Pospieszalski, Wildstein, Ziemkiewicz... potrzebują agencji PR?

dodano: 
04.02.2011
komentarzy: 
1

Solidarni 2010 zorganizowali niedawno konferencję nt. zagrożonej wolności słowa. Było chwytliwe hasło i sugestywny plakat z zaklejonymi taśmą ustami. Jednak debata nie spotkała się z zainteresowaniem mediów, bo organizatorzy polegli komunikacyjnie. „Jeśli chcą zmienić sposób postrzegania ich przez innych, powinni zatrudnić dobrą agencję PR” – komentuje Sebastian Hejnowski na łamach Press.

Złe dziennikarstwo, forsowanie poglądów, łamanie zasad rzemiosła z jednej strony, a z drugiej zamach na demokrację. Takie mieszane nastroje pozostawiła po sobie konferencja. Mało kto jednak chce o tym mówić – informuje Press. Jan Pospieszalski, Bronisław Wildstein, Joanna Lichocka, Katarzyna Hejke, Rafał Ziemkiewicz i inni zostali także tym razem solidarnie pominięci.

„Zimą o 18 jest już ciemno, a podczas deszczu ze śniegiem trudno zrobić dobre zdjęcia. Gazety zamykają już część kolumn, a telewizje montują wydania serwisów” – spuentował Sebastian Hejnowski. Do tego dochodzi niefortunna data, bo tego samego dnia MAK zaprezentował swój raport, więc każde inne wydarzenie skazane było na zlekceważenie. Dla Zbigniewa Bajki, medioznawcy z UJ, brak zainteresowania konferencją ze strony mediów głównego nurtu to ich „akceptacja dla decyzji władz telewizji o usunięciu programów z tezą”. Marek Wróbel, prezes Neuron Agencja PR, z kolei tłumaczy, że wielu kolegów po fachu ma w oczach „wdrukowany obraz dziennikarza prawicowego jako oszołoma”, dlatego dotyczące ich tematy są odrzucane. Inni zwracają uwagę na rozmyty komunikat i nieprzyjazny język - mówiono o wysyłaniu dziennikarzy do „getta redakcji katolickiej” i „stygmatyzowaniu” tych krytycznych wobec PO. Zaszkodzić miał też radykalizm polityczny – „konsekwencją ekstremizmu jest pominiecie”. Choć niektórzy są zdania, że organizatorzy konferencji reprezentują poglądy części społeczeństwa i z tego powodu nie powinni być „wyrugowani” z debaty publicznej, to przyznają, że mają oni tendencję do używania zbyt wielkich słów. „Są bombastyczni. Od byle czego krew się w nich burzy, a suwerenność państwa jest zagrożona” – dodaje Wróbel.

Dariusz Tworzyło z PSPR – jak czytamy w Press – uważa, że w Polsce nie mamy problemu z wolnością słowa, tylko z upolitycznieniem, do którego się przyzwyczailiśmy, dlatego mało kto na to reaguje. Sebastian Hajnowski z Ciszewski Marketing Group radzi odrzuconym dziennikarzom, że jeśli chcą zmienić sposób postrzegania ich przez innych, powinni zatrudnić dobrą agencję PR. Zastrzega jednak, że sukces wymagałby woli współpracy i zmian po stronie zleceniodawcy. (es)

Źródło:

Press, Solidarnie przemilczani, Elżbieta Rutkowska, str. 42
komentarzy:
1

Komentarze

(1)
Dodaj komentarz
04.02.2011
15:20:07
Karin
(04.02.2011 15:20:07)
I jak widać, byli i obecni dziennikarze jednak nie umieją być dobrymi PRowcami. Choć niemal każdy dziennikarz jest przekonany, że może być nie tylko dobrym, ale wręcz wyśmienitym PRowcem...
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin