.

.

Marketing polityczny. Podsumowanie 2016

dodano: 
23.12.2016
komentarzy: 
0

„Rok 2016 to zdecydowanie rok burzy i naporu w polityce polskiej i światowej" – pisze w podsumowaniu dr Łukasz Przybysz. Wybór Trumpa na prezydenta, Brexit, „dobra zmiana": w tym roku działo się naprawdę wiele.

dr Wojciech Szalkiewicz, autor m.in. „Sztuki wojny politycznej” i specjalista w dziedzinie marketingu politycznego

W mojej opinii polski marketing polityczny AD 2016 stał pod znakiem „+” i tego „plusa” należałoby przyznać Prawu i Sprawiedliwości oraz jego rządowi.
Niewątpliwie inspirując się kampanią sieci komórkowej Plus opartej na haśle „Ja + …”, partia ta zaetykietowała nim wszystkie swoje programy socjalne (500+, Leki 75+, Mieszkanie+, itp.). Podobnie jak w marketingu dóbr, tak i w marketingu politycznym taka „Big Idea” przekazu okazała się bardzo nośna. PiS komunikując werbalnie, że realizuje swoje obietnice wyborcze, w warstwie „podprogowej” dodaje nomen omen, że ma Polakom do zaoferowania jeszcze więcej: „nowe możliwości”, jakie daje „dobra zmiana” (hasło będące dla mnie symbolem roku 2015). Warto też pamiętać, że praktycznie każdy list biskupów do wiernych kończy się „+”, jako znakiem błogosławieństwa, co w komunikacji z katolickim elektoratem PiS jest niewątpliwie także pewną „wartością dodaną”.

Można więc – za reklamą Plusa – stwierdzić: „Brawo oni!”.

„Plusa”, ale zdecydowanie mniejszego, należałoby przyznać także ugrupowaniu Kukiz’15, które jako jedyne na razie pokazało, jak można skutecznie walczyć „pisowską propagandą” ich własną bronią – wykorzystując „plusa”. Hasło Koryto+ okazało się niezwykle skuteczne – rząd szybko wycofał się z projektu podwyżek wynagrodzeń prezydenta, członków rządu i parlamentarzystów.

Niestety, jest to jedyny „plusik”, jaki można przyznać opozycji za jej marketing polityczny. Do tej pory nie może ona znaleźć skutecznego sposobu walki z „dobrą zmianą”. Cały czas pozostaje w komunikacyjnej defensywie, koncentrując się jedynie na krytyce działań PiS (niezła pod tym względem jest społecznościowa akcja #Misiewicze, a tragicznym eventem - gabinet cieni PO). Nie przedstawia przy tym własnych pomysłów czy koncepcji, o Big Ideas nie mówiąc.

 

dr Bartłomiej Biskup, politolog, Wydział Nauk Politycznych i Studiów, Uniwersytet Warszawski

Najważniejsze wydarzenia w obszarze komunikowania politycznego w 2016 roku wiążą się z sytuacją powyborczą i nowym układem sił w parlamencie. Z jednej strony mamy Prawo i Sprawiedliwość, które realizuje swoje obietnice wyborcze, nie unikając jednocześnie kontrowersji związanych na przykład z działaniami wobec Trybunału Konstytucyjnego czy reformą edukacji. Z drugiej opozycja, która wyraźnie szuka swojego miejsca na scenie politycznej. Obserwujemy zatem walkę o przywództwo wśród szefów ugrupowań opozycyjnych, w której raz po raz ktoś ogłasza się samozwańczo liderem, oraz próby przyciągnięcia uwagi opinii publicznej skupione głównie na eventach politycznych i demonstracjach.

Działania obu stron rywalizacji na scenie politycznej odbywają się przy względnej stabilizacji poparcia społecznego. Prawo i Sprawiedliwość nie zanotowało znaczącej premii za zwycięstwo wyborcze, ale też nie musi martwić się spadkami poparcia. Z kolei wśród ugrupowań opozycyjnych widać ostrą rywalizację o wyborców pomiędzy Platformą Obywatelską a Nowoczesną.

Wydarzenia związane z ostatnim w tym roku posiedzeniem Sejmu pokazują zaostrzanie się rywalizacji politycznej i przesuwanie polityków po obu stronach sceny politycznej w kierunku granic, których przekroczenie oznacza wpłynięcie na nieznane, być może niebezpieczne wody. W tej sytuacji w przyszłym roku można spodziewać się większej aktywności Prezydenta Andrzeja Dudy, dla którego taka sytuacja może być szansą na zwiększenie swojej roli politycznej.

 

dr Łukasz Przybysz, medioznawca, politolog, specjalista public relations i komunikowania politycznego, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa UW

Do najważniejszych międzynarodowych wydarzeń politycznych zaliczam referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oraz wybory prezydenckie w USA. Brytyjskie referendum przyniosło dość zaskakujący jednak wynik, Brexit stał się faktem, a przynajmniej rząd musiał podjąć działania do niego zmierzające. To kolejny po decyzjach innych narodów wybór radykalny, odrzucający jednoczenie i współpracę na rzecz izolacjonizmu i ponownego wznoszenia murów. Brexit zachęcił w pewien sposób innych radykałów do wzmożonego działania: nie mam pewności, czy bez tego zastrzyku z Wysp Donald Trump miałby tyle wiatru w żaglach.

Trump prezydentem USA to kolejne najważniejsze wydarzenie polityczne tego roku – nieprzewidywalny, niekonsekwentny i populistyczny polityczny neofita, który nie zdobył większości głosów obywateli Stanów Zjednoczonych staje na czele supermocarstwa. Gdyby był to opis filmu, recenzenci nie zostawiliby na nim suchej nitki, ale to fakt: to z Trumpem będą rozmawiać nowy premier Włoch (Beppe Grillo?) i prezydent Francji (Marine Le Pen?), to jego przyjmie brytyjska królowa, papież... Radykalizm zdobywa kolejne bazy na całym świecie: Polska, Wielka Brytania, USA, dalej prawdopodobnie Holandia, Francja, Włochy. Światełkiem w tunelu jest Austria, której obywatele opamiętali się i w powtórzonych wyborach prezydenckich z radykalizmu już zrezygnowali.

A lokalnie największym wydarzeniem politycznym jest całokształt działań polskich władz: spór o Trybunał Konstytucyjny, zaostrzenie prawa antyaborcyjnego, dotyczącego zgromadzeń, praw dziennikarzy w sejmie, kolejne afery, zerwanie umowy na śmigłowce, po przetaczające się po kraju od kilku dni protesty przeciw działaniom władz. Rok 2016 to zdecydowanie rok burzy i naporu w polityce polskiej i światowej.

Mamy w Polsce paradoksalną sytuację, kiedy notowania rządu utrzymują się na wysokim poziomie, a nie ma miesiąca, czasem tygodnia lub dnia bez dużych manifestacji przeciw proponowanym przez PiS rozwiązaniom. Rząd pozostaje niewzruszony na głos społeczny: uznaje, że został wybrany przez naród, „suwerena” i ma prawo. Tylko czy to sprawiedliwe dla wszystkich w krótkiej i długiej perspektywie? Takiej refleksji brak, zastępuje ją mentalność Kalego: gdy coś robi PiS uznaje to za dobre, gdy to samo robi ktokolwiek inny – jest wrogiem i atakuje. Komunikacja rządu przypomina reżimową – przejął media publiczne zmieniając je w groteskową tubę propagandową, która to, co inni widzą jako zielone przedstawia jako czerwone, bo tak woli władza. Jednakże część obietnic rząd realizuje, czym co pewien czas odgrzewa swoje poparcie z wyborów, a może nawet zyskuje kolejnych zwolenników. Nikt nie przewiduje, co będzie dalej, to się nie liczy. Jak mawiał Ronald Reagan: politycy mają tendencję do myślenia o następnych wyborach, a nie następnych pokoleniach. W obecnej sytuacji dla części społeczeństwa nie liczy się abstrakcyjny demontaż kolejnych struktur demokracji: TK, wolność i niezależność mediów, zgromadzeń, decydowania o życiu itp. Liczą się realne zyski: 500+, obniżenie wieku emerytalnego i ogólna zmiana, nawet tam, gdzie to zupełnie niepotrzebne, a wręcz niebezpieczne.

Jeśli chodzi o opozycję, to widzimy brak realnych rozwiązań, wynikający z braku porozumienia i zjednoczenia. Liderzy wprowadzają pewne propozycje, zwracają uwagę na zagrożenia i błędy obozu rządzącego, ale nie ma to przełożenia na cokolwiek. Mówią o przeczekaniu, zapowiadają, że się uzbroją i przyjdą z odsieczą. Ale nie działają wspólnie. W zasadzie żadna realna kampania zjednoczonej opozycji lub którejkolwiek partii nie ma teraz sensu, bo za dwa lata wszystko w tym kraju może się zmienić i trzeba będzie inaczej reagować. Jednakże strategię należy wypracować teraz, bez patrzenia na to, z jakiej partii się pochodzi. A to najtrudniejsze.

O czarnym proteście mówiły media na całym świecie, o grudniowych protestach podobnie. Kraj ewidentnie traci swoją pozycję międzynarodową i wizerunek, na co zwraca uwagę wielu komentatorów. Sytuacja z zewnątrz może wyglądać na niestabilną i zaostrzoną, co może zniechęcać inwestorów, turystów, rzutować na naszą pozycję w negocjacjach międzynarodowych. Światowe media zwracają uwagę, że ze wzoru dochodzenia do demokracji zostaje coraz mniej i dryfujemy w kierunku autorytaryzmu i ograniczenia swobód obywatelskich. Wskazuje się, że partykularne interesy rządzących dominują nad przyszłościowym kolektywnym myśleniem. Wystąpienia i zachowania polskich polityków jawnie atakujące Unię Europejską przyczyniają się do coraz większego zdziwienia na arenie międzynarodowej i postrzegania nas jako nieszczerych w dotychczasowych zapewnieniach o dążeniach zjednoczeniowych i proeuropejskich. Czy zacznie się nas nazywać enfant terrible Europy i świata, skoro to praktycznie od polskich wyborów prezydenckich i parlamentarnych rozpoczął się radykalny festiwal europejski i światowy? Wroga wobec środowisk wewnętrznych i zewnętrznych postawa polskich władz jest odnotowywana na całym świecie i nie są to opinie pochlebne, co w znaczącym stopniu wpływa na międzynarodowy wizerunek Polski.

Zebrał Maciej Przybylski

X

Zamów newsletter

Akceptuję regulamin