Na sprawie Antosia „najbardziej straci filantropia indywidualna”

dodano: 
12.07.2017
komentarzy: 
0

Zbiórka pieniędzy na cierpiącego na groźną chorobę oczu Antosia Rudzkiego, która najprawdopodobniej jest oszustwem, to sprawa, którą od kilku dni poruszają media w całej Polsce. W akcję zaangażowało się wiele znanych osób, w tym m.in. Anna i Robert Lewandowscy, Kazimierz Marcinkiewicz, Krzysztof Ibisz czy Katarzyna Zielińska. Tych nazwisk jest o wiele więcej. Jak pisaliśmy kilka dni temu, o tym, że zbiórka, która odbywała się m.in. w serwisach zrzutka.pl i pomagam.pl najprawdopodobniej ma na celu wyłudzenie pieniędzy, poinformował portal SiePomaga.pl. Jej organizator Michał Siniecki napisał na swojej stronie na Facebooku, że przeprasza wszystkie osoby, które zaangażowały się w akcję i zwróci pieniądze poszkodowanym. Sprawą zajmuje się już Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, która prowadzi postępowanie sprawdzające, czy w czasie opisanej wyżej internetowej zbiórki doszło do oszustwa.

Czy akcja zorganizowana przez Sinieckiego wpłynie na postrzeganie fundacji i innych instytucji, które zajmują się pomocą potrzebującym, jak w tej sytuacji powinny zachować się serwisy, które umożliwiły zbieranie pieniędzy na prawdopodobnie nieprawdziwy cel i czy cała sytuacja odbije się na wizerunku gwiazd, które wsparły akcję? O to redakcja PRoto.pl zapytała ekspertów: Malinę Wieczorek z TELESCOPE, Beatę Chądzyńską z First PR i Filipa Mecnera z Filip Mecner Artist Management.

Filantropia indywidualna straci najwięcej

Malina Wieczorek, właścicielka i dyrektor w TELESCOPE twierdzi, że ten incydent nie uderzy w wizerunek organizacji społecznych. „Z badań prowadzonych na przestrzeni ostatnich lat przez KLON-JAWOR wyraźnie wynika, że zaufanie do organizacji pożytku publicznego, w tym fundacji i stowarzyszeń, stale wzrasta. Nieuczciwość czy – dosłownie nazywając tego typu działania – »złodziejstwo« nie mogą przekładać się na nasze widzenia świata i zaufanie do podmiotów, które pracują na rzecz całego społeczeństwa” – wyjaśnia ekspertka. Dodaje, że nie jest to pierwsze oszustwo wykorzystujące chorobę dziecka czy dorosłego. Jak zauważa Malina Wieczorek, tego rodzaju sytuacje już miały miejsce.

„Najbardziej straci budząca się dopiero w Polsce filantropia indywidualna, nasze osobiste zaufanie do ludzi i chęć indywidualnej pomocy. To jest ogromny problem, ponieważ dopiero się tego uczymy: tej osobistej otwartości na duże potrzeby ludzi, niekoniecznie nam bliskich i chęci wsparcia ich finansowo” – wyjaśnia ekspertka.

Malina Wieczorek przyznaje, że dziwi się, że znane osoby, które mają swoich prawników, nie sprawdziły, kto jest adresatem udzielanego przez nich wsparcia. „Zapewne zadziałał psychologiczny efekt domina, skoro ktoś komu ufam, pomaga, to ja czuję się zwolniony z odpowiedzialności sprawdzenia i też pomagam” – mówi właścicielka TELESCOPE.

 

 

Gorzka lekcja dla portali, które umożliwiły oszustwo

Na to, że zaufanie społeczne zostało podważone, zwraca uwagę także Beata Chądzyńska z agencji First PR. „Fałszywa zbiórka na Antosia obnażyła istotną słabość dość młodej w naszym kraju »branży« crowdfundingu charytatywnego. Okazało się, że skuteczna weryfikacja osób wołających o pomoc wcale nie jest standardem, nie jest oczywistością” – zauważa.

Zdaniem ekspertki cała sytuacja jest gorzką lekcją dla serwisów, które umożliwiły to oszustwo.  „Pierwsze tłumaczenie »my też padliśmy ofiarami oszustwa, tak jak media i gwiazdy« nie brzmiało przekonująco” – mówi ekspertka i dodaje: „punkt za szybkie przeprosiny i zawiadomienie prokuratury. Teraz słyszymy obietnice zmian i pomysły na nowe mechanizmy zabezpieczeń, i to jest oczywiście właściwy kierunek, bo tylko one mogą realnie uratować wizerunek”.

Beata Chądzyńska twierdzi, że wizerunkowy zysk portalu SiePomaga.pl, który nagłośnił całą sprawę, wcale nie jest oczywisty. „Trudno ocenić, do jak wielu ludzi dotrze pogłębiona informacja o zdarzeniu, o roli poszczególnych bohaterów, ich reakcjach, poczuciu odpowiedzialności. Jeśli w głowach ludzi zostanie tylko wszechobecny nagłówek »internetowa zbiórka na Antosia to fake«, ucierpią wszystkie portale bez wyjątku” - mówi przedstawicielka First PR.

Ekspertka zauważa, że być może ta historia to dobry punkt wyjścia do wypracowania wspólnych, jednolitych standardów zabezpieczeń przez serwisy, a potem edukacji użytkowników.

 

 

Kamień rzucony w błoto może ochlapać też wszystkich wokół

Filip Mecner, współwłaściciel i CEO agencji menedżerskiej Filip Mecner Artist Management, w odróżnieniu od Maliny Wieczorek nie dziwi się, że znane osoby nie sprawdziły same, kto jest adresatem zbiórki. „Gwiazdy, które się zaangażowały, są poszkodowanymi w tej sprawie. Nie zrobiły niczego złego, wręcz przeciwnie, miały bardzo dobre intencje, a wszystko na to wskazuje, że zostały w coś wmanewrowane, bo póki co, nie znamy jeszcze rozstrzygnięcia sytuacji. My, czyli ludzie należący do tak zwanego show-biznesu – gwiazdy i menedżerowie, mamy ograniczone możliwości, jeśli chodzi o weryfikowanie wiarygodności tego rodzaju zbiórek. Przede wszystkim portale powinny lepiej sprawdzać ich prawdziwość” – mówi Filip Mecner.

Ekspert zauważa, że takie sytuacje niekiedy mogą się jednak odbić na wizerunku osób, które nie są niczemu winne. „Nie powinno tak być - choć czasem tak się niestety dzieje - że kamień rzucony w błoto ochlapie też trochę wszystkich wokół. Ta sytuacja może w jakimś stopniu obciążyć gwiazdy, które zaangażowały się w akcję, ale powiedzmy jeszcze raz wyraźnie: one nie mają nic na sumieniu. Chciały pomóc, robiły to w dobrej wierze” – podkreśla Filip Mecner i zaraz dodaje: „nie przewiduję większych konsekwencji dla gwiazd, które wsparły tę zbiórkę, nie tylko z tego powodu, że one same stały się ofiarami, lecz także dlatego, że znanych osób, które wsparły akcję było wiele, więc to się w jakimś stopniu rozmywa. Nie do końca wiadomo, kto brał w niej udział, a kto nie”.

Zdaniem Filipa Mecnera gwiazdy, które wzięły udział w fałszywej zbiórce, powinny zgłosić tę sprawę do właściwych organów ścigania. „Jedyne co mogą zrobić poszkodowane osoby, w tym gwiazdy, to zgłosić prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa odpowiednim organom. Nawet jeśli pieniądze zostały zwrócone – to nie ma znaczenia. Można też ewentualnie poinformować w swoich kanałach społecznościowych o podjęciu kroków prawnych. Teraz tłumaczenie się czy wystosowywanie oświadczeń typu: »nie wiedziałem...« jest moim zdaniem bez sensu” - podsumowuje.

Opracowanie: Paulina Krukowska, Maciej Przybylski, Magdalena Blaśkiewicz

Dane na temat medialności akcji zebrał dla PRoto.pl Instytut Monitorowania Mediów.

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin