Debata Szydło-Kopacz: „spektakl entuzjazmu młodzieżówki PiS i ponury spacer sztabowców PO”

dodano: 
20.10.2015
komentarzy: 
0

Pierwsza w Europie debata dwóch kobiet kandydujących na premiera miała potencjał, by przejść do historii. Ale w przedwyborczym starciu Ewy Kopacz i Beaty Szydło przede wszystkim zabrakło show – szczególnie po stronie sztabu PO. Zostało za to „błąd404”.

Spytani przez nas specjaliści są zgodni: debata liderek PO i PiS nie przyniosła rozstrzygnięcia, która z nich może być lepszym premierem. „Obserwowaliśmy walkę na populizmy i niemerytoryczne odpowiedzi na bardzo merytoryczne tematy ” – zauważa dr Anna Jupowicz-Ginalska, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dr Łukasz Przybysz, specjalista komunikacji politycznej z UW, wskazuje przy tym, że mimo wszystko mocniej oponentkę atakowała Ewa Kopacz, wytykając jej konkretne błędy: „Trzymała się strategii straszenia PiS-em, która nie sprawdziła się w wyborach prezydenckich, choć trafny był zarzut, że Beata Szydło jest niesamodzielna, bo stoi za nią Jarosław Kaczyński” – analizuje.

Wiesław Gałązka, specjalista ds. marketingu politycznego,  uważa, że większą lekcję z poprzednich kampanii wyciągnął jednak sztab PiS-u. Platforma Obywatelska, co było widać także wcześniej, jest pogrążona w chaosie. „Czuje się, że to są ostatnie chwile Pani Kopacz jako szefowej partii”  – dodaje przy tym ekspert.

W debacie można było także zauważyć, że to Beata Szydło na samym początku podyktowała narrację spotkania, zaznaczając, że będzie zwracać się do Ewy Kopacz „Pani przewodnicząca”, a nie pani premier. Gałązka w rozmowie z PRoto.pl zapytany przez nas o tamten moment, uzupełnia, że już od początku kampanii widać retoryczną  przewagę PiS-u:  „PO tylko odbija piłeczkę, bo dobre serwy ma tu partia Jarosława Kaczyńskiego”.

Przybysz ocenia spotkanie jako niemal w całości niemerytoryczne, a kandydatki nie odpowiadały wprost na pytania prowadzących. Przy tym „manewrowaniu z odpowiedziami” według Jupowicz-Ginalskiej najmniej komfortowo czuli się właśnie dziennikarze, bo nie mogli zwracać uwagi na to, że dyskusja odbiega od głównego tematu. „Równie dobrze można tam było posadzić zwykłego człowieka, który odczyta z kartki zagadnienia spotkania” – dodaje. Według niej warto, by w przyszłości prowadzący mogli dyscyplinować polityków i prosić ich o udzielenie bardziej merytorycznej odpowiedzi.

Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications wskazuje także na to, co działo się po debacie. „Spektakl entuzjazmu młodzieżówki PiS i ponury spacer sztabowców PO - to lekcja dla wszystkich przyszłych sztabów przygotowujących swych kandydatów do takich medialnych spotkań. Aby nie zapomniały, że to przede wszystkim show. Do końca”. (mw)

Błąd 404, czyli debata Kopacz-Szydło

komentarzy:
0
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin