Czy rzecznik jest rządowi potrzebny?

dodano: 
16.10.2009
komentarzy: 
3

Czy premier powinien mieć rzecznika? Czy ma on być rzecznikiem prezesa rady ministrów, czy całego rządu? Czy powinien być celebrytą, PR-owcem, dziennikarzem czy politykiem? Na te i inne pytania odpowiadali goście XII Dialogu PR, który miał miejsce 15 października w Salach Redutowych Opery Narodowej w Warszawie. Wśród panelistów znaleźli się: Jerzy Urban, Ryszard Miazek, Tomasz Tywonek i Michał Tober. Spotkanie poprowadziła Dorota Gawryluk z Polsatu. Na konferencji w charakterze gości specjalnych pojawili się Wiesław Gałązka, Antoni Styrczula, Wojciech Jabłoński i Piotr Tymochowicz. Rozmowie przysłuchiwało się ponad 130 gości. 

Po ostatnich zawirowaniach na polskiej scenie politycznej, media z niecierpliwością czekają na nowego rzecznika rządu Donalda Tuska. Czy jest on jednak faktycznie potrzebny – pytała Dorota Gawryluk. Jerzy Urban stwierdził, że nie. Z punktu widzenia obywatela jest on nierozpoznawalny. Przeciętny Polak za rzecznika uznałby prędzej Janusza Palikota, czy Jarosława Gowina – osoby, które często występują w mediach i wyrażają opinię własną lub partii na dany temat. Zaznaczył przy tym, że gdy media powołują się na różne źródła informacji, niezwykle rzadko tym źródłem jest właśnie rzecznik. Podkreślił jednak, że by ewentualny rzecznik mógł być sprawny, musi być bardzo blisko szefa rządu i cieszyć się jego zaufaniem. Z tą opinią zgodził się Michał Tober. Były rzecznik rządu Leszka Millera przyznał, że według niego, funkcja rzecznika w dzisiejszym świecie jest zbędna, wręcz szkodliwa. Dziś jest to funkcja z minionej epoki. Kiedyś rzecznik był strażnikiem informacji, a nie jej kreatorem. W ostatnich latach w Polsce było odwrotnie. Tober zauważył również, że najlepszym rozwiązaniem dziś byłoby niepowoływanie rzecznika. Na jego miejscu wystarczy dziś medialny premier i dobry szef biura prasowego rządu. Podobne zdanie, jak poprzednicy, miał również rzecznik rządu Jerzego Buzka Tomasz Tywonek, który stwierdził, że funkcja rzecznika zupełnie się zdeprecjonowała. Kiedyś był głosem rządu, a dziś jest niepotrzebny. Na to zjawisko wpływa według niego: rozwój mediów i technologii, stawianie na liderów politycznych i profesjonalizacja polityków. Ryszard Miazek, rzecznik rządu Waldemara Pawlaka zadał pytanie, komu tak naprawdę potrzebny jest rzecznik? Czy nadal spełnia on rolę pośrednika? Zaznaczył przy tym, że powinien on znać świat mediów i polityki.

      fot. Marcin Zawadzki

Rozważania panelistów nad koniecznością powoływania rzeczników przerwał Piotr Tymochowicz, który nie zgodził się z rozmówcami. Według niego rzecznik rządu jest w dzisiejszych czasach potrzebny. „Politycy są lustrem elektoratu, są głupi” – zaznaczył specjalista i dodał, że istnieje szansa, by rzecznik był od nich mądrzejszy. „Jeśli jest bardziej inteligentny, to zbuduje lepszy image rządu”. Tymochowicz zaznaczył, że rzecznik potrzebny jest również po to, by w imieniu rządu mógł przekazać niewygodne i niepopularne informacje. Z tym wnioskiem zgodził się Jerzy Urban, który zauważył, że bywają takie sytuacje, kiedy potrzebny jest ktoś w roli zderzaka i taką role może pełnić rzecznik, który potrafi wywołać kryzys i zainteresować media innymi kwestiami, jeśli taka jest wola jego mocodawców. Dodał przy tym, że „Niemówienie prawdy przez rzecznika jest niezbędne, lecz niedoceniane”. Przytoczył jedną z historii, które spotkały go w trakcie sprawowania urzędu, gdy po wybuchu elektrowni w Czarnobylu miał obowiązek poinformować obywateli o wysokości skażeń, jaka dotknęła kraj.

Antoni Styrczula, rzecznik prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zwrócił uwagę na konieczność przeformułowania roli rzecznika rządu. Zaznaczył, że powinien on być współtwórcą strategii informacyjnej i podkreślił, że należy się zastanowić jak ma on funkcjonować w obliczu rządów koalicyjnych.

Następnie moderatorka zapytała o najtrudniejsze kryzysy, z jakimi zmierzyli się nasi paneliści. Michał Tober zauważył, że praca rzecznika to same sytuacje kryzysowe. Oczekiwania dziennikarzy są coraz większe. Jeśli rzecznik nie ma z mediami dobrych kontaktów, to jest przez nie ignorowany. W takiej sytuacji dziennikarze wolą zapytać o zdanie samego premiera lub ministra. Podobnie jak Jerzy Urban zauważył, że jeśli rzecznik rządu chce mieć jakiekolwiek szanse działania musi mieć świetny kontakt z premierem i cieszyć się jego zaufaniem.

        fot. Marcin Zawadzki

Dorota Gawryluk zapytała również panelistów, czy rzecznik powinien być politykiem. Rzecznik rządu Leszka Millera odpowiedział, że w środowisku polityków jest coraz więcej konsultantów, PR-owców, doradców politycznych i różnego rodzaju pracowników zewnętrznych, w związku z tym nie jest konieczne, by rzecznik był jednym z nich. Jerzy Urban zaznaczył jednak, że rzecznik powinien mieć kwalifikacje polityka. „Musi być osobą politycznie uprawomocnioną”. Dodał również, że „rzecznikiem musi być osoba, która upoważniona jest do formułowania ad hoc konstrukcji politycznej”.

Siedzący na widowni Wiesław Gałązka zauważył, że w obliczu niestabilności kolejnych rządów należy się zastanowić nad tym, czy rzecznik ma szansę spełniać swoją rolę. Tomasz Tywonek przyznał, że według niego „najlepszym rzecznikiem będzie zespół ludzi składający się z liderów ugrupowania, które rządzi”. Jego zdaniem potrzebna jest sprawna machina partyjna, która w sposób jasny komunikuje się ze społeczeństwem. Dorota Gawryluk dodała, że według niej sztuką będzie, jeśli rzecznik wyrwie się z ogólników przekazywanych przez liderów partyjnych. Ryszard Miazek zauważył następnie, że w rzecznikowaniu zmienił się zasadniczo układ sił. „Kiedyś mieliśmy silne państwo, a słabe media. Dziś mamy silne media, a słabe państwo” – uznał Miazek.

Antoni Styrczula zaproponował, by rozważyć pomysł, by rzecznik reprezentował tylko premiera, a nie cały rząd. Michał Tober przyznał, że sam był rzecznikiem bardziej premiera niż rządu i przyznał, że mówienie o rzeczniku rządu jest trudne w przypadku formuły koalicyjnej.

       fot. Marcin Zawadzki

Potem Piotr Tymochowicz zadał panelistom pytanie, co nie wyszło im w ich pracy na stanowisku rzecznika rządu. Michał Tober odpowiedział: „moją wadą jest to, że jestem zakapiorem”. Zaznaczył, że gdy był rzecznikiem SLD, a jego ugrupowanie było wysoko w sondażach, miał świetne kontakty z mediami, podobał im się styl, w jakim się wypowiadał. Gdy stał się rzecznikiem rządu sytuacja się odwróciła, media uznały, że jest zbyt arogancki. Największym według niego kryzysem była tzw. afera samolotowa za rządów Leszka Millera. „Zgubił mnie brak doświadczenia. Nawet jeśli ufasz w stu procentach swojemu szefowi, trzeba zostawić sobie właz bezpieczeństwa”.

Jerzy Urban zauważył u siebie trzy wady w trakcie sprawowania urzędu rzecznika. Pierwszą z nich była arogancja, drugą – nieodsuwanie od siebie tematów śliskich „wdawałem się w logikę walki, zamiast odpuścić”. Za trzecią wadę Urban uznał swój wizerunek. „Wydawałem się obrzydliwy w sposobie bycia zarówno społeczeństwu, jak i moim mocodawcom” – przyznał.


       fot. Marcin Zawadzki

Tomasz Tywonek za swoją największa porażkę na stanowisku rzecznika uznał wywiad, jaki krótko po objęciu teki premiera Jerzy Buzek udzielił Rzeczpospolitej. Przez pomyłkę pracowników kancelarii do gazety został odesłany nieautoryzowany tekst, który nadszarpnął wizerunek premiera w oczach koalicjantów i elektoratu. Ryszard Miazek w odpowiedzi na to samo pytanie opowiedział o niefortunnej wypowiedzi dla mediów, jakiej udzielił po tym jak Waldemar Pawlak zakupił sobie za publiczne pieniądze garnitur i parę skarpetek. Powiedział wtedy dziennikarzom „rząd zajmuje się tym, by w kraju nie było głodu i wojny” przez co naraził się na falę pytań o realność tego typu zagrożeń. Następnie siedzący na widowni Wojciech Jabłoński zauważył, że rzecznik powinien być ustami rządu, a od strategii wizerunkowej i komunikacyjnej powinni być specjaliści. „Rzecznik nie powinien być fighterem, nie może być wizerunkowa tarczą. Prowadzi to do degrengolady informacyjnej” – zauważył specjalista. Jerzy Urban dodał, ze „rzecznik może być wszystkim i może być niczym. Wystarczy go nie mianować, by okazał się niepotrzebny”.

      fot. Marcin Zawadzki
 

Odmienne zdanie miał Antoni Styrczula, który uznał, że rzecznik może odgrywać jednak istotną rolę polityczną i prowadzić do współdziałania w zakresie polityki informacyjnej między różnymi stronami. Wiesław Gałązka zaproponował, by zastanowić się nad tym jak będzie wyglądała reputacja polityków bez rzecznika. „Politycy tracą na autorytecie i bez rzecznika nadal będą tracić” – podkreślił. Sławomir Pawlak zwrócił uwagę, że rola rzecznika idzie obecnie w innym kierunku niż się spodziewano. Według niego rzecznikiem powinien być szef gabinetu politycznego premiera.


      fot. Marcin Zawadzki

W podsumowaniu Michał Tober stwierdził, że według niego najlepszym modelem byłby dwugłowy układ, w którym rzecznikiem jest szef gabinetu politycznego premiera i druga osoba wypowiadająca się na tematy strategiczne i programowe. Tomasz Tywonek podkreślił, że zdanie rządu powinna prezentować orkiestra - wspólnie grająca grupa, która komunikuje się z otoczeniem. Do tego według niego potrzebne jest silne przywództwo. Ryszard Miazek na koniec zaznaczył, że choć rola rzecznika jako pośrednika między rządem, a społeczeństwem się wypacza, to nadal jest on jednym z istotnych elementów polityki, który służy informowaniu społeczeństwa obywatelskiego.

Wszystkim przybyłym dziękujemy za wspólne spotkanie. Zapraszamy na kolejne edycje wydarzenia. (mk)

Obejrzyj relację z wydarzenia na portalu Polityczni.pl

komentarzy:
3

Komentarze

(3)
Dodaj komentarz
17.10.2009
18:19:31
Jacek Prześluga
(17.10.2009 18:19:31)
Zupełnie nie podzielam tezy, że rzecznik jest rządom zbędny. Rzecznik w rodzaju Urbana, Miazka czy Tobera - przy całym szacunku dla Panów - nie. Rzecznik rządu powinien być najlepszym spośród PR-owców, kimś, kto o komunikacji społecznej myśli w kategoriach całej kadencji, kto buduje system przekazu i pomaga w tworzeniu reputacji rządu, a nie tylko jednodniowego wizerunku. Innymi słowy: jeśli postrzega swoje zadanie długoterminowo, jest PR-owcem, a nie ustami rządu, wtedy jest potrzebny, wtedy jego robota ma sens. Nie warto, rzecz jasna, czynić z PR celu działania, jak w czasie Marcinkiewicza i obecnie, to tylko narzędzie, ale trzeba je stosować jak na PR-owców przystało: z klasą, z wiedzą, z horyzontami. Niestety, kolejne rządy myślą raczej o bieżączce a nie długoterminowej komunikacji, o polityce przekonywania i SŁUCHANIA ludzi. Nie myślą jak "zrobić" sobie drugą kadencję, zrealizować zapowiedziany program, lecz - jak przetrwać. I uznają, że rzecznik ma to im zagwarantować. Smutne.
16.10.2009
12:38:42
port
(16.10.2009 12:38:42)
Kto zaprosił tego Urbana? On teraz uczy PR? wstyd, w normalnym kraju musiałby trzymac sie dożywotnio z daleka od mediów, jakichkolwiek.
16.10.2009
11:21:55
Michał Wrzosek
(16.10.2009 11:21:55)
Debata z bardzo mądrymi, aczkolwiek smutnymi konkluzjami. Tomasz Tywonek moim zdaniem bardzo trafnie określił kilka cech dobrej komunikacji rządu. Rząd jest jak dobra orkiestra. Grają różne instrumenty, ale tę samą melodię. Moim zdaniem super odniesienie również do PR-u korporacyjnego.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin