, które musiały w tych dniach odpowiadać za komunikację Fundacji?

Krzysztof Dobies, rzecznik prasowy i szef zespołu odpowiadającego za komunikację Fundacji WOŚP: Myślę, że chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że mieliśmy w tym roku do czynienia z największym kryzysem komunikacyjnym w naszej historii. Ta sytuacja zupełnie wybiła nas z ram czegoś, co ćwiczyliśmy, czego uczyliśmy się przez 27 lat. Nigdy do tej pory Orkiestra nie musiała mierzyć się z takim wydarzeniem, jak to, które miało miejsce w Gdańsku.

Dla nas sam dzień Finału jest bardzo specyficzny, jeśli chodzi o organizację całej machiny komunikacji. Trzeba mieć świadomość, że Finał to nie tylko przekaz telewizyjny, choć oczywiście bazą do wszystkiego jest transmisja na antenach Grupy TVN, ale także to wszystko, co publikujemy wokół wydarzenia w internecie, w mediach. To jest gigantyczny event, który skupia na sobie uwagę, jest dużym przedsięwzięciem organizacyjnym. To wszystko ma miejsce tu i teraz.

Musieliśmy bardzo szybko podejmować decyzje, dostosowywać komunikację prowadzoną w trakcie tego dnia na bazie wszystkich zdarzeń dookoła nas, do tego, czego się dowiedzieliśmy w trakcie, czyli do tego, co stało się w Gdańsku.

Anna Jadwiga Orzech, manager sekcji digital marketingu i social media w Fundacji WOŚP: Myślę też, że bardzo mocno wybrzmiało w tym czasie to, że cisza też jest pewnym komunikatem. Coś, z czym my do tej pory nie obcowaliśmy, bo Orkiestra, Finał to jest wielka gama różnych narzędzi komunikacyjnych, wielu głosów, muzyka, zabawa, emocje, a przez ten tydzień wystosowaliśmy kilka bardzo krótkich i prostych komunikatów. Robiliśmy to, czego nie robiliśmy do tej pory właściwie nigdy – mówiliśmy bardzo spokojnie, poważnie, a większość naszej komunikacji to była właśnie cisza i wycofanie się z tego wszystkiego, co się dzieje, mimo że w naszym pokoju komunikacyjnym praca trwała nieustannie. Choć my sami niewiele komunikowaliśmy, to monitorowaliśmy wszystko, co się działo w internecie, w mediach.

Rozmawiała Paulina Piotrowska

8. Prof. Jerzy Olędzki: to nie kodeksy decydują o etycznych zachowaniach, tylko ludzie

PRoto.pl: Jaka jest geneza pomysłu zaktualizowania standardów etycznych w komunikacji, który zapowiedziała przedstawicielka Rady Etyki PR?

Prof. Jerzy Olędzki: Na ten pomysł miała wpływ dyskusja w całym środowisku public relations. Od wielu lat jestem zaangażowany w uczenie o branży PR na uniwersytetach i kilkakrotnie robiliśmy, także wspólnie z PRoto i GfK Polonia, badania na temat jej wizerunku. Czułem się zaniepokojony spadającym zaufaniem społecznym do specjalistów nazywających się konsultantami ds. PR.

PRoto.pl: Poszukajmy konkretów. Jakie praktyki w branży medialnej niepokoją Pana Profesora od strony etycznej?

J.O.: Niepokoi mnie wzrastająca tendencja do komercjalizacji komunikowania. Wynika ona z marketingowej fetyszyzacji powiększania zysku bez zwracania uwagi na społeczne koszty. Oczywiście szukanie zysku ma i dobre strony, takie jak rozwój gospodarki, ale w dużej mierze przyczynia się do upowszechniania nieuczciwych praktyk.

Problemem jest moim zdaniem np. łączenie działalności PR-owej z dziennikarstwem lub inaczej – dziennikarstwa z działalnością promocyjną. Nazywam to „dziennikarstwem natywnym” – chodzi o pracowników mediów, którzy ukrywają fakt, że pracują także dla innego podmiotu, który w różny sposób ich wynagradza – nie tylko finansowo – i nie informują o tym czytelnika. Nam z kolei, jako społeczeństwu, brakuje podstawowej edukacji medialnej, by umieć rozpoznawać, kiedy autor świetnie przygotowanego warsztatowo materiału wprowadza nas w błąd, publikując artykuł z „product placement” bez żadnej o tym adnotacji.

Nie odbieram oczywiście nikomu prawa do pisania – każdy może to robić, tylko, na Boga, niech napisze, że robi to na zlecenie konkretnej firmy, a nie swojej redakcji!

Rozmawiał Maciej Przybylski

9. Ajgor Ignacy: influencerzy powinni dołączać do kampanii już na etapie koncepcyjnym

PRoto.pl: W filmie, w którym opowiadasz o rozpoczęciu zbiórki pieniędzy w serwisie Patronite, mówisz sporo o stosunku liczby materiałów do ich poziomu. Czy na YouTubie ilość treści idzie w parze z jakością?

Igor Leśniewski, autor kanału o nazwie Ajgor Ignacy: Niestety nie, wręcz te dwa czynniki się mocno rozmijają. To duży problem, ponieważ większość youtuberów walczy głównie o statystyki, a nie o jakość. Wielu twórców nawet nie nadąża z zastanawianiem się nad tym, co publikują, byle tylko utrzymywać systematyczne publikowanie. Wiąże się to ze spadkiem ambicji youtuberów – od kilku lat pojawia się coraz mniej nowych rzeczy, a twórcy – utuczeni dobrze opłacanymi kontraktami reklamowymi – odcinają tylko kupony.

Mój nowy materiał, którym otworzyłem zbiórkę na Patronite, ma m.in. wezwać innych do pracy. Uważam, że dzięki rosnącym budżetom na influencer marketing mamy idealne warunki do rozwoju osobistego.

PRoto.pl: Postawię się jednak w sytuacji youtubera, który robi – Twoim zdaniem – średnie materiały. Przecież mają wiele wyświetleń, robię je na dobrym, równym poziomie, mogę na nich zarabiać. Są jak praca – co w tym złego?

I.L.: Rzeczywiście takie materiały są bezpieczne, a ty nie musisz w nic inwestować. Czy to jednak dobra strategia – nie jestem pewien. W pracy twórczej, jak w biznesie, musisz przeznaczać część zysków na rozwój, bo inaczej będziesz stać w miejscu. Gdy przez długi czas nic się nie dzieje, słupki mogą w końcu zacząć spadać.

Rozmawiał Maciej Przybylski

10. Największą przeszkodą w pracy CSR-owca jest brak zrozumienia ze strony zarządu

PRoto.pl: Stanowisko specjalisty ds. CSR znajdzie się na liście zawodów Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Dlaczego to istotne dla osób zajmujących się społeczną odpowiedzialnością biznesu, co dzięki temu zyskują? Jakie znaczenie ma to dla firm?

Marzena Strzelczak, dyrektorka generalna Forum Odpowiedzialnego Biznesu: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazuje na przeznaczenie klasyfikacji zawodów jako na „narzędzie wykorzystywane do potrzeb statystyki, zatrudnienia, pośrednictwa i poradnictwa zawodowego, prowadzenia badań, analiz, prognoz i innych opracowań dotyczących rynku pracy”. Zatem zawód CSR-owca, a dokładniej specjalisty ds. społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw, wszedł do oficjalnej nomenklatury. Dla osób zajmujących się tym tematem na co dzień stanowi to potwierdzenie znaczenia tego zawodu, a zarazem wyraz profesjonalizacji. Mamy nadzieję również, że przyczyni się do powstawania kolejnych kierunków dotyczących CSR-u na studiach różnego rodzaju i wprowadzania odpowiedzialnego biznesu i zrównoważonego rozwoju do podstawy na wielu różnych kierunkach.

PRoto.pl: Jakich kompetencji wymaga praca na tym stanowisku? Jakie znaczenie w niej mają umiejętności komunikacyjne?

M.S.: W tym miejscu bardzo serdecznie zachęcam do lektury publikacji, które powstały w trakcie naszych prac nad wpisaniem zawodu CSR-owca na listę zawodów MRPiPS. W analizie tematycznej „CSR-owiec, czyli kto” zwracaliśmy uwagę, że ważną kompetencją jest otwartość na podnoszenie kompetencji. Brzmi to dość przewrotnie, ale ma swoje uzasadnienie. Wciąż na uczelniach za mało jest specjalizacji i kierunków studiów poświęconych społecznej odpowiedzialności biznesu. Zatem nabycie odpowiednich umiejętności do pełnienia zawodu CSR-owca wymaga często osobistego zaangażowania i gotowości do podnoszenia kompetencji, samodzielnego zdobywania wiedzy z zakresu CSR-u, śledzenia trendów. CSR-owiec powinien być również nastawiony na poszukiwanie i inicjowanie nowych rozwiązań, kontakt z interesariuszami.

Umiejętności komunikacyjne w tym kontekście są więc niezbędne. Pozwalają prowadzić skuteczny dialog z interesariuszami firmy i kształtować politykę informacyjną organizacji. To zajęcie, którego sukces opiera się w dużej mierze na skutecznym budowaniu relacji w bardzo różnych kontekstach, równie ważnych wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji. Bez umiejętności komunikacyjnych nie jest to możliwe.

Rozmawiała Małgorzata Baran

Cykl:

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin