„Wynagrodzenie nie do zaakceptowania”. Ujawnienie zarobków w NBP może nie zażegnać kryzysu

dodano: 
28.02.2019
komentarzy: 
0

Odkąd Gazeta Wyborcza oszacowała, że dyrektor komunikacji i promocji w Narodowym Banku Polskim zarabia ok. 65 tys. zł miesięcznie, media domagały się informacji na temat siatki płac na najwyższych szczeblach w instytucji. Po wejściu w życie ustawy, która nakazuje ujawnianie poziomu wynagrodzeń w banku centralnym, NBP dał w końcu mediom to, czego chciały.

27 lutego 2019 roku w Biuletynie Informacji Publicznej banku pojawiła się tabela średnich wynagrodzeń miesięcznych za 2018 rok. W kwoty wliczone zostały nie tylko pensje zasadnicze, ale też premie, nagrody, nagrody jubileuszowe i dodatkowe wynagrodzenia roczne – czytamy na stronie NBP.

Okazało się, że obecna dyrektor departamentu komunikacji zarabiała średnio 49,5 tys. zł brutto. Z tabeli wynika, że to najwięcej wśród wszystkich stanowisk kierowniczych.

Dziennik Gazeta Prawna nieoficjalnie dowiedział się, że przyczyną wysokiego wynagrodzenia wspomnianej dyrektor mogą być nagrody za organizację obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, w które włączył się NBP. Informatorzy Bartosza Godusławskiego i Łukasza Wilkowicza liczą, że podstawowa pensja szefowej komunikacji to ok. 26 tys. zł. Zauważają jednak, że zasiada ona jeszcze w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, co przynosi jej dodatkowo miesięcznie ponad 10 tys. zł.

Eksperci ds. komunikacji twierdzą, że opublikowanie średnich wynagrodzeń może nie zakończyć kryzysu wokół Adama Glapińskiego, prezesa banku. Przeciwnie: atmosfera wewnątrz instytucji – i to na szczeblu menedżerskim – może się pogorszyć. Prawdopodobny punkt zapalny to m.in. właśnie kwota wynagrodzenia dyrektor komunikacji i promocji. Komentatorzy zwracają uwagę, że zarabia ona więcej niż np. dyrektor analiz ekonomicznych, ryzyka czy informatyki i telekomunikacji. „Media ten wątek będą pogłębiać” – przewiduje dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wynagrodzenie nie do zaakceptowania

Zarobki dyrektor komunikacji w NBP są o połowę wyższe niż średnia rynkowa – twierdzi Michał Młynarczyk, prezes agencji rekrutacyjnej Devire. „Choć sektor bankowy płaci na tyle dobrze, że średnie pensje w banku centralnym nie są mocno szokujące, to w przypadku dyrektor komunikacji dysproporcję rynkową widać gołym okiem” – mówi w rozmowie z PRoto.pl. Zwraca jednak uwagę, że opublikowane kwoty są uśrednione i nie wiadomo, jaką ich częścią były dodatki, nagrody i inne.

Inni eksperci również uznają wynagrodzenie dyrektor komunikacji NBP za wysokie. „Maksymalne wielkości zarobków na podobnym szczeblu organizacyjnym w branży, podawane w mediach, przeważnie oscylowały w granicach 15 tys. zł” – mówi dr hab. Kaczmarek-Śliwińska. Dodaje jednak, że nie znaczy to, że dyrektor komunikacji nie powinna tyle zarabiać – wszystko powinno zależeć od zakresu działań i posiadanych kompetencji. Ekspertka z UW dziwi się jednak, że informacje na ten temat są tak pilnie strzeżone.

NBP nie ma mimo wszystko obowiązku publikowania życiorysów dyrektorów i ich obowiązków – przyznaje Młynarczyk z Devire. „W bankowości prywatnej życiorysy kierowników i listy obowiązków zazwyczaj nie są żadną tajemnicą. Rynek publiczny rządzi się innymi prawami. Jeśli ustawa o NBP nie nakazuje publikowania doświadczenia i obowiązków, to trudno znaleźć powód, dla którego bank centralny miałby wychodzić przed szereg” – tłumaczy.

Według Artura Nowaka-Gocławskiego, założyciela i prezesa zarządu ANG Spółdzielni, 49,5 tys. zł to kwota nie do zaakceptowania. „Nie chodzi oczywiście o kwestie personalne. Nie znam osoby, która pełni funkcję dyrektora komunikacji – nie wiem zresztą wiele o jej doświadczeniu i zakresie obowiązków; nie mogę tego oceniać – ale nieważne, jak duże miałaby doświadczenie, na takim stanowisku w służbie publicznej nie powinno się tyle zarabiać. Pamiętajmy o wynagrodzeniach policjantów, żołnierzy, lekarzy, pięlęgniarek. Nie umiałbym tego wytłumaczyć ludziom pracującym w tych zawodach” – mówi ekspert.

Zastrzega jednocześnie, że nie jest zwolennikiem myślenia, że w instytucjach publicznych powinno się zarabiać na poziomie rynkowym lub wyższym. „Moim zdaniem możliwość pracy w instytucji publicznej takiej jak NBP to również nie bez znaczenia bezpieczeństwo pracy, nobilitacja, doświadczenia” – przyznaje. Deklaruje też poparcie dla jawności wynagrodzeń w instytucjach publicznych.

Media nie dadzą NBP spokoju, możliwy kryzys wewnętrzny

„Działania PR w trakcie ostatnich dwóch miesięcy pokazały, ile jest warta dyrektor komunikacji NBP” – mówi Cyprian Maciejewski, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations. Ekspert ocenia komunikację banku krytycznie i sugeruje, że jej nieprofesjonalność zaszkodziła reputacji NBP. „Pytanie, czy ktoś teraz na poważnie skupi się na ewaluacji pokryzysowej i przełożeniu jej na działania. Możliwy jest kryzys wtórny, wewnętrzny oraz problem rekrutacyjny w grupie top management. Temat zyskał gigantyczne publicity” – mówi Maciejewski.


Dane na temat publikacji w mediach na temat ujawnionych zarobków w NBP. Źródło: Instytut Monitorowania Mediów

Dr hab. Kaczmarek-Śliwińska też jest krytyczna. „Od początku prezes NBP nie kwapił się z wyjaśnieniem sytuacji. Jego postawa była komunikacyjnie zamknięta, a komentarze dość często na poziomie ironii i cynizmu. Dziś trudno obronić wysokość zarobków dwóch pań dyrektor, zresztą NBP na tym nie zależy. Konstytucyjne umocowanie prezesa NBP oraz jego pozycja w otoczeniu prezesa PiS są zręcznie wykorzystywane przez prezesa Glapińskiego, który liczy na naturalną śmierć tematu” – analizuje.

Tylko że jej zdaniem media media nie dadzą tematowi umrzeć. „Ujawnienie wysokości zarobków nie musi zakończyć sytuacji kryzysowej wokół prezesa NBP” – mówi w rozmowie z PRoto.pl. Ponadto, problemy banku nie będą już głównie reputacyjne. „Z pewnością pozostaje kwestia uporania się z wyjaśnieniem wysokości kwoty zarobków, szczególnie jeśli chodzi o struktury wewnętrzne NBP” – przewiduje, podobnie jak Maciejewski z PSPR, ekspertka.

Przytakuje im Młynarczyk z Devire. „Jeśli ma się mocno zróżnicowane pensje, które zostaną w końcu ujawnione, stanowi to nie tylko kłopot wizerunkowy, ale też wewnętrzny, związany z potrzebą wyjaśniania pracownikom systemu. O ile on istnieje” – mówi.

Problem nie tylko dla NBP, ale też dla branży?

Cyprian Maciejewski zwraca uwagę na inny możliwy skutek sytuacji z wynagrodzeniami w banku centralnym. Zamieszanie wokół pensji dyrektor komunikacji może być kłopotem dla całej branży public relations.

„Dominuje narracja, iż zarobki są skrajnie niewspółmierne do kompetencji (dotąd ich nie podano) i znaczenia funkcji. To przyczynia się do ośmieszania w odbiorze Polaków roli ekspertów PR jako kluczowych menedżerów, podczas gdy my mozolnie staramy się przekonywać do implementowania PR w procesy strategicznego zarządzania. W Polsce jest coraz więcej przykładów, gdzie PR to ważne departamenty, mocne merytorycznie, z bardzo cenionymi dyrektorami, bywa, że powoływani są też wiceprezesi ds. komunikacji korporacyjnej – o niepodważalnym know-how. Takie osoby bez wątpienia warte są wynagrodzeń rzędu kilkudziesięciu tysięcy. Póki co, najlepsi w tym kraju zarabiają zdecydowanie mniej niż p. Wojciechowska. Ze świecą szukać wyjątku od tej reguły” – przyznaje Maciejewski.

Maciej Przybylski

Zdjęcie główne: Narodowy Bank Polski, CC BY-ND 2.0, via flickr.com

Źródło:

własne/ Dziennik Gazeta Prawna, Lex Wojciechowska: NBP uczy się jawności, Bartek Godusławski, Łukasz Wilkowicz, 28.02.2019
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin