Fabjaniak-Czerniak: mówić językiem naszych klientów

dodano: 
01.12.2014
komentarzy: 
0

Nowomowa, która zdominowała wielkie korporacje, nie pozostaje bez wpływu także na PR. Pracując na co dzień z klientami dużych zagranicznych firm, chcąc nie chcąc, przejmujemy ich styl mówienia, a także dostosowujemy się do ich sposobu komunikacji. W ten sposób pewne korporacyjne zwroty, w niezauważalny nawet sposób na stałe wchodzą w nasz język i stają się wręcz naturalnym elementem codziennej pracy. PR jako taki ma i swoją nowomowę, a określenia, jak „Follow up”, „press” czy „one to one” na stałe weszły już do języka public relations, a na co dzień nie używamy już w ogóle polskich zamienników. Coraz rzadziej mówimy o tym, by zadzwonić do dziennikarza, napisać informację prasową czy odbyć indywidualne spotkanie z dziennikarzem. Język PR przesiąkł także typowo korporacyjnymi zwrotami, które teoretycznie pozwalają szybciej i łatwiej skomunikować się z drugą osobą.

Powodów, dla których tak się dzieje jest wiele. Z jednej strony  - jako eksperci od komunikacji – chcemy „mówić językiem naszych Klientów”, by być bliżej nich oraz łatwiej się porozumieć. Z drugiej strony pewne określenia w jęz. angielskim jak „leverage” czy „relevance” są na tyle nieintuicyjne do tłumaczenia w języku polskim, że łatwiej posługiwać się nam ich angielskimi wersjami. „On the top” bardzo często pracujemy z klientami anglojęzycznymi, zagranicznymi, którzy korporacyjną nowomową posługują się na co dzień i jest to wręcz element ich kultury językowej. „In the end” to oznacza, że czy chcemy czy nie, w pewnych sytuacjach musimy dostosować nasze wypowiedzi do stylu naszego rozmówcy. A ponieważ PR specjalizuje się w dialogu, z zasady to, co mówimy powinno być utrzymane w języku naszego odbiorcy. Stąd (często nadmiernie) ulegamy modzie na mówienie korporacyjnym slangiem i coraz powszechniej włączamy go do naszej codziennej pracy. Czy to źle? Dopóki wszyscy NAPRAWDĘ rozumieją o czym rozmawiają, wydaje się, że nie ma w tym nic nadmiernie szkodliwego.

 

Katarzyna Fabjaniak-Czerniak, Group Account Manager 24/7Communication

Czytaj także:

Wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, staram się mówić i pisać po polsku

Język na ASAP - czyli o nowomowie w PR

Gębala-Karcz: PR-owcy nie gęsi i swój język mają

Nie ma ucieczki przed deadlinem

komentarzy:
0

Zobacz także...

„Branżowy slang bez wątpienia ułatwia pracę, przyspiesza ją, usprawnia komunikację. Podstawowym narzędziem naszej pracy jest jednak język polski. I to właśnie sprawne posługiwanie się tym narzędziem jest absolutnie konieczne, żeby dobrze uprawiać zawód piarowca” - pisze Magdalena Zwolińska, Business Unit Director Lighthouse Consultants...

Musimy zbierać się na konfkol, na którym omówimy kjuandej. Potem musimy zrobić folołap przed kolejnym piczingiem. FYI, trzeba też zająć się kampanią – przybustować posty, ogarnąć SEM, do wyrobienia są kejpiaje, bo gonią nas dedlajny. Takie taski na dzisiaj. Wszystko na ASAP,  żeby nie było fakapu. I będzie okej...

Używanie zwrotów takich jak „brief”, „case”, „target” czy „claim” raziło moje uszy. Jednak bardzo szybko okazało się, że stosowanie PR-owego żargonu jest nieodłącznym elementem naszej zawodowej rzeczywistości i nie tylko nie mogę go unikać, ale jest mi wygodniej stosując się do tej reguły.

Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin