Donald Trump w Polsce. Kurtuazja, PR czy polityka?

dodano: 
07.07.2017
komentarzy: 
0

W ostatnim czasie polskie media żyły tematem wizyty Donalda Trumpa w Warszawie. Pisaliśmy o tym, że dziennikarze, politycy i eksperci zastanawiali się, jak ta wizyta amerykańskiego prezydenta w naszym kraju wpłynie nie tylko na wizerunek Polski, lecz także na postrzeganie samego Donalda Trumpa.

Wczoraj o godzinie 13 na Placu Krasińskich prezydent USA wygłosił swoje przemówienie. Zapytaliśmy ekspertów, jak oceniają wystąpienie Donalda Trumpa, jakie znaczenie dla Polski ma ich zdaniem przyjazd amerykańskiego przywódcy, a także co sądzą o przygotowaniu tej wizyty przez stronę Polską.

„Przemówienie było dobrze napisane, dobrze zaprezentowane, trochę natomiast przewidywalne. Wcześniej sam Trump zapowiadał, że powie w Polsce coś wielkiego i być może to było niepotrzebne” - ocenia Zbigniew Lazar, prezes Modern Corp. i trener Akademii PRoto. Ekspert zwraca natomiast uwagę na inny aspekt wystąpienia amerykańskiego prezydenta, o którym można powiedzieć, że był przełomowy. Chodzi o to, że Trump „wykonał, kolokwialnie mówiąc, »doskonałą robotę« z zakresu polityki historycznej za Polskę” - twierdzi Zbigniew Lazar. Dodaje, że nie ma na myśli tego, że my jako kraj nie dbamy o politykę historyczną. Zdaniem eksperta, jeśli Polacy sami mówią o swojej historii, o walce, o tym, że najechały nas dwa państwa w tym samym czasie, to inni mogą nie traktować tego poważnie i oceniać, że my jako naród po prostu lubimy wracać do przeszłości.

„Jeżeli przed swoją wizytą w Niemczech i spotkaniem z Putinem, mówi to ktoś inny, ktoś tak ważny jak Trump, to nabiera to większej mocy. Pewien przekaz »poszedł w świat«, który nabiera wiarygodności, kiedy pochodzi z ust obcego prezydenta” - mówi Lazar.

Oprócz tego zwraca uwagę na kilkukrotne powtórzenie przez amerykańskiego prezydenta nazwy Aleje Jerozolimskie, czyli Jerusalem Avenue. Zdaniem Zbigniewa Lazara było to symboliczne. „Sam często podczas podróży zagranicznych spotykałem się z tym, że osoby, które uważają Polskę za kraj antysemicki, nie mogą uwierzyć, że jedna z głównych warszawskich ulic nazywa się Jerusalem Avenue. To według mnie było bardzo ważne i na pewno przemyślane. Powtórzenie kilka razy przez Trumpa nazwy Jerusalem Avenue to bardzo potężny sygnał idący w świat” - wyjaśnia prezes Modern Corp.

Źródło: prezydent.pl, fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP

Wiesław Gałązka, ekspert ds. marketingu politycznego również zwraca uwagę na patriotyczny charakter przemówienia amerykańskiego prezydenta, choć jego wystąpienie ocenia jako „szołmeńskie”.

„Wystąpienie było bardzo »szołmeńskie«. Trump przypomniał pewne elementy historii, czym zagrał na nucie patriotycznej, więc wyczuł tutaj wyraźnie politykę PiS-u. Wsparł w swojej wypowiedzi politykę rządu polskiego odnośnie do nieprzyjmowania uchodźców. Najistotniejsze było ustne przypomnienie, że obowiązuje artykuł 5., o który pytali w trakcie konferencji prasowej dziennikarze. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy tak wspaniali, jak mówi Ferdynand Kiepski: »niezliczoną ilość talentów posiadam, o których nawet nie mam pojęcia«. Wystąpienie było w stylu bardzo ingracjacyjnym, wkradającym się w nasze łaski, chociaż nie o to tak w zasadzie chodziło. Dowiedzieliśmy się, że Amerykanie nas kochają, chociaż nie wiem, czy rzeczywiście tak bardzo, skoro musimy mieć wizy” - zauważa ekspert.

Zarówno Wiesław Gałązka, jak i Zbigniew Lazar zwracają również uwagę na fakt, że nietypowe było to, że jako pierwsza przemówiła Melania Trump. „To jest chyba pierwszy taki przypadek, że przed prezydentem wypowiada się jego żona” - zauważa Gałązka. Lazar przyznaje natomiast, że podobało mu się to, iż to żona Donalda Trumpa zapowiedziała jego wystąpienie. „To było trochę inne, ale bardzo miłe, że to ona, Słowenka, na terenie Polski swoim słowiańskim akcentem przywitała Polaków i wprowadziła prezydenta Stanów Zjednoczonych i jednocześnie swojego męża” - przyznaje.

Źródło: prezydent.pl, fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP

Wojciech Szalkiewicz, ekspert ds. marketingu politycznego twierdzi, że wystąpienie Donalda Trumpa można oceniać z dwóch punktów widzenia: polskiego i amerykańskiego. „Z naszej najbliższej perspektywy – były to miłe słowa bardzo ważnego polityka do miłych gospodarzy. W przemówieniu było wszystko to, co Polacy chcieli usłyszeć, czyli: »będziemy was bronić«, »lubimy was«, »doceniamy waszą historię«” - wylicza Szalkiewicz. Ekspert zwraca również uwagę, że wystąpienie Trumpa w Polsce i sposób, w jaki został przez Polaków przyjęty, mogą pomóc mu w jego rodzimym kraju. „Dzięki temu prezydent USA mógł pokazać się Amerykanom na tle rozradowanego tłumu, udowadniając, że gdzieś na świecie jest kraj, którego obywatele lubią i cenią prezydenta USA. Ma to dla Trumpa szczególnie duże znaczenie, bo takich krajów jest obecnie niewiele” - mówi ekspert.

Szalkiewicz zwraca uwagę, że amerykański prezydent musiał podjąć jakieś działania mające na celu poprawę wizerunku, ponieważ w USA ma bardzo niskie poparcie. „Trump – w kategoriach marketingu politycznego – potrzebuje poprawy wizerunku. W USA ma najniższe poparcie w dotychczasowej historii prezydentur i »ociera się« o impeachment w związku z przedwyborczymi kontaktami z Rosją. Potrzebuje więc – mówiąc najoględniej – widocznych oznak poparcia, a na te w amerykanofilskiej Polsce może liczyć” - wyjaśnia swoją opinię ekspert.

Zbigniew Lazar twierdzi natomiast, że wystąpienie Trumpa w Polsce miało mu pomóc w przygotowaniu »gruntu« pod spotkania z przedstawicielami innych państw, w tym dzisiejsze z Władimirem Putinem. „Łatwiej jest powiedzieć w czasie przemówienia w Polsce, że Rosjanie nie spełniają jakichś warunków, że Niemcy mają zobowiązania itp., niż potem powiedzieć twarzą w twarz Putinowi, że Rosja jest krajem najeźdźców” - twierdzi ekspert.

Z wystąpienia Trumpa w Polsce, jak mówi Wojciech Szalkiewicz, mogą cieszyć się i rząd, i opozycja. „Rząd PiS-u może odtrąbić sukces. Jakkolwiek byśmy traktowali tę wizytę, prezydent Trump jednak przyleciał do Polski, spędził tu dzień, wygłosił miłe dla polskiego ucha przemówienie, uścisnął ręce, prezydent Duda miał się z kim pokazać, a minister Waszczykowski mógł odtrąbić sukces polskiej dyplomacji po ostatnim blamażu w Unii Europejskiej. Wizerunkowo PiS na pewno na tym zyskał. Zadowolona może być też opozycja – zaproszenie Lecha Wałęsy było miłym ukłonem w jej stronę. Jak żartował sam Donald Tusk – skandowanie przez uczestników spotkania na placu Krasińskich »Donald!, Donald!«, też mogło cieszyć polityków opozycji, którzy jednak zdecydowali się wziąć udział w tym spotkaniu” - wyjaśnia Szalkiewicz.

Źródło: prezydent.pl, fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP

Z kolei Wiesław Gałązka uważa, że największym wygranym wizyty Donalda Trumpa w Polsce jest jednak mimo wszystko sam Donald Trump. „Ta wizyta to większy sukces dla Trumpa niż polskiego rządu, bo to on sprytnie ją rozegrał. Wpłynie ona pozytywnie na jego wizerunek na świecie. Z naszego punktu widzenia – przyjechał »silny, bogaty« wujek z Ameryki, który wcale nie ma zamiaru nas obdarowywać, a wręcz przeciwnie – przyjechał z nami robić interesy” – wyjaśnia Wiesław Gałązka. Zdaniem eksperta polski rząd nie poradził sobie z tą wizytą amerykańskiego prezydenta. „Rozegranie wizyty przez polski rząd było bardzo kiepskie. Dyplomacja polegająca na tym, że mówimy »nie chcemy ruskiego gazu i szukamy innego, który będzie inny, tylko nie rosyjski, bo ten prawosławny nam nie odpowiada«, to jak wyłożenie wszystkich kart, jeżeli chodzi o potencjalnych kontrahentów i dalsze negocjacje. Najbardziej pozytywnym aspektem było to, że się do końca nie skompromitowaliśmy” – podsumowuje ekspert. Dodaje jednak zaraz, że dostrzega rzeczy, które można uznać za negatywne. „Elementy kompromitujące widzę, bo przecież wiemy, że tłum, który był obecny podczas przemówienia, to byli wybrańcy i sympatycy PiS-u. Reakcja uczestników wydarzenia na szacunek wyrażony wobec Lecha Wałęsy – chamska, podła reakcja, została na szczęście ukrócona przez zażenowanego Trumpa, który natychmiast kontynuował przemówienie” - ocenia Gałązka.

Zdaniem Zbigniewa Lazara przyjazd prezydenta USA ma niebagatelne znaczenie dla Polski w kontekście wizerunku naszego kraju na arenie międzynarodowej. „Wcześniej prezydenci Stanów Zjednoczonych – jeśli do nas przyjeżdżali – to często w drodze z Moskwy czy Petersburga, a Trump przyjechał najpierw do nas” – zauważa Zbigniew Lazar i dodaje: „Kiedy oglądałem wczoraj różne zagraniczne stacje telewizyjne, to wszędzie mówiono o wizycie Donalda Trumpa w Warszawie, a większość z komentarzy miała charakter raczej neutralny, a czasami nawet były przychylne. Oczywiście telewizje podkreślały fakt, że dzisiaj prezydent USA spotka się z przywódcami innych krajów, w tym z Putinem, ale że wczoraj wybrał Polskę. Nawet jak ktoś nie wsłuchiwał się uważnie, to łatwo mógł wychwycić słowa »Poland« i »Warsaw«, które wielokrotnie się powtarzały”. Jak twierdzi ekspert, to jest bardzo istotne dla Polski, bo w pewnym sensie podkreśla pozycję naszego kraju na mapie świata.

Źródło: prezydent.pl, fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP

Na to samo zwraca uwagę Wiesław Gałązka, choć nie wyraża dużego optymizmu. „Kiedy przyjeżdża przywódca największego mocarstwa, niewątpliwie jest to ważny moment dla Polski, chociaż była to wizyta najkrótsza ze wszystkich, jakie prezydenci USA mieli w naszym kraju. W świadomości wielu obcokrajowców, zaznaczone zostało to, że istnieje taki kraj jak Polska, że jest liczącym się krajem w Europie” – komentuje ekspert. Gałązka wyraża natomiast duże zdziwienie tym, w jaki sposób prezydent Trump został przyjęty w Polse: „Jestem zaskoczony skłonnościami do poddaństwa i chęci posiadania silnego władcy. Najpierw mieliśmy Kreml, a teraz wybieramy Biały Dom, zamiast Brukseli, w której byliśmy traktowani bardziej po partnersku”. Dodaje również, że jego zdaniem „mocno legitymizowaliśmy faceta, który jest skrajnym konserwatystą, molestatorem kobiet i w gruncie rzeczy chamem. Nie boję się tego powiedzieć, jego chamskie zachowania są znane. Szkoda, że nie pokazywano protestów związanych z jego wizytą” – mówi Gałązka.

O protestach pisały zagraniczne media.

Podsumowując przebieg całego pobytu Donalda Trumpa w Warszawie, Zbigniew Lazar twierdzi, że strona polska dobrze przygotowała się do wizyty amerykańskiej głowy państwa. „Biorąc pod uwagę to, że było bardzo mało czasu, to można przyznać, że wizyta prezydenta USA była dobrze przygotowana przez stronę polską. Organizacyjnie wszystko było dobrze zgrane, a czas pobytu Trumpa w Polsce był dobrze rozplanowany. Widać było, że sztab ludzi nad tym pracował. Myślę, że prezydent Trump wyjechał z Polski zadowolony” – konkluduje ekspert.

Wojciech Szalkiewcz twierdzi natomiast, że patrząc na tę wizytę amerykańskiego prezydenta w szerszej perspektywie, była ona tylko pewnym „epizodem” i nie należy postrzegać jej w kontekście „wielkiej polityki”. „To była kurtuazja, PR – wizyta u jednego z wielu sojuszników USA, choć z dużą dozą amerykanofilizmu. Warszawa nie była celem Donalda Trumpa, tylko przystankiem, na którym się zatrzymał w drodze do wielkiej polityki, która ma miejsce na spotkaniu G20 w Hamburgu. W kontekście rozmów z kanclerz Merkel, prezydentem Chin, premierem Japonii, a przede wszystkim z prezydentem Putinem – spotkanie z prezydentem Dudą, to jedynie »epizod«” – wyjaśnia Szalkiewicz.

„Spotkanie Trumpa i Dudy było jak spotkanie dwóch narcyzów, jednego, który już mocno zwiądł, z więdnącym w przyśpieszonym tempie” – kwituje Wiesław Gałązka.

Opracowanie: Joanna Jałowiec, Maciej Przybylski, Magdalena Blaśkiewicz, Paulina Krukowska

Zdjęcie główne: źródło YouTube/wwwprezydentpl

Dane na temat wizyty Donalda Trumpa w Polsce przygotował dla PRoto Instytut Monitorowania Mediów

 

 

 

 

 

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin