.

.

Public relations w jednostce samorządu terytorialnego, Anna Adamus-Matuszyńska, Agata Austen

dodano: 
25.11.2011

Autor recenzji:

Piotr Dzik
komentarzy: 
0

Czytać - ale ostrożnie

2 w 1

Przede wszystkim, w warstwie badawczej, są to dwie książki w jednej. Jedna dotyczy sytuacji w urzędach marszałkowskich i jest pełną próbą ogólnopolską (16 urzędów). Druga – województwa śląskiego -  badanie objęło wszystkie urzędy miast,  urzędy miast na prawach powiatów i urzędy powiatowe oraz 145 ze 169 urzędów gmin.  Autorzy bronią tezy, dla mnie mało przekonująco, że wyniki otrzymane dla województwa śląskiego można ekstrapolować na całą Polskę. Na szczęście, umieszczając wyniki badań, umożliwili samodzielne wyciąganie wniosków – niekoniecznie zgodnych z tymi, które wyciągają sami.

Zalety i wady

Każdy praktyk PR powinien przeczytać Rozdział 1 pracy pod tytułem „Public relations jako narzędzie zarządzania przestrzenią publiczną”. I nie chodzi przy tym o akceptację stanowiska teoretycznego a o próbę, dodajmy dość udaną,   jasnego zdefiniowania,  często mylonych w literaturze pojęć tożsamości, wizerunku i reputacji. Praktycznym poradnikiem analityczno-strategicznym jest rozdział 4 czyli  „Budowanie relacji jednostki samorządu terytorialnego z interesariuszami”

Ciekawy jest także rozdział 6, poświęcony problemom etycznym, choć on z kolei jest bardziej teoretyczny niż praktyczny – trudno spodziewać się, że w badaniu ankietowym ktokolwiek przyznał się do występowania jakichkolwiek problemów z tej sfery, prócz czysto formalnych, typu istnienie (bądź nie) kodeksów etycznych.

Prowadzi to do kluczowego problemu książki to jest narzędzia badawczego (ankieta). To objaw dość powszechnej wśród badaczy komunikacji i PR choroby – traktowania jako „empirycznych” wyłącznie badań ilościowych i to tych, które używają zestandaryzowanych narzędzi, dających się na dodatek przedstawić w schludnych słupach i torcikach. Rzecz jasna z dużą uciechą czytałem akty strzeliste urzędników i równie strzeliste wnioski autorów, że symetria, że dwustronność, że otwartość, że zmiana na lepsze. Natomiast, mając za sobą kilkadziesiąt projektów promocyjnych prowadzonych dla samorządów mogę stwierdzić, że ankietą można co najwyżej  zbadać poziom deklaracji, a i to politycznie poprawnych, niż praktykę komunikacji urzędów z otoczeniem. Jest wręcz niewyobrażalne by w takim badaniu ktokolwiek przyznał się do jakichkolwiek problemów etycznych. Ten aspekt książki można podsumować tak – jest ona naprawdę mocnym dowodem na to, że komunikację w JST trzeba badać raczej metodami jakościowymi niż ilościowymi.

Zabawny i znaczący jest brak odróżnienia pomiędzy urzędem a organami wybieralnymi (radą, sejmikiem). Określenie „rada miasta” pojawia się w omawianej pracy raz(!) – najczęściej pojawiają się ogólnikowe określenia typu „włodarze”, „władza samorządowa” czy „władze organizacji”.  Jest dość jasne, że organy wybieralne w sensie komunikacyjnym nie istnieją, PR robi się w urzędach. Znak czasów? Polska specyfika? Ważne spostrzeżenie.

Rozdział 5 poświęcony analizie narzędziowej można pominąć – niezależnie od niejasnych i wątpliwych kategorii – niby dlaczego bilboardy a nie inne narzędzia, to sam fakt, że analiza stosowanych narzędzi jest prowadzona choćby bez uwzględnienia pozostającego w dyspozycji urzędu budżetu jest dyskwalifikująca – co innego mogą Katowice mające 1,5 miliarda., a czym innym Psary mające milionów trzydzieści.

Podsumowując

Książkę o której mowa poleca się studentom. To błąd. Jest to lektura dla zawodowców – żeby wynieść z niej cokolwiek (a można wiele) potrzebna jest praktyka w PR, znajomość realiów polskiego samorządu terytorialnego i last but not east wiedza metodologiczna. Warto ją przeczytać, ale ostrożnie i traktować raczej jako zbiór artykułów, mniej lub bardziej ciekawych.

Wydawnictwo:

C.H. Beck

komentarzy:
0
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

Akceptuję regulamin