Reklamówka nie komunikacja, małpowanie - eksperci bezlitośni dla spotu PiS [wideo]

dodano: 
13.07.2011
komentarzy: 
2

„W praktyce poznaliśmy jak można obejść przepisy nowej ordynacji wyborczej. Tak będą robili wszyscy – szlak został przetarty. PiS twierdzi, że są to spoty komunikacyjne, ale TV znowu zarobi jak na klipach wyborczych” – tak PiS-owskie „Głosy Prawdy” ocenił Wojciech Szalkiewicz, specjalista ds. marketingu politycznego.

„Tak głupie prawo to nic innego, jak zawracanie kijem Wisły - w świetle jurysdykcji wszystko jest ok, ale tak naprawdę w ten sposób uprawia się marketing polityczny” – twierdzi Szalkiewicz. Zgadza się z nim specjalista ds. komunikacji politycznej i PR, Wiesław Gałązka. Dla niego zakazy wynikające z nowej ordynacji wyborczej to „nieprzyzwoity wybieg” odbierający politykom startującym w wyborach szansę na zaprezentowanie siebie, tak jak to robi się na całym świecie.

Zakazane kusi najmocniej

Gałązka podkreśla ich bezsensowność: „Sposobów na ominięcie przepisów jest więcej. Jeżeli partia zamieściłaby klip za zgodą stacji telewizyjnej jako bezpłatny, to w świetle prawa byłoby to legalne. Podobnie byłoby, gdyby na jednej tablicy billboardowej zamieścić sześć osobnych, małych plakatów stanowiących np. całość w stylu komiksu”. Z kolei Olgierd Annusewicz, politolog z UW, zauważa, że „spot kieruje do odbiorców dość czytelne wezwanie: »czas na odważne decyzje« i tylko ktoś zupełnie naiwny mógłby sądzić, że PiS zachęca do gry na wyścigach konnych”.  Film zdaniem eksperta nie ma charakteru informacji, przeciwnie - jest czystą reklamówką wyborczą, w której jedynie brakuje informacji o numerze listy wyborczej. „Zakaz spotów wyborczych może się nie podobać, ale prawo jest prawem i omijanie go przez partię, która ma je w nazwie nie licuje z jej wizerunkiem” – kwituje Annusewicz.

Klip PiS-u do złudzenia przypomina ten przygotowany przez republikanina Mitta Romney’a. „Wszyscy ściągają z Zachodu, bo marketing polityczny w swej najbardziej zaawansowanej formie pochodzi właśnie z USA. Ale żeby takie działanie miało sens, potrzeba trochę inwencji, a nie jak w przypadku klipu PiS-u – kalki 1:1” – zwraca uwagę Szalkiewicz. Poza tym PiS popełnił według niego kilka istotnych błędów. Pomijając warstwę językową, partia Jarosława Kaczyńskiego nie użyła przy jego realizacji prawdziwych bohaterów, tylko aktorów. „To tylko kwestia czasu, gdy podchwycą to tabloidy i zobaczymy, czym jeździ np. ten biedny polski emeryt z filmu wyborczego. Myślę, że ta kwestia odbije się czkawką, tym bardziej, że w poprzednich latach PiS i PO korzystały zamiennie z tych samych aktorów. Gdybym był oponentem PiS-u, od razu poruszyłbym w związku z tym sprawę Anny Cugier-Kotki” – mówi Szalkiewicz.

Wątek kserograficzny

Wiesław Gałązka również nie ceni PiS-owskiego spotu, nazywając go „zwykłym małpowaniem”. Jednocześnie zwraca uwagę na fakt, że „w przypadku pochodów z pochodniami na Krakowskim Przedmieściu ugrupowanie dziwnie nie chwaliło się czerpaniem wzorców z NRD i Goebbelsa”. O ile materiał przygotowany na potrzeby amerykańskiej kampanii był naturalny, zrobiony z rozmachem i stanowił polityczną ripostę, o tyle w wydaniu polskim koncepcja wypada w jego mniemaniu blado i nie ma za bardzo przełożenia na nasze realia. Mimo to, Gałązka uważa, że spot przysporzy PiS-owi punktów, pobudzi do walki zwolenników partii i zjedna tych niezdecydowanych, bo „ludzie widzą mizerne efekty rządzenia PO i kilometry autostrad nie przysłoniły im oczu”. Nurtuje go jednak pytanie, w jaki sposób PiS, które nie widzi nic złego w tym, aby wzorować się na najlepszych, uregulowało kwestie związane z prawem autorskim oraz czy Amerykanie znają polski materiał.

Istnieje także druga strona medalu: „Osobom, które nie widziały wcześniej spotu Mitta Romney'a, wideo PiSu może się podobać” – twierdzi Annusewicz powołując się na „ciekawy montaż”, „wyraziste postaci” i główny komunikat, „który mógłby zostać sprowadzony do sformułowania: »według PO i Tuska jesteście bandą antypolskich ciemniaków, obciachem i dziurą w drodze, tylko my (PiS) was doceniamy, głosujcie na nas, nie bójcie się«”. Sęk jednak w tym, że z ust Donalda Tuska nigdy takie słowa w stosunku do Polaków nie padły – „to inny polityk odezwał się kiedyś do współobywatela per »spieprzaj dziadu«, a jeszcze inny mówił, co sądzi o internautach”. W momencie, w którym odnalezienie źródła zajmuje mediom raptem kilka minut i cała komunikacja spotu koncentruje się na tym, iż jest skopiowany, że jest prawie jak… (a wiadomo – dodaje Annusewicz – »prawie« robi różnicę), film wydaje się zwykłą imitacją, do tego niestety „nie najlepszą”. (es)

komentarzy:
2

Komentarze

(2)
Dodaj komentarz
15.07.2011
13:26:01
anty
(15.07.2011 13:26:01)
PiS to komuna w czytesj postaci-zabrać bogatym, dać biednym.Jak PiS da wszystkim to dopierobędzie PiSda w naszym kraju
13.07.2011
12:56:28
młodywykształco...
(13.07.2011 12:56:28)
„Zakaz spotów wyborczych może się nie podobać, ale prawo jest prawem i omijanie go przez partię, która ma je w nazwie nie licuje z jej wizerunkiem” – kwituje Annusewicz. Poglądy polityczne ma każdy, ale profesjonalizm jest profesjonalizmem, ale uzewnętrznianie ich przez człowieka, który "ma w nazwie" specjalista ds. marketingu politycznego nie licuje z jego wizerunkiem. Panie Annusewicz, czy Pan nie wie, czy tylko udaje, że nie wie po co Pańska Platforma wprowadziła zakaz reklamy? Ponieważ jest pupilkiem największych mediów, to ograniczenie możliwości umieszczenia PiS płatnych komunikatów wyborczych w TV jeszcze bardziej spycha tę opozycyjną partię - odbierając jej możliwość prowadzenia normalnej debaty z partią rządzącą i obywatelami. Dlaczego Pana zdaniem to "nie licuje"? Czy PiS zrobił coś niezgodnego z prawem? Czy Pan nie widzi tych debat w Tusk Vision Network, gdzie jak już zaproszą trzech - powiedzmy niezależnych socjologów to akurat wszyscy mają antypisowskie poglądy. I nawet ich już nie kryją. Zabrakło zatem ocen merytorycznych. A to nie licuje...
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin