Polska odpytywana, Beata Szydło opanowana. W PE premier wyjaśnia, a nie tłumaczy się

dodano: 
20.01.2016
komentarzy: 
0

„Konstytucja to dla Polaków świętość”, „Trybunał Konstytucyjny ma się dobrze” – mówiła w Parlamencie Europejskim premier Beata Szydło. Wysłała tym samym sygnał, że Polska to kraj suwerenny, który sobie poradzi –  komentują wczorajsze wystąpienie eksperci.

Debatę w Parlamencie Europejskim o sytuacji w Polsce Zbigniew Lazar, prezes agencji Modern Corp, nazywa „typową sytuacją kryzysową”.  Po raz pierwszy bowiem Polska wystąpiła w roli odpytywanego. Dyskusja w PE ma być częścią  „mechanizmu wczesnego ostrzegania”. Unia pokazuje, że przygląda się Polsce, Beata Szydło – że nie przez takie problemy państwo przechodziło. „Do tego jeszcze wspomagało inne kraje Europy, chociażby przy obalaniu Muru Berlińskiego” – mówi prezes Modern Corp.  

W wystąpieniu Szydło nie zabrakło zapewnień, że  „Polska chce, by UE była stabilna”  czy słów, że nasz kraj „nie wywołuje tych kryzysów, ale chce aktywnie uczestniczyć w prowadzeniu polityki europejskiej”. Według red. Wiesława Gałązki, specjalisty ds. marketingu politycznego, premier potraktowała to spotkanie jako okazję do kontynuowania  swojej kampanii wyborczej. Zarówno on, jak i Wojciech Szalkiewicz są zdania, że przemówienie bardziej skierowane było do Polaków niż Europejczyków. „PO nie mogła się wypowiadać w trakcie tego przesłuchania. Więc była to znakomita okazja, by podziałać przede wszystkim na swoich obywateli. I to się udało” –  mówi w rozmowie z PRoto.pl Gałązka.

Zbigniew Lazar: „Coś się stało i trzeba było zareagować. Premier wyjaśniała, a nie tłumaczyła się. Występowała w imieniu kraju, który komunikacyjnie wie, co robi”. Dlaczego jednak do tego doszło tłumaczy już z kolei dr Wojciech Szalkiewicz:
„Niewątpliwie jest to próba gaszenia »wizerunkowego« pożaru. A jest on konsekwencją błędów komunikacyjnych ze strony PiS, które nie potrafi wytłumaczyć zarówno krajowej, jak i międzynarodowej opinii publicznej, jaki jest cel realizowanej przez rząd »dobrej zmiany«, jak i »formy« wprowadzania tych zmian”.

Specjaliści powracają znów do komunikacyjnego aspektu wystąpienia. Zwracają przy tym uwagę, że wybrana forma była dopasowana do  stylu wypowiedzi europosłów.

Zbigniew Lazar: „Beacie Szydło zarzuca się, że mówiła na poziomie abstrakcji. Ale ja jako PR-owiec powiem: bardzo dobrze, że tak zrobiła.   Premier dopasowała swój przekaz do odbiorców, ponieważ eurokraci myślą schematami i wyrażają się przez slogany. Proszę zwrócić uwagę, że ze strony atakujących też nie padły żadne konkrety. Była mowa o »strachu przed zabiciem demokracji« i »obawach przed zamachem stanu«. Są to przecież wyświechtane argumenty”.

Wiesław Gałązka w rozmowie konkluduje, że przedstawiciele z ramienia Unii nie domagali się szczegółów. „Te zostały pominięte. Szydło uniknęła mówienia o tym, co było głównym powodem spotkania. Nie mówiła o podstawowych sprawach, w jakich przyjechała do Brukseli. Była to świetna propagandowa zagrywka”. Dla Szalkiewicza samo wystąpienie miało pokazać: „»dobrze czujemy się jako rząd na niwie europejskiej, jesteśmy słuchani, mamy coś do powiedzenia«”.

Ekspert wskazuje jednak, że wbrew zapewnieniom ministra Waszczykowskiego na mównicy PE nie „urodził się nam nowy lider europejski”, „rasowy przywódca”: „Europejscy politycy mają świadomość, jaką pozycję w polskiej polityce zajmuje p. Beata Szydło i wiedzą doskonale, że nawet najlepsza retoryka nie jest w stanie zmienić faktu, że decyzje podejmuje Jarosław Kaczyński. I to on jest jedynym w Polsce »rasowym przywódcą«, aby trzymać się retoryki szefa MSZ”.

Magdalena Wosińska/Małgorzata Baran

 


Zbigniew Lazar jest trenerem Akademii PRoto. Już 26 stycznia w Warszawie WARSZTATY Z WYSTĄPIEŃ PRZED KAMERĄ! Więcej informacji

komentarzy:
0
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin