Gębala-Karcz: PR-owcy nie gęsi i swój język mają

dodano: 
12.11.2014
komentarzy: 
0

Parafrazując Reja – PR-owcy nie gęsi i swój język mają. Przyznam, że kiedy zaczynałam pracę w branży PR, po ukończeniu studiów na wydziale Filologii Polskiej, byłam tym faktem odrobinę zniesmaczona. Używanie zwrotów takich jak „brief”, „case”, „target” czy „claim” raziło moje uszy. Jednak bardzo szybko okazało się, że stosowanie PR-owego żargonu jest nieodłącznym elementem naszej zawodowej rzeczywistości i nie tylko nie mogę go unikać, ale jest mi wygodniej stosując się do tej reguły.

Specyficznego branżowego języka używamy w codziennej komunikacji z kolegami z biura, na spotkaniach branżowych, a nawet w kontaktach z działem komunikacji klienta.

Nie jestem do końca pewna, czy wynika to z lenistwa, mody czy może chęci przynależności do pewnej grupy – pewnie ze wszystkiego po trochu. Niewątpliwie, jest to bardzo wygodny zabieg, który ułatwia nam codzienną pracę, szczególnie w warunkach, w których nie możemy sobie pozwolić na długie rozmowy telefoniczne czy e-maile. Czasem wystarczy wpisać w treść wiadomości dosłownie trzy słowa, aby kolega wiedział o co chodzi.

Korzyści wynikające ze stosowania PR-owego żargonu widoczne są również w komunikacji międzynarodowej. Nasi klienci lub współpracownicy rozsiani są po całym świecie, dlatego jednolita terminologia pozwala uniknąć niedomówień i nieporozumień językowych.

Przyglądając się językowi, jakiego na co dzień używają PR-owcy, należy jednak rozróżnić typowo branżowe określenia od, stosowanych nie tylko w naszej profesji, skrótów i całkowicie nieuzasadnionych zapożyczeń językowych.  Trzeba być ostrożnym, ponieważ ta granica jest niezwykle cienka.

Najdziwniejsze słowo jakie kiedykolwiek usłyszałam z ust osoby zajmującej się komunikacją, to „niemenedżowalny”. Ciężko jest mi zrozumieć zasadność jego użycia, choćby ze względu na fakt, że wypowiadając ten wyraz można połamać sobie język. W moim odczuciu używanie takich właśnie zwrotów nie jest przejawem przynależności do jakiejś grupy zawodowej, ale zwyczajnym brakiem kultury osobistej. Podobnie odbieram nagminne używanie skrótów takich jak „pls” czy „BRGDS”, które powinny być przecież zwrotami grzecznościowymi, a w takiej formie są raczej wyrazem lekceważenia, a nie szacunku.

My, specjaliści od komunikacji, jak nikt inny powinniśmy dbać o poprawność języka. Elokwencja powinna być naszym atutem, dlatego korzystając z zasobów języka branżowego nie powinniśmy zapominać o umiarze i kulturze osobistej.

Magdalena Gębala-Karcz, dyrektor generalny, FIRST Public Relations

 


Sprawdź kurs internetowy: Sytuacje kryzysowe. Prowadzi: Magdalena Gębala-Karcz

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin