Partyjne memy to w dużym stopniu „amatorka”

dodano: 
11.10.2018
komentarzy: 
0

PRoto.pl: W swojej książce „Humor i władza. Wprowadzenie do gelotologii politycznej” rekonstruują Panowie polityczną historię Polski… w żartach. Czy Polacy potrafią śmiać się ze swoich elit politycznych? Żarty są celne, zabawne, czy raczej suche?

Dr Wojciech K. Szalkiewicz: Myślę, że nadal jesteśmy „najweselszym barakiem w obozie”, jak mówił kiedyś Jan Pietrzak. Historia polskiej satyry politycznej dowodzi, że jako społeczeństwo zawsze potrafiliśmy się śmiać z tego, co w naszym otoczeniu wzbudzało niepokój. Jak mówił kiedyś Bertolt Brecht, „Nieznośnie jest żyć w kraju, w którym nie ma poczucia humoru, ale jeszcze gorzej jest żyć w takim, w którym poczucie humoru jest do życia niezbędne”, a w naszej historii wiele było okresów, gdy ten humor był rzeczywiście do życia niezbędny: zabory, okupacja, socjalizm. Śmiech jest lekarstwem na stres, również na ten wywołany tym, co dzieje się w życiu politycznym każdego społeczeństwa. Oddzielną kwestią jest sprawa „jakości” satyry.

Prof. Marek Sokołowski: Wiele z żartów, które można znaleźć w źródłach, jest tylko wspomnieniem minionych lat, ale mamy też sporo takich, które przetrwały próbę czasu i – dostosowane do aktualnej rzeczywistości – śmieszą do dziś. Po upadku komunizmu, w III RP wydawało się, że dowcip polityczny powoli staje się przeszłością, artyści kabaretowi unikali podobnych tematów. Życie jednak nie znosi próżni i siłą rzeczy, wraz z przemianami społeczno-politycznymi, obserwujemy nową falę żartów, dowcipów, memów z polityków i polityki. W pewien sposób świadczy to o zdrowiu psychicznym Polaków, umiejętnie radzących sobie z narastającym „ciśnieniem” politycznym.

Okładka książki W.K. Szalkiewicza i M. Sokołowskiego
„Humor i władza. Wprowadzenie do gelotologii politycznej”, Olsztyn 2018
PRoto.pl jest patronem medialnym publikacji

PRoto.pl: Polityków wyśmiewamy wszyscy, czy robią to tylko wybrane jednostki? W jednym z rozdziałów przypominają Panowie Stańczyka – błazna, który punktował XVI-wiecznych królów Polski. Czy instytucja błazna przetrwała do dzisiejszych czasów? 

M.S.: Stańczyk to postać symboliczna dla naszej satyry politycznej. Przez pokolenia stał się wzorcem błazna, który bawił inteligentnym żartem, a zarazem służył swoją radą doświadczonego dworzanina-polityka. Dwa wieki po jego śmierci, w poemacie „Monachomachia”, opisał to doskonale biskup Ignacy Krasicki: „Śmiech niekiedy może być nauką / Kiedy się z przywar, nie z osób natrząsa”. Jednak w wieku XVII zaczęto zauważać schyłek instytucji nadwornego trefnisia-mędrca – zaczęła się swoista degeneracja tego zawodu.

Obecnie „błazen” kojarzy się raczej źle, chociaż na scenie politycznej pojawiają się postaci, dla których „błaznowanie” stało się sposobem na zaistnienie w życiu politycznym. Zaistnienie najczęściej krótkie, bo wyborcy nie lubią błaznów, chociaż śmieją się z nich jako obywatele i czasami na nich głosują.

PRoto.pl: Widzą Panowie kogoś, kto przejmuje dziś obowiązki wspomnianego błazna?

W.K.S.: Niewątpliwie kaduceusz Stańczyka, berło błazna-filozofa, dzierży obecnie satyryk Robert Górski, lider Kabaretu Moralnego Niepokoju. Aktualnie jak nikt potrafi on „natrząsać się z przywar” naszych polityków, co pokazuje chociażby popularność skeczy z cyklu „Posiedzenia rządu” (w których Górski grał rolę Donalda Tuska – przyp. red.) czy obecnie kolejnych odcinków „Ucha prezesa” (w których satyryk występuje jako Jarosław Kaczyński – przyp. red.).

PRoto.pl: Z jakich polityków śmiejemy się najbardziej? Jakie cechy narażają polityków na śmieszność?

W.K.S.: Mówiąc krótko – z tych, którzy są najbardziej ponurzy, a tych najwięcej jest po prawej stronie sceny politycznej. Bo konserwatysta charakteryzuje się przywiązaniem do istniejącego stanu rzeczy – wartości, obyczajów, praw, ustroju politycznego. To wszystko jest dla niego święte, więc nawet najcelniejsze żarty są dla niego szarganiem świętości, naruszaniem tabu, a nie powodem do uśmiechu. A to powoduje między innymi, że są wdzięczniejszym obiektem żartów i łatwiejszym celem dla satyryków.

M.S.: Politycy „liberalni” czy też „centrowi” są zdecydowanie bardziej pogodni, otwarci na zmiany, nowości. Stąd łatwiej im przychodzi śmianie się ze swoich wad i wpadek, i stąd też trudniej jest ich ukłuć szpilką dowcipu. Ale jak każda generalizacja, także i ta nie jest doskonała, dlatego też śmieszność może przytrafić się każdemu politykowi, niezależnie od jego partyjnych barw i reprezentowanego ugrupowania.

Pierwszy odcinek serialu „Ucho prezesa”

PRoto.pl: Książka „Humor i władza...” rzeczywiście często wytyka niektórym politykom, że nie mają poczucia humoru. Może jednak powód „ponuractwa” jest nieco inny? Czy, biorąc pod uwagę szacunek do urzędu, wyśmiewana osoba publiczna nie powinna rzeczywiście kiedyś powiedzieć „stop” żartom z siebie?

M.S.: Politycy (lub też ludzie aspirujący do tego miana) powinni pamiętać, że humor (od dowcipu po paszkwil polityczny) ma swoje trwałe miejsce na scenie politycznej w każdym kraju i w każdej epoce, więc wcześniej czy później staną się obiektem żartów na swój temat. Spotykało to wielkich władców, cesarzy, królów, książąt, dziś dotyczy prezydentów państw, premierów, ministrów w rządach. Co ciekawe, niektórzy władcy wręcz inspirowali powstawanie żartobliwych historii na swój temat.

Jednak na to, aby stać się bohaterem dowcipów trzeba sobie w swoisty sposób „zapracować”, zdobyć popularność, rozpoznawalność i oczywiście popełnić jakąś gafę, niezręczność większą lub mniejszą, która zostanie nie tylko zauważona przez media, ale szybko trafi na usta wszystkich i będzie popularyzowana, przynosząc radość z opowiedzenia, wysłuchania dowcipu.

W.K.S.: Oczywiście takie żarty mają różny poziom, jednak granica między „obśmiewającym dowcipem” a „wyśmiewającym hejtem”, który natrząsa się nie „z przywar” a „z osób”, jest bardzo cienka. Ludzie różnie definiują „dobry żart”. I raczej odradzałbym politykom rozstrzyganie kwestii, co jest czym, na drodze sądowej, bo zgodnie z prawem europejskim obywatel ma prawo do wyrażania swoich poglądów, a te nie zawsze muszą być pochlebne czy tylko neutralne. Zdecydowanie lepszy jest w tym przypadku dystans do samego siebie, cecha dla osoby publicznej bezcenna, bo świadczy o inteligencji i czyni ją bliższą zwykłemu człowiekowi. Politykowi trudno jest „zaszkodzić” samym dowcipem, jeżeli tylko coś sobą reprezentuje i potrafi śmiać się z samego siebie.

PRoto.pl: Żart, jak pokazują Panowie w książce, może mieć wiele celów: m.in. ocieplanie wizerunku, ośmieszanie przeciwnika, dyskredytowanie jakiegoś pomysłu. Czy żart może być wykorzystywany jeszcze jako „tester pomysłów”, który służyłby sprawdzeniu, czy ktoś pomyśli „a może w tym szaleństwie jest metoda”?

M.S.: Żart, dowcip, satyra to narzędzia bardzo uniwersalne, więc można je wykorzystywać do wielu celów. Jak mówi jeden z najsłynniejszych „śmiechologów”, prof. Robert Provine: „Siła dowcipu jest wystarczająco duża, by manipulować ludźmi i ich zwodzić”, więc można wykorzystać go i w takim celu.

Z każdym narzędziem bywa jednak tak, że jego użycie może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki.

PRoto.pl: Jednak wiele przykładów w Panów książce świadczy o tym, że żarty częściej dzielą, niż łączą. Czy specjaliści od komunikacji powinni w ogóle próbować wykorzystywania żartów w swoich działaniach? Czy jest sens ryzykować zrażenie do siebie jakiejś grupy społecznej? Nie ma przecież dowcipu, który śmieszyłby każdego.

W.K.S.: Nawet największy ponurak nigdy nie przyzna się do braku poczucia humoru, więc wszyscy lubią się śmiać i humor zawsze będzie wykorzystywany do manipulacji. Dlatego specjaliści od komunikacji marketingowej czy społecznej tak chętnie sięgają po żart.

Tak konsumenci, jak i wyborcy zawsze zwrócą uwagę na dobry dowcip, chociaż rzeczywiście może on różnie oddziaływać na niektórych odbiorców. Niemniej gra warta jest świeczki, bowiem żart, dowcip zwiększa zakres akceptacji oraz wielkość efektu perswazyjnego komunikatu u zdecydowanej większości jego odbiorców.

PRoto.pl: Wracając na polskie podwórko – w dzisiejszych czasach, jak podkreślają Panowie w książce, polityka żyje memami w internecie. Jak oceniają Panowie sprawność polskich partii i polityków na polu memetyki?

M.S.: Mem to rzeczywiście symbol satyry politycznej XXI wieku. Związany jest z rozwojem nowych mediów, a przede wszystkim z powstaniem internetowej kultury śmiechu, która dotkliwie kąsa i natrząsa się z polityków wszystkich opcji niezależnie od ich barw partyjnych. Jest to zjawisko stosunkowo nowe, o kilkunastoletniej dopiero historii, dlatego jest w początkowym stadium „komercjalizacji”, także w obszarze marketingu politycznego. Stąd, o ile produkcje internautów w większości cechuje już duży profesjonalizm w warstwie technicznej i subtelność dowcipu, o tyle produkcje „partyjne” to w dużym stopniu jeszcze „amatorka” oparta na raczej siermiężnych żartach.

Z czasem jednak tego typu produkcje z pewnością zyskają na jakości, co związane jest z niezwykle szybko rozwijającą się społecznością internetową, która generuje takie treści.

Czytaj więcej:
Patryk Jaki i mem po meczu przegranym przez Niemców. Polityk przeprasza

PRoto.pl: Politycznych memów widzimy też w internecie coraz więcej, bo trwa właśnie kampania samorządowa, która jest jednocześnie początkiem przygotowań do serii wyborów w nadchodzących latach. Spodziewają się Panowie, że będzie raczej „śmieszno” czy „straszno”?

W.K.S.: „Straszno” już jest, jeżeli spojrzy się na politykę z perspektywy ulicy Wiejskiej czy przede wszystkim Nowogrodzkiej. „Śmieszno” na pewno będzie, bo politycy potrafią zrobić wiele, aby mniej lub bardziej świadomie rozbawić wyborców.

W relacji humor–władza nie istnieją tak naprawdę żadne granice, o czym przekonujemy się prawie codziennie. Polska polityka bogata w kompromitujące, śmieszne, często żałosne wydarzenia lub wypowiedzi jest niewyczerpanym źródłem inspiracji dla satyry politycznej.

M.S.: Z punktu widzenia badaczy zjawiska „najweselsze” to zawsze kampanie samorządowe – biorą w nich udział w większości amatorzy, zarówno w obszarze polityki, jak i marketingu politycznego, więc dziwnych pomysłów, wpadek, gaf jest w nich najwięcej.

Każde wybory mają jednak swoją „śmieszną” stronę, mamy więc nadzieję, że materiału do analiz badaczom zjawiska śmiechu i humoru w życiu politycznym nie zabraknie i powstaną kolejne poświęcone im prace. My napisaliśmy na razie tylko „Wprowadzenie do gelotologii politycznej”, a każdy wstęp wymaga stosownego rozwinięcia...

Rozmawiał Maciej Przybylski

Wojciech Krzysztof Szalkiewicz – doktor, politolog, specjalista ds. komunikacji społecznej i marketingowej, od ponad dwudziestu lat praktyk i teoretyk polskiego marketingu politycznego, autor kampanii wyborczych i kilkunastu publikacji naukowych i popularno-naukowych im poświęconych, wykładowca akademicki, publicysta, komentator polskiego życia politycznego.

Marek Sokołowski – profesor nauk humanistycznych, kierownik Katedry Socjologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, medioznawca i socjolog, zajmujący się kulturową rolą mediów we współczesnym społeczeństwie. Autor 11 książek, redaktor naukowy 35 monografii i tomów zbiorowych.

PRoto.pl jest patronem medialnym książki „Humor i władza. Wprowadzenie do gelotologii politycznej”

komentarzy:
0

Zobacz także...

Korzystanie z usług „pań i panów PR-owców” jest na świecie od lat praktyką jak najbardziej normalną. Na świecie, ale nie u nas w kraju. Tu nad Wisłą, jest to jeszcze cały czas – jak widać – „szokujący proceder”...

Problem w tych wyborach polega na tym, że tych „oryginalnych” kandydatur jest kilka, a więc konkurencja jest duża. Pomijając kandydatów „egzotycznych”, do tej grupy można zaliczyć przede wszystkim...

W czasie weekendu majowego można było usłyszeć o sprawach Marii Szonert-Biniendy oraz Olgi Semeniuk. W związku z publikacjami na swoich profilach społecznościowych znalazły się w centrum uwagi mediów...

Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin