Jak nie prowadzi się relacji z mediami. Przykład OKO.press i TVP

dodano: 
13.07.2016
komentarzy: 
0

Przekazywanie informacji tylko zaprzyjaźnionym mediom zaprzecza podstawowym zasadom public relations. Pytać może każdy - specjaliści komentują sprawę nieudzielenia komentarza dziennikarzowi OKO.press przez TVP.

Przypomnijmy. OKO.press poprosił Telewizję Polską o podanie kosztu transmisji Światowych Dni Młodzieży. Serwis zwrócił się też z prośbą o komentarz dotyczący warunków emisji spotu Ministerstwa Obrony Narodowej. Na pierwszą, szczątkową odpowiedź z TVP, dotyczącą spotu MON, portal czekał dwa tygodnie. Drugą, tylko nieznacznie różniącą się od tamtej, Centrum Prasowe TVP przesłało po kolejnych trzech tygodniach intensywnych „prac” – informując, że ma „pełne prawo powołać się na tajemnicę przedsiębiorstwa”.
Przez pomyłkę do dziennikarzy wyciekła też korespondencja pracowników TVP, w której dziennikarza OKO.press, Jakuba Stachowiaka, nazwano „nieżyczliwym”.

Według redakcji OKO.press nieudzielenie tych wiadomości przez TVP o kosztach transmisji ŚDM i emisji spotu MON narusza ustawę o dostępnie do informacji publicznej. Redakcja skierowała osobno do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie sprawy braku należytych odpowiedzi na oba pytania dziennikarza. Złożyła też zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa (przez prezesa TVP Jacka Kurskiego, wiceprezesa Macieja Staneckiego i Joannę Stempień-Rogalińską z centrum informacji) polegającego na nieudzieleniu informacji publicznej.

To skutki prawne „starcia” pomiędzy serwisem OKO.Press a TVP. Co jednak ten przykład mówi nam o prowadzeniu relacji z mediami?

Urszulę Podrazę, partnera strategicznego w Planet PR, dziwi strategia milczenia obrana przez TVP: „Telewizja zachowuje się wbrew podstawowym zasadom relacji z mediami, przejmując najgorsze nawyki instytucji traktujących dziennikarzy jak natrętów”. Jej zdaniem, dzielenie dziennikarzy na przychylnych i nieżyczliwych oraz przekazywanie informacji tylko zaprzyjaźnionym mediom to także zaprzeczenie podstawowych zasad public relations.

„Nie ma znaczenia, kto pyta o informację, bo pytać może każdy – cudzoziemiec, nieletni, dziennikarz, w tym dziennikarz dociekliwy i krytyczny. Postępowanie we wszystkich sprawach powinno zostać prowadzone tak samo i pytający powinni otrzymać tyle samo informacji” – komentuje dla nas Bartosz Wilk, prawnik, członek zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, która współpracuje z redakcją OKO.press.

Przedstawiciel Watchdog Polska liczy także, że prokuratura – do której wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – wyciągnie konsekwencje takiego postępowania. „Jest także szansa, że do działania TVP odniesie się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, do którego wpłynęła skarga na bezczynność w tej sprawie. Ta ostatnia wynika z tego, że koniec końców TVP nie udostępniło w pełni żądanych przez dziennikarza informacji” – informuje nas.
W rozmowie z PRoto.pl konkluduje także: „Można przypuszczać, iż w podmiotach publicznych dochodzi do podobnego działania, czyli poszukiwania informacji o tym, kto pyta, i uzależnienie od tego odpowiedzi, jej jakości i zakresu przekazanych informacji. Ta sprawa jest wyjątkowa, gdyż za sprawą korespondencji pracowników TVP przypuszczenia znalazły swoje potwierdzenie”.

Według Urszuli Podrazy, wpadka z przesłaniem dziennikarzowi wewnętrznej korespondencji na jego temat to świadectwo braku profesjonalizmu: „Ten z pozoru drobny błąd rzutuje na wizerunek całej instytucji”.

Jak można byłoby uniknąć tego błędu? Marcelina Cholewińska, managing director w FIRST Public Relations, uważa, że w przypadku TVP recepta nie jest szczególnie skomplikowana. „Wystarczyło udzielić odpowiedzi na zadane pytania w terminie wynikającym z ustawy od dostępie do informacji publicznej [14 dni – przyp.red.]. W każdym cywilizowanym kraju obywatele mają prawo wiedzieć, na co i jak wydawane są publiczne pieniądze. Wprawdzie TVP opublikowała oświadczenie, w którym zaprzeczyła, że zlekceważyła pytania dziennikarzy portalu OKO.press, jednak nie podała w nim informacji uwiarygadniających to stanowisko – kiedy dokładnie udzieliła odpowiedzi i czy odniosła się do wszystkich pytań”.

Urszula Podraza komentuje też, że ukrywanie kosztów transmisji wydarzeń Światowych Dni Młodzieży czy warunków emisji spotów Ministerstwa Obrony Narodowej wywołuje u odbiorców prostą reakcję - „jeśli nie chcą powiedzieć, ile to kosztuje, to znaczy, że coś jest nie w porządku”.

Specjalistka z Planet PR uważa, że pytanie OKO.press można było wykorzystać zarówno do pokazania skomplikowanego procesu przygotowywania do transmisji, jak i profesjonalizmu pracowników. „W końcu Telewizja Polska przy okazji ŚDM wykona olbrzymią pracę i ciąży na niej wielka odpowiedzialność”.

Przygotowali: Maciej Przybylski, Magdalena Wosińska

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin