Rolka Wprost

dodano: 
20.02.2015
komentarzy: 
8

Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedzieć jedno. To, co robi Wprost, to nie jest dziennikarstwo. To tworzenie źródła zysku z obrzucania błotem ludzi i firm. Artykuł o Kamilu Durczoku jest wyjątkowo nierzetelny i wiele analiz tego materiału już wskazuje, że z prawdą ma tyle wspólnego co zwykłe krzesło z krzesłem elektrycznym. Opieranie tekstu o insynuacje, by upuścić wizerunkowej krwi wybranemu obiektowi ataku (i na tym zarobić), jest po prostu niszczeniem ludzi i – w moim odczuciu – jest gorsze niż napaść z pobiciem w ciemnym zaułku. Odbywa się bowiem w świetle dnia i zostawia bolesne ślady znacznie dłużej, jeśli nie na zawsze.

Piotr Pytlakowski z Polityki przywołuje w swym niedawnym komentarzu opinię, że Kamil Durczok został publicznie zgwałcony. To celne porównanie. Taka brutalna i nierzetelna agresja mediów na różne osoby i firmy nie jest niczym nowym i istnieje odkąd pojawiło się dziennikarstwo. Celnie mechanizm tej medialnej przemocy opisał niegdyś znakomity laureat literackiego Nobla Heinrich Boell w brawurowym opowiadaniu „Utracona cześć Katarzyny Blum”. Rzecz polega jednak na tym, by takie zjawiska w dojrzałym społeczeństwie  były traktowane jako margines i piętnowane, a nie nadawały ton przekazom newsowym. A tak się niestety dzieje z tego typu materiałami Wprost, które budzą protesty komentatorów czy nawet obrzydzenie, ale są powszechnie przedrukowywane, zaś spreparowane przez redakcję insynuacje masowo w innych mediach powielane. I ciężko się wydobyć spod takiej nawałnicy półprawd, przekłamań i paskudnych pomówień. Nawet przy stosowaniu narzędzi crisis communication. Skala wizerunkowego błota, jakie spadło na naczelnego „Faktów”, jest zbyt duża, by szybko mógł siąść do wywiadu np. z Prezydentem RP, nawet jeśli w publikacjach Wprost nie ma źdźbła prawdy. I tak wszyscy jesteśmy świadkami mordowania wiarygodności jednego z czołowych dziennikarzy polskiej sceny medialnej. W biały dzień.

A przecież nie budzimy się z ręką w nocniku. Wprost już regularnie od wielu miesięcy zarzuca polską scenę medialną nierzetelnymi materiałami wywołującymi tak gwałtowne burze, jak i mniejsze zawieruchy. W środowisku PR wielu z nas w ostatnich miesiącach proszonych wszak było o pomoc w reagowaniu na wyjątkowo nierzetelne publikacje Wprost dotyczące tak osób, jak i firm. Mi zdarzyło się to co najmniej kilka razy. A to wyjątkowe wyzwanie PR-owe, bo trudno jest walczyć z insynuacjami i to tak szeroko powielanymi. Rzadko wystarczają przeczące im fakty, bo negatywne sugestie mają wyjątkowo silne działanie i – niestety - efektywnie wpływają na opinie lub decyzje różnych odbiorców, niekorzystne dla bohaterów medialnych pomówień. Zgodnie z zasadą „Ukradł? Okradli go? Nieważne – jest zamieszany w kradzież”.

Nie sądzę, byśmy my PR-owcy mieli jakieś możliwości wpływu na to zjawisko negatywne w szerszym społecznie zakresie, poza dostarczaniem wizerunkowych działań osłonowych napadniętym podmiotom. Ale to jak podawanie antybiotyków, gdy organizm już został zaatakowany przez agresywne drobnoustroje chorobowe. Skupia się na skutkach, nie przyczynach.

Niestety także bezsilne wobec tych koncertów nierzetelności Wprost jest przede wszystkim środowisko dziennikarskie, niepotrafiące uruchomić mechanizmów samoregulacji branżowej.  Mimo wielu dyskusji wewnątrz tego środowiska, a nawet kłótni, jak w grudniu ub. roku przy przyznawaniu Wprost nagrody Grand Press w kategorii „NEWS”, redaktor Latkowski święci tryumfy, regularnie dostarczając spreparowane sensacje z zapałem przedrukowywane przez inne media. W efekcie cały świat dziennikarski na tym traci, bo sposób uprawiania tego zawodu przez zespół Latkowskiego rzutuje na cały zawód. Zwłaszcza, gdy jest nagradzany w konkursach branżowych.

Bezsilne jest także prawo, które również nie ma wystarczających mechanizmów ochrony wizerunku różnych podmiotów bezkarnie deptanych przez Wprost czy inne podobnie działające redakcje (choć chyba żadna inna nie idzie tak daleko jak Wprost i nie żyje z nierzetelności w tak wielkiej skali). Tylko mecenas Giertych, jak pisze, już w ok. 10 sprawach toczy sądowy spór z Wprost. Takich procesów jest zapewne znacznie więcej. I co z tego? W najbliższy poniedziałek i tak wszyscy rzucą się (pewnie z obrzydzeniem) na kolejną odsłonę sensacji Wprost na temat Kamila Durczoka.

W moim odczuciu – gdy bezradne jest środowisko dziennikarskie, prawo bezsilne, i mało skuteczne wydają się mechanizmy kryzysowego PR – jest tylko jedna metoda przeciwstawiania się takiemu medialnemu półświatkowi. Rynkowa. Brak akceptacji dla metod działania gwałcących zasady rzetelnego dziennikarstwa może – i powinien – wyrażać się w odmowie współuczestniczenia w tworzeniu z tych metod mechanizmu zarabiania pieniędzy. Być może w interesie nas wszystkich jest zaprzestanie dokładania do tego brudnego interesu i warto przestać kupować ten tygodnik. Reklamodawcy zaś mogą omijać Wprost jako źródło dotarcia do swych grup docelowych. Polski rynek medialny jest tak rozwinięty, że istnieje wiele alternatywnych wobec Wprost kanałów dotarcia do tych samych targetów. Gdy współpraca marketingowa z Wprost będzie postrzegana jak drukowanie reklam na papierze toaletowym, de facto wyrażony zostanie brak akceptacji dla sposobu uprawiania dziennikarstwa łamiącego zasady rzetelności, obracającego się wszak często także przeciw firmom i kierowanym przez nie osobom. A przecież sam Wprost robi wiele, by tak właśnie traktować jego łamy.

Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications

komentarzy:
8

Zobacz także...

Według PR-owców TVN prawidłowo zareagował na publikacje Wprost. Jednak na ocenę szkód wizerunkowych jest jeszcze za wcześnie...

Karol Schwann od połowy lutego pełni obowiązki redaktora naczelnego PRoto.pl. Edyta Kowal, po 1,5 roku pracy na stanowisku redaktora naczelnego, rozstała się z redakcją...

Joanna Kornaga, dotychczas starszy specjalista ds. PR i członek zarządu Fundacji BNP Paribas, kończy współpracę z bankiem...

Telewizja w komunikacie informuje, że kończy współpracę z Legią Warszawa. Klub odpowiada: „nie otrzymaliśmy oficjalnego pisma od zarządu, dlatego to my zrywamy umowę"...

Przedstawiciele agencji PR są zgodni, że komentarz kryzysowy TVN był na miejscu. Z jednym zastrzeżeniem – pojawił się za późno. „Jest to też przykład takiego oświadczenia, które Anglicy nazywają too little, too late (za mało i za późno)” – zauważa Zbigniew Lazar, prezes ModernCorp...

Komentarze

(8)
Dodaj komentarz
23.02.2015
9:24:16
Janek
(23.02.2015 9:24:16)
Proszęę.... Raptem się obudziliśmy, że media żywią się sensacją. Ilu to już prezesów, rzeczników i celebrytów padło ich ofiarą. Niejednemu złamały życie i karierę. I teraz raptem dopadło dziennikarza z kontaktami. To odzywają się jego znajomi, wielbiciele lub przyjaciele. I gadają głupoty. Że nie można tak mówić, że to krzesło elektryczne itd. A przecież Wprost pisze o tym, że Durczok jest bezczelnym szefem, który nie respektuje przepisów prawa pracy i nie szanuje drugiego człowieka. I o tym pisać można bo taki szef wyznacza pewne standardy i psuje rynek nie tylko swoim podwładnym ale tez wielu innym w mediach. I dobrze, że teraz każdy wie, że takie zachowanie nie jest ok, że jednak się je piętnuje.
23.02.2015
9:10:19
Dariusz Kryszk
(23.02.2015 9:10:19)
Święte słowa - środowisko dziennikarskie, nie potrafiło uruchomić mechanizmów samoregulacji branżowej. Teraz efekty tego zaniedbania brutalnie dotknęły człowieka mediów. Dziesiątki razy widziałem jak różnego rodzaju redakcje "krytykowały/niszczyły" spekulacjami ludzi, w tym z mojego środowiska zawodowego. Dotyczyło to wielu spraw, m.in. szeroko rozumianych obyczajowych. Wówczas to nikt nie podważał prawa mediów do krytyki, spekulowania. Każda uwaga z naszej strony, by media chciały chociaż poczekać na wyrok sądu, przyjmowana była jak zamach na WOLNOŚĆ MEDIÓW! W tym kontekście przypominałem dziennikarzom cywilizowanego świata by przestrzegali zasady, że wolność mediów jest ograniczona wolnością i prawem do godności drugiego człowieka. Nikt tym się specjalnie nie przejmował. Dziennikarze mówili, że walczą z patologią i informowanie/spekulowanie o takich przypadkach jest ich misją społeczną! Z perspektywy 15 lat współpracy z mediami "generalnie" uważam, że tak powinno być. Osobna kwestia to warsztat dziennikarzy informujących o takich wydarzeniach - tu czasami ręce mi opadają. W tym konkretnym przypadku redakcja prawdopodobnie dostała od pracowników firmy informacje i skrytykowała postawę człowieka z innej redakcji. A co miała z tym zrobić? Ukryć? Patrząc na krytykę mediów przez media na zachodzie to uważam, że to standard w demokracji. Nie rozumiem dlaczego w Polsce ma być inaczej! Osobna sprawa dlaczego w firmie nie zauważono tej sprawy wcześniej, a tyle się mówi o takiej powinności działu PR!
22.02.2015
11:40:26
Han Solo
(22.02.2015 11:40:26)
a pokaż Pan jeden przykład rzetelnego dziennikarstwa w popularnych mediach - od lat to pisanie na zamówienie biznesu lub polityki. Rzetelność i obiektywizm po pojęcia z przeszłości. Wzorce: kłam i oszukuj, kradnij i zaprzeczaj cały czas idą z góry - media zwierciadłem rzeczywistości i tak samo jak ta rzeczywistość pokrzywione
20.02.2015
16:59:31
mimi
(20.02.2015 16:59:31)
A ja myślę, że dla Durczoka jest jeszcze nadzieja, Oby tylko nie zaczął publikować ckliwych wywiadów w Gali, czy za bardzo się tłumaczyć. Minie i wróci do normy, mimo rysy na wizerunku. Z bliznami da się normalnie żyć.
20.02.2015
16:06:13
a co jeżeli
(20.02.2015 16:06:13)
Wprost jest finansowane z innych, nierynkowych źródeł?
20.02.2015
14:15:22
Sy
(20.02.2015 14:15:22)
Nic dodać, nic ująć. Cała ta sytuacja to jak dyskusja z Ławrowem.
20.02.2015
12:49:57
Darth Vader
(20.02.2015 12:49:57)
Przy okazji, co było złego w zdemaskowaniu przez "Wprost" starego satyra Fibaka? Nie warto demaskować procederu stręczycielstwa przez osobę z pierwszych stron gazet?
20.02.2015
12:45:05
Darth Vader
(20.02.2015 12:45:05)
"Wprost" zachował się gorzej niż brukowiec to fakt. Ale to nie zmienia położenia Durczoka, który moim zdaniem jest już spalony we wszelkich mediach. Smutne, ale prawdziwe.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin