Polityczni rzecznicy pod lupą: medialny Hofman, zdawkowa Trzaska-Wieczorek i mało charyzmatyczny Joński

dodano: 
30.07.2013
komentarzy: 
0

„Niemal żelazną regułą polskiej polityki jest, że szefowie kolej­nych rządów, prezydenci pań­stwa oraz przywódcy stron­nictw politycznych na rzeczników prasowych wybierają ludzi, ze strony których nie obawiają się konkurencji” - uważa dr Sergiusz Trzeciak, specjalista ds. marketingu politycznego, na łamach dziennika Polska Metropolia Warszawska.

Trzeciak dodaje w materiale, że zwykle są to młode, niedo­świadczone osoby, bez jakichś znaczących sojuszników w sze­regach swojej partii. „A jeżeli mają doświadczenie, często są bez charyzmy, z lichą osobowością” – mówi. Włodzimierz Knap, autor tekstu, podaje przykłady. Na pierwszy ogień idzie Joanna Trzaska-Wieczorek, dyrektorka biura prasowego głowy państwa. Knap pisze o niej, że wypowiada się rzeczowo, ale za wadę podaje fakt, że zwykle ogranicza się do kilku zdawko­wych zdań. Drugi w kolejności jest rzecznik PO, Paweł Olszewski, niespełna 35-letni absolwent marketingu i zarządzania, od 12 lat w szere­gach PO, od 2005 roku w Sejmie. Jego podstawową wadą jest – zdaniem autora – praktyczna nieznajomość szer­szej opinii publicznej oraz mała widoczność jako polityka i rzecznika. „Jeśli już wypowiada się pub­licznie, to jego słowa nie zapa­dają w pamięć Polakom. To dość słaby wizerunek kogoś, kto chce reprezentować rządzącą w Pol­sce partię” – ocenia Knap.

Wiesław Gałązka, specjalista ds. kreowania wizerunku medialnego, dla odmiany podaje tych najbardziej komunikatywnych rzeczników: Adama Hofmana, rzecznika PIS-u, oraz Mariusza Błaszczaka, który co prawda formalnie jest szefem klubu PiS, lecz równie często, „może nawet zbyt często”, występuje w mediach. Trzeciak pod lupę wziął natomiast Dariusza Jońskiego, rzecznika SLD. Specjaliści od marketingu politycznego mają podobno o nim bardzo złą opinię - według nich brakuje mu charyzmy, wyrazistych są­dów, przebojowości. Najwięk­szym atutem Jońskiego jest za to lo­jalność wobec kierownictwa So­juszu – czytamy w artykule. „Czasami wręcz wydaje mi się, że tylko mechanicznie powtarza zdania swoich lide­rów, a zwłaszcza Leszka Millera, a jego wypowiedzi przypomi­nają echo” – obrazowo tłumaczy Trzeciak. O rzeczniku PSL-u, Krzysztofie Kosińskim, mówi z kolei tak: „Na razie jest dobrym materiałem na rzecznika i poli­tyka. Jest zwykle spokojny, grzeczny, lecz ma problem z charyzmą, brakiem wyrazistej osobowości”. Patryk Jaki, rzecznik Solidarnej Polski, ma jego zdaniem ogromnego pecha, że jego naz­wisko rymuje się „Jaki-nijaki”. O nim można powiedzieć, że lubi używać gadżetów, ale czę­sto tak nieskutecznie, iż wywo­łuje tylko kąśliwe komentarze” – twierdzi Trzeciak.

Gałązka w swoich rozważaniach idzie dalej i zastanawia się, czy obecnie instytucja rzecznika rządu lub partii jest w ogóle potrzebna. „Żyjemy w takich czasach, że politycy mają świa­domość, iż jeżeli nie ma ich w mediach, to nie istnieją. Upraszczając: każdy z nich jest rzecznikiem, rzecznikiem sa­mego siebie” – mówi. Podkreśla, że w dzisiejszych czasach każdy, kto chce uczestniczyć w polityce, zabiera głos w nie­mal każdej sprawie. Twierdzi, że brak wiedzy nie przeszkadza w ża­den sposób, nawet naszym po­litykom pomaga, bo nie ograni­cza ich w wypowiedziach.

To, na co jeszcze zwraca uwagę Knap, to znikome udzielanie się politycznych rzeczników w prasie. Zdecydowanie najpopularniejsza jest wśród nich telewizja. „Tam ko­mentują wszystko, ku obopól­nemu zadowoleniu zarówno ich samych, jak i dziennikarzy. Cho­dzi o to, by słowa lały się ciur­kiem i były wystarczająco dra­pieżne, a druga strona mogła ripostować. Sprawy meryto­ryczne nie są najważniejsze” – czytamy w tekście. (es)

Źródło:

Polska Metropolia Warszawska, Rzecznik ważniejszy niż jego szef?, Włodzimierz Knap, 29.07.2013
komentarzy:
0
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin