„Poprawne, nudne i wtórne”? Eksperci oceniają dotychczasowe działania kandydatów na prezydenta

dodano: 
06.03.2020
komentarzy: 
0

W lutym 2020 roku oficjalnie wystartowała prezydencka kampania wyborcza. Do tej pory Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała o 20 zarejestrowanych komitetach. W szczególności media skupiają się na działaniach pięciu liderów wyścigu o fotel prezydencki – Andrzeja Dudy (PiS), Małgorzaty Kidawy-Błońskiej (PO), Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL), Szymona Hołowni (kandydat obywatelski) oraz Roberta Biedronia (Lewica).

Pierwsze dni marca stały pod znakiem konwencji wyborczych, przedstawiania programów oraz prezentowania haseł i spotów kandydatów. PRoto.pl postanowiło poprosić o ekspertów z obszarów komunikacji i polityki o ocenę ostatnich działań komitetów i podsumowanie początkowej fazy tegorocznej kampanii wyborczej.

Hasła, spoty i konwencje

Na zorganizowanie hucznych, pełnych emocji i zaproszonych gości konwencji zdecydowały się trzy sztaby wyborcze – Andrzeja Dudy, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Czy była to dobra decyzja? „Za nami dwie duże konwencje w iście amerykańskim stylu (Kidawa-Błońska i Kosiniak-Kamysz), jedno zbyt skromne spotkanie z działaczami (Biedroń), jedno grubo ciosane zebranie partyjne skrojone pod widza TVP (Duda) i jeden występ w przyciasnym studiu telewizyjnym (Hołownia). Na konwencję Bosaka wciąż czekamy” – mówi dr Łukasz Przybysz z Katedry Komunikacji Społecznej i Public Relations Uniwersytetu Warszawskiego. „Najlepsze wydarzenia przygotowali sztabowcy PO i PSL-Kukiz, słabiej poszło ekipie SLD i Szymona Hołowni, a konwencja PiS nie miała siły dawnych wydarzeń organizowanych przez partię. Żaden kandydat nie wspiął się na wyżyny, nie zaprezentował niczego zaskakującego, jednak najciekawsze było wystąpienie Władysława Kosiniaka-Kamysza i to on pokazał się z najbardziej prezydenckiej strony” – uważa ekspert.

Trochę inaczej widzi to dr Bartłomiej Biskup z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego: „Jeżeli miałbym oceniać jako profesjonalista, to widać, że świadomość kandydatów wzrasta i dostrzegają oni, że trzeba dbać o wizerunek i lepiej się przygotowywać. Szczególnie było to widać u Kidawy-Błońskiej”. Uważa on także, że kandydatka Platformy Obywatelskiej została przygotowana do wystąpienia lepiej niż w przypadku konwencji przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. „To na pewno jest na plus, bo oznacza, że w jej przypadku są podejmowane jakieś działania” – dodaje.

Na Kidawę-Błońską uwagę zwraca też Joanna Rutkowska, Head of Public Affairs & Corporate Communication w 24/7Communication. Jej zdaniem zarówno ona, jak i Andrzej Duda zorganizowali dobre i dynamiczne konwencje. „Oba sztaby postawiły na uzupełnienie przekazu kandydatów czy członków partii o ludzkie historie, które miały uwiarygadniać ich program i dotykać najważniejszych dla nich kwestii – jak chociażby słynny kierowca seicento czy ojciec Igora Stachowiaka. Przewagą urzędującego prezydenta niewątpliwie jest możliwość łączenia dwóch ról i wykorzystywanie oficjalnych okazji do prowadzenia kampanii, nie bez znaczenia jest chociażby organizowanie przez obóz rządzący podsumowań 100 dni rządu i innych wydarzeń” – tłumaczy ekspertka.

Szymon Sikorski, CEO agencji Publicon, zwraca za to uwagę, że choć wszystkie wystąpienia były poprawnie zrealizowane, to problem kandydatów leży gdzie indziej: „W komentarzach do nich dominuje ocenianie żon, mężów, otoczenia – nie przypominam sobie, by ktoś skomentował treść. Wynika to z dwóch rzeczy: wystąpienia są nudne, poprawne, ale bez pomysłu”. „Mówi się, że aby coś zmienić, należy atakować »status quo« – nie chodzi tu o atakowanie PiS-u, a zdiagnozowanie potrzeby społecznej i wyjście jej naprzeciw. Tego nie widać, co jest dziwne, bo mam wrażenie, że np. marki świetnie diagnozują potrzeby związane z bezpieczeństwem, ekologią, wyzwaniami przyszłości, zmianą technologiczną” – podsumowuje.

Zdaniem Sikorskiego wystąpienia kandydatów na konwencjach były nudne. A jak wypadają dotychczas przedstawione hasła i spoty wyborcze? Przypomnijmy, że Małgorzata Kidawa-Błońska posługuje się zdaniami „Prawdziwa prezydent. Pewna przyszłość”, Andrzej Duda woła „Niech żyje Polska!”, a Władysław Kosiniak-Kamysz to „Nadzieja dla Polski!”. Jak podają media, Szymon Hołownia będzie posługiwał się czterema hasłami: „Prezydent różnych Polaków”, „Dość partyjniactwa”, „Kościół i władza na swoje miejsce” oraz „Polska na pokolenia nie na kadencje”. Kandydatem, który nie przedstawił konkretnego hasła wyborczego, jest Robert Biedroń – prasa kojarzy go więc ze sformułowaniem „Biedroń 2020”.

„Ta kampania póki co nie zachwyca. Andrzej Duda przedstawia się jako jedyny gwarant zachowania transferów socjalnych zrealizowanych przez rząd. Kandydatka KO zalicza wpadki w wypowiedziach medialnych skrupulatnie wykorzystywane przez przeciwników. Spokojny, konsekwentny Kosiniak powoli buduje swój kapitał” – uważa Joanna Rutkowska. Zgadza się z nią Szymon Sikorski, którego zdaniem hasła są „poprawne, nudne i wtórne”.

Zdaniem dr. Biskupa hasła Dudy i Kosiniaka-Kamysza są „bardzo ogólne, ale jednocześnie bardzo prezydenckie”, przez co mogą dotrzeć do każdego. „Hasło Kidawy-Błońskiej też jest dobre, ale ono koncentruje się już na drugiej turze wyborów prezydenckich i jest skierowane do kontrkandydata. Mówiąc, że będzie »prawdziwym prezydentem«, chce zarzucić Andrzejowi Dudzie, że ten prawdziwy nie był. To hasło sugeruje od razu skierowanie strategiczne kampanii na konkurenta, co jest naturalne, bo jest on obecnie urzędującym prezydentem i każdy będzie mówić, że jest lepszy od niego” – dodaje specjalista z UW.

„A spoty? Myślę, że na razie nie mamy jeszcze takich prawdziwych spotów wyborczych. Póki co to są raczej zaczepki partyjne. Jedynie Szymon Hołownia miał prawdziwy prezydencki spot, ale potraktowałbym go raczej jako falstart – wiadomo też, że ta sytuacja z tą brzozą wzbudziła bardzo negatywne skojarzenia i Hołownia musiał się z tego wycofać (podkreślam słowo »musiał«, bo na początku jeszcze bronił tego spotu i wycofał się dopiero, gdy spotkał się ze zmasowaną krytyką ze wszystkich stron sceny politycznej). Moim zdaniem oznacza to, że sztab Hołowni jest niedoświadczony” – podsumowuje dr Bartłomiej Biskup.

Przejdźmy w takim razie do oceny dotychczasowych działań poszczególnych kandydatów.

Andrzej Duda

Na pierwszy ogień idzie obecnie urzędujący prezydent Andrzej Duda.

Zdaniem Szymona Sikorskiego Duda jest najbardziej spójny, widać, że słucha sztabowców i nie boi się pokazywać Polski taką, jaką jest. „Jest najlepiej przygotowany, ma aparat państwowy, wolę i chęć do pracy” – dodaje. CEO Publiconu zaznacza jednak, że sztab Andrzeja Dudy nie radzi sobie aż tak dobrze: „PiS cynicznie to rozgrywa, nie musząc (póki co) robić wiele, mam jednak wrażenie, że po działaniach sztabowców prezydenta Dudy widać coraz większą butę i pychę, a wiadomo dokąd one kroczą”.

Na inne aspekty zwraca za to uwagę dr Łukasz Przybysz: „U Andrzeja Dudy po staremu: konwencja – tak, partyjna – tak, wyborcza – nie. To raczej spotkanie działaczy partii, niż prezentacja kandydata. Mocne przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, w którym najwyraźniej brzmiały antagonizmy, wzburzenie, chęć prowadzenia dalszych podziałów. Szef PiS tylko niejako przy okazji, z konieczności odnosił się do poparcia Dudy. Przyznawał raczej, że takiego mają kandydata, nie da się odmówić otwarcia przez niego drzwi dla PiS, no więc musi go poprzeć mimo wszystko. Tylko czy wyborcom partii i PAD to przeszkadza?”. Przybysz zwraca uwagę, że tę postawę widać było także „w dość słabym wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego, którego najciekawszym momentem był proces zwracania telefonu minister Emilewicz”.

„Mowa Dudy, jak zwykle pełna wykrzyknień, które są już niemal jego znakiem rozpoznawczym. Napakowana zapewnieniami, jak to jest dobrze dzięki jego prezydenturze i jak będzie jeszcze lepiej, dzięki drugiej kadencji. Oparta na idei »more of the same«, idealnie trafiającej do stałych wyborców. Przez wszystkie te przemówienia przebijało negatywne nastawienie do opozycji i dość wyraźna obawa, że może się jej udać z Dudą wygrać. Nie dało się zauważyć strategii pozytywnej mobilizacji elektoratu, nie mówiąc już o jego poszerzaniu. Głosu Agaty Dudy tradycyjnie już zabrakło” – podsumowuje konwencję kandydata dr Przybysz.

Małgorzata Kidawa-Błońska

Jedyną kobietą startującą w tegorocznych wyborach jest Małgorzata Kidawa-Błońska. Czy przedstawicielka Platformy Obywatelskiej radzi sobie w kampanii?

Joanna Rutkowska przyznaje, że zdjęcie kandydatki na tle muralu ze skrzydłami jest jednym z dwóch obrazków, jakie zostały w jej pamięci po weekendowych konwencjach. Za to zdaniem Szymona Sikorskiego Kidawa-Błońska jest „największą porażką – treściowo i kampanijnie – w kontekście wystąpień publicznych, działań itp.”.

Dr Bartłomiej Biskup zwraca za to uwagę na progres, jaki poczyniła kandydatka. „To było lepsze wystąpienie niż wcześniejsze, na innych konwencjach czy przed wyborami parlamentarnymi”. Ekspert uznaje to za zaletę, ponieważ oznacza to, że sztab działa.

Dr Łukasz Przybysz zaznacza, że komitet Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zorganizował konwencję, do jakiej PO/KO już przyzwyczaiły – na wzór zachodni, ale na miarę swoich możliwości. „Było więc długie ściskanie dłoni przez kandydatkę, hymn intonowany przez chłopca, goście, światła, ale też niespójna oprawa, czytanie z kartki i rozmyte big idea. Na uwagę zasługuje doskonały pomysł zaproszenia gości, everymanów, którzy wygłosili płomienne i bardzo autentyczne mowy, poświadczając tym samym, że kandydatka rozumie problemy ludzi i jest blisko” – wymienia specjalista. „Wspaniale wykorzystano też męża, ale to raczej zasługa samego Jana Kidawy-Błońskiego, którego słowa i postawa podkreślały partnerstwo w tym związku i mądrość życiową obojga. Mąż kandydatki zdekonstruował zarzut o brak prezydenckości swojej żony, podkreślając jej szczególne umiejętności dialogu i podejmowania trudnych, ryzykownych decyzji. Sama Kidawa-Błońska już nie poradziła sobie tak doskonale, można jej zarzucić brak wyrazistych poglądów, podkradanie idei innym oraz czytanie z kartki. Przemówienie miała miejscami miałkie, choć ustrukturyzowane, bez uwydatnionych treści, ale z pewnym przesłaniem, spójnym z jej dotychczasowym wizerunkiem” – dodaje. Podsumowując, specjalista od wizerunku stwierdza, że najsłabszym momentem konwencji było wystąpienie Borysa Budki – także odczytane z kartki, jeszcze bardziej pozbawione treści oraz ze słabą strukturą i wykonaniem.

Władysław Kosiniak-Kamysz

Opisując wystąpienie męża kandydatki PO, nie sposób nie wspomnieć o często opisywanym przez media wystąpieniu Pauliny Kosiniak-Kamysz – żony kandydata na prezydenta PSL-u. Jak oceniają je eksperci?

„Na pewno było to wydarzenie weekendu i sam ten fakt warto ocenić na plus. Bardzo ocieplające działanie i ciepła osoba, świetnie kontrastująca z nieco »oddaloną« obecną Pierwszą Damą. Jest to doskonałe zagranie Kosiniaka-Kamysza i jego sztabu, który moim zdaniem zasługuje do tej pory na największe brawa” – komentuje Szymon Sikorski.

Zdaniem dr. Łukasza Przybysza, Paulina Kosiniak-Kamysz „»skradła show«, bo była nie mniej merytoryczna niż jej mąż, przedstawiła swój program, co zdecydowanie wyróżnia ją na tle żony obecnego prezydenta, nieobecnej w debacie publicznej.

Joanna Rutkowska zwraca uwagę, że partnerki i partnerzy kandydatów na głowę państwa są ważnym elementem postrzegania kandydatów. „Szczególnie silna jest narracja o bierności aktualnej Pierwszej Damy, nie jest ona również mocno zaangażowana w kampanię. W tym kontekście wystąpienie Pauliny Kosiniak-Kamysz było dobrze zaplanowane, wzmocniło męża, ociepliło jego wizerunek. Myślę, że »tygrys« zostanie z nim na dłużej. Pamiętajmy jednak, że jest ona drugą żoną kandydata, co nie do końca może podobać się tym bardziej konserwatywnym wyborcom” – uważa ekspertka z 24/7Communication.

Dr Biskup uważa, że żona kandydata była atutem konwencji – zaprezentowała męża jako człowieka rodzinnego i godnego zaufania. Dodaje jednak, że jego zdaniem jej wystąpienie nie wpłynie na sondaże, bo Kosiniak-Kamysz to póki co kandydat z dziesięcioprocentowym poparciem, a jej popularność wynika z tego, że do tej pory nie udzielała się publicznie. „Prawie żadna żona czy mąż nie odpowiada za wygraną kampanię wyborczą na świecie, są oni dobrym uzupełnieniem kandydata. Przykładem mogą być Michelle Obama czy Jolanta Kwaśniewska, która była tak popularna, że mówiło się o jej własnej kandydaturze” – tłumaczy specjalista.

A jak zdaniem ekspertów zaprezentował się sam Władysław Kosiniak-Kamysz? „Na tle Małgorzaty Kidawy-Błońskiej Władysław Kosiniak-Kamysz wypadł wręcz jak mąż stanu, prezydent-elekt niemalże. Sztab ludowców także przygotował spotkanie w konwencji amerykańskiej, ale inaczej rozłożył akcenty – podkreślono, że za kandydatem stoi sztab ludzi i ugrupowanie oraz zwolennicy, a całość okraszono nieco mniej widowiskową oprawą. Swoim przemówieniem i postawą, obietnicami i postulatami Kosiniak-Kamysz wygrywa kategorię »najbardziej prezydencki kandydat«. Jego wystąpienie było merytoryczne, ale też najeżone obietnicami kolejnych wydatków. Kandydat wyraźnie grał na nutach antagonizmu – zarówno wobec obecnie rządzącej ekipy, jak i PO-KO, przez co ujawnił, kogo się w tych wyborach obawia najbardziej” – uważa dr Łukasz Przybysz.

Szymon Sikorski dodaje, że Kosiniak-Kamysz, który staje się „beniaminkiem nie-PiS-u”, jest zaskoczeniem. „Nie wnosi nic nowego, ale nie przynosi wstydu – pokazuje bardzo wysoką kulturę osobistą w kampanii, co bardzo – tak po ludzku – cieszy” – tłumaczy CEO Publiconu.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia jest jednym z większych zaskoczeń w tegorocznej kampanii prezydenckiej. Dotychczasowy dziennikarz i prezenter opisuje się jako kandydat obywatelski. Jak wypada on na tle doświadczonych polityków?

Zdaniem Joanny Rutkowskiej w warstwie prezentacyjnej Hołownia „radzi sobie naprawdę nieźle”. „Otoczył się gronem ekspertów, którzy mają zbudować jego wiarygodność i wesprzeć merytorycznie, co jest rozsądnym ruchem, ale może nie wystarczyć. Brak doświadczenia ujawnił się z chwilą emisji pierwszego spotu, który wywołał oburzenie nawiązaniem do katastrofy smoleńskiej. Reakcja kandydata na tę sytuację była po prostu kiepska” – uważa ekspertka.

Również Szymon Sikorski twierdzi, że kandydat bardzo dobrze wypada na spotkaniach i ciekawie prezentuje się w wywiadach. „W jego sztabie brakuje jednak determinacji, nieco otoczki medialnej i siły przebicia. W programie zaś brakuje kilku haczyków, które mogłyby go postawić na fali wnoszącej. Jak tej fali w najbliższych dwóch, trzech tygodniach nie złapie, będzie mu trudno osiągnąć dobry wynik. Medialna, »koronowirusowa« rzeczywistość jest bardzo dynamiczna, dlatego też nie chciałbym go »skazywać na pożarcie«, bo bardzo podoba mi się to, co mógłby wnieść do polskiej polityki (konserwatyzm nieco mniej populistyczny)” – opisuje specjalista.

Ze zdaniem CEO Publiconu zgadza się dr Biskup: „U Hołowni znika też już trochę element świeżości i nie widzimy prawdziwej kampanii, widzimy tylko ogólne pomysły, a tutaj też liczą się emocje. Kandydat przedstawia tylko ogólne stwierdzenia, że nie będzie podpisywał tego czy tamtego. Utknął na etapie, gdzie media pytają go o to, kim jest. Do końca tego jeszcze nie przedstawił, być może dlatego, że nie chce zrażać do siebie wyborców. Taka strategia jest jednak dobra na krótką metę, bo później trzeba się jakoś określić. To jest ten czas, kiedy on musi przedstawić swoje poglądy na sprawy polityczne, światopoglądowe, podatkowe itd. i dopiero wtedy będzie mógł ruszyć z nową stroną kampanii”. „Na dzisiaj jest to jakaś kampania, jest to jakiś pomysł, ale powiedziałbym, że nierzucający na kolana” – podsumowuje pracownik UW.

Dr Łukasz Przybysz ocenił za to występ w studiu telewizyjnym, który Szymon Hołownia zorganizował zamiast konwencji wyborczej. „Miało się wrażenie, że zaraz przyjdzie Prokop i zapowiedzą kobietę-gumę. Formuła: ekran, Szymon, kilka osób i za ciasne studio chyba mało kogo przekona. Sam Hołownia strzelał zdaniami i postulatami, jak na scenie – było sporo merytorycznych kwestii, ale bez przekonania, mimo niejakiej energii i zaangażowania. Zwolennicy i doradcy na widowni to za mało, by przekonać wyborców do siebie, nawet mimo zapewnień, że tak właśnie kandydat chciał” – ocenia ekspert. Zwraca też uwagę, że konwencja była zupełnie niewidoczna w mediach, co jest dziwne, biorąc pod uwagę telewizyjne doświadczenie Hołowni. „Główne hasło proste, ale nieoryginalne, a hasła poboczne choć zaczepne, raczej bez treści i zbyt populistyczne. Szymon Hołownia zaprezentował się jako sprawny konferansjer, który poprowadzi imprezę, ale nie jako polityk z zapleczem i zwolennikami, mąż stanu, który da radę zarządzać krajem” – dodaje specjalista z Katedry Komunikacji Społecznej i Public Relations UW.

Robert Biedroń

Kandydatem, który nie zdecydował się na organizację konwencji wyborczej i do tej pory nie zaprezentował żadnego hasła, jest Robert Biedroń. Przedstawiciel Lewicy postanowił za to spotkać się ze swoimi wyborcami na skromnym wydarzeniu – czy ta decyzja była słuszna?

„Nie. To pewnie fajnie wygląda w zamkniętych grupach mówiących o skromności i w ogóle, ale Robert Biedroń nie jest Jezusem, a prezydent Polski musi pokazać, że jest w stanie udźwignąć urząd” – komentuje Szymon Sikorski. Zgadza się z nim Joanna Rutkowska: „Byłaby to słuszna decyzja, gdyby kandydował na europosła lub prezydenta miasta, nie zaś głowę państwa. Czym innym jest »bycie blisko wyborców« – można je realizować na wiele sposobów, a czym innym inauguracja kampanii. Obawiam się, że wielu wyborców po prostu nie dostrzega aktywności tego kandydata”.

Zdaniem dr. Łukasza Przybysza wydarzenie Biedronia „nijak miało się do pamiętnego, przygotowanego z przesadną wręcz pompą startu Wiosny, co można uznać za oznakę braku spójności kampanii prezydenckiej i samego kandydata”. „Na konwencji prezydenckiej Biedroń wyglądał na wyraźnie zmęczonego, wystąpił »na roboczo«. O ile zrozumiała jest idea podwiniętych rękawów, pasująca do partii – bądź co bądź – historycznie robotniczej, to już razi (kolejny) brak spójności między Biedroniem a Zandbergiem i Czarzastym, który wypadł najlepiej tego dnia” – wyjaśnia ekspert. „Koherentność Biedroń zachował zaś w ogłaszanych pomysłach, merytorycznie więc niewiele można mu zarzucić: poruszył ważne i drażliwe kwestie, idealnie stargetowane pod swój elektorat. Niemniej także on nie uciekł od krytyki obecnej władzy, skupił się na straszeniu, tym samym wskazując, kogo się obawia. Nie wytknął natomiast konkretnych błędów prezydentury Andrzeja Dudy. To nie była dobra konwencja i to nie jest dobrze prowadzona kampania” – podsumowuje dr Przybysz.

Podobne przemyślenia ma dr Bartłomiej Biskup: „Konwencje »dają kopa« kampanii, pokazują, że kandydat jest popierany przez różne siły i ugrupowania polityczne – to też wpływa na wyborców. Jest to też element motywujący działaczy partii do robienia kampanii, ktoś przecież musi później powiesić te przysłowiowe plakaty, roznieść ulotki. Jest to już właściwie standard, że kampanię zaczyna się z przytupem i mocnym akcentem. Trzeba pokazać siłę kandydata, a w przypadku Biedronia tego zabrakło”. „Rozumiem tłumaczenia, że »nie będziemy wydawać pieniędzy, bo są ważniejsze potrzeby«, co też kreuje wizerunek Biedronia jako skromnego kandydata, ale z drugiej strony sugeruje to, że może on nie mieć poparcia poważnych sił czy struktur politycznych. Dlatego właśnie kandydaci się pokazują, dlatego te konwencje są takie wielkie i dlatego jest tam tak dużo ludzi. Trzeba dać pewien impuls zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym wyborcom, ludzie muszą wierzyć, że ma to sens. Robienie takiego małego spotkania może tę wiarę osłabiać” – uważa specjalista z Instytutu Nauk Politycznych UW.

Podsumowanie

Dr Łukasz Przybysz postanowił też ocenić w skali szkolnej dotychczasowe działania kandydatów w pięciu kategoriach: merytoryka, przygotowanie, wykorzystanie atutów, perswazyjność i ogólne wrażenie. Na końcu z przyznanych ocen wyciągnął średnią.

„Kidawa-Błońska: merytoryka na 3, przygotowanie na 3+, atuty na 4+, perswazyjność na 4 i ogólne wrażenie na 3+. Kosiniak-Kamysz odpowiednio: 4+, 5, 4+, 4 i 4+. Biedroń: 4, 3+, 3, 3+ i 3. Duda: 3, 3, 2, 3 oraz 3. I wreszcie Hołownia: 3+, 4, 3, 2 i 3+. Gdy wyciągniemy średnią, najlepszą ocenę otrzymuje Władysław Kosiniak-Kamysz (4+). Małgorzata Kidawa-Błońska zapracowała na naciąganą czwórkę, Robert Biedroń otrzymałby 3+, a Szymon Hołownia mocną 3. Natomiast Andrzej Duda miałby trudności ze zdobyciem trójki”. Ekspert zaznaczył, że te oceny prawdopodobnie w żaden sposób nie przełożą się na ostateczne wyniki wyborów, ale mogą służyć za podsumowanie tego, jak kandydaci radzą sobie w wystąpieniach publicznych i planowaniu swojej polityki.

„Na zakończenie warto zauważyć, że wszyscy kandydaci mają przed sobą mnóstwo pracy i – cytując klasyka – muszą się ciągle i wszędzie uczyć. Powinni popracować nad stroną merytoryczną wystąpień, porzucić nieodpartą chęć tak częstego odnoszenia się do konkurentów i ich ugrupowań, a skupić się na oryginalnych pomysłach na swoją prezydenturę. Choć te przebijają w wystąpieniach części kandydatów, to nie są wyraźnie widoczne, w zasadzie nie sposób przyporządkować każdemu z nich charakterystycznego przesłania. Chciałoby się w Polsce widzieć kampanię z prawdziwego zdarzenia, a tu od lat to samo. Pozostaje nadzieja, że kandydaci, a przede wszystkim ich sztaby i doradcy, obudzą się niebawem i pokażą nam, jak walczą o nasze głosy” – podsumowuje dr Przybysz.

Małgorzata Baran, Angelika Kalinowska

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin