Co pracodawcy myślą o praktykantach?

dodano: 
24.11.2015

Autor:

Małgorzata Baran, PRoto.pl
komentarzy: 
2

Agencje PR stale poszukują praktykantów, nie zawsze jednak są zadowolone z efektów nawiązanych współpracy. Młodzi ludzie mają większe oczekiwania i często brakuje im pokory – zaznaczają zapytani przez nas PR-owcy. Nie można jednak uogólniać, bo wciąż są pracowici i wartościowi stażyści. Potrzeba tylko więcej czasu, by ich znaleźć.

Młodzi cenią swój czas…

„Jeśli wyjść z założenia, że dobrym materiałem na praktykanta jest osoba, która wie, że nie ma doświadczenia, ale chce się nauczyć podstawowych zadań wykonywanych w tym zawodzie, wykazuje się zaangażowaniem, ale też wiedzą z zakresu komunikacji i mediów, a przede wszystkim inicjatywą, to faktycznie jest dzisiaj trochę trudniej o dobrego praktykanta niż jeszcze kilka lat temu” - przyznaje Marcelina Cholewińska, dyrektor zarządzająca First Public Relations. Nie oznacza to jednak – jak podkreśla – że takich osób nie ma wcale. Angelika Franczak, HR Manager MSLGROUP, zauważa z kolei, że rynek pracy staje się coraz bardziej wymagający dla pracodawcy, również w kontekście poszukiwania praktykantów. Jej zdaniem studenci wcale nie są coraz bardziej roszczeniowi. „Dziś o najzdolniejszych z nich konkuruje coraz więcej firm, starając się przyciągnąć ich do siebie, stąd takie wrażenie”. W jej opinii studenci przywykli do pewnego standardu praktyk, który oferują globalne marki, nie tylko proponując możliwość uczestniczenia w ciekawych projektach, ale również wypłacając im niewielkie wynagrodzenie.

Również zdaniem Cholewińskiej lament nad roszczeniowością i lenistwem praktykantów jest na razie trochę przesadzony. „Nie mniej jednak, zdarzają się przypadki praktykantów, którzy wprawiają nas w stupor, ale winę składam na karb dwóch czynników” – kontynuuje. Pierwszym jest rosnąca liczba agencji i firm, które uwzględniają PR w swoich strukturach i coraz większa popularność branży PR. „Jeszcze 10 lat temu hasło PR brzmiało egzotycznie dla sporej części Polaków. Dziś, można założyć, że każdy słyszał o PR w mniej czy bardziej poprawnym kontekście. Siłą rzeczy rośnie zatem liczba osób, które chciałyby zabłysnąć w tej branży. Nie wszystkie jednak do końca zdają sobie sprawę z tego na czym faktycznie polega ta praca” – wyjaśnia. Jak twierdzi, nie jest to jeszcze problem, bo praktyka ma służyć nauce. Podkreśla jednak, że problemem jest kontekst, z jakim ci ludzie łączą PR i ich późniejsze zderzenie z rzeczywistością w trakcie praktyk. „Dość szybko przekonujemy się, że ktoś liczył na to, że będzie bujał się na imprezach z blogerami, a nie, że codziennie rano będzie musiał ze zrozumieniem przeczytać ileś tekstów i wyciągać z nich konkretne wnioski, czy spędzić wiele godzin na żmudnym researchu” – wyjaśnia. Drugi powód to – w opinii Cholewińskiej – fakt, że pokolenie, które teraz wchodzi na rynek pracy, bardzo ceni siebie i swój czas. „I to nie jest złe, o ile takiemu podejściu towarzyszy też rozsądny stosunek do tego, po co jest się na praktyce” – tłumaczy. Wspomina też, że gdy sama stawiała pierwsze kroki w branży, jasne było dla niej, że praktyka to okres nauki, w którym sama korzysta najwięcej na zadaniach, które wykonuje, bo dzięki temu zdobywa praktyczną wiedzę. „Dzisiaj mam wrażenie, że niektórych młodych ludzi cechuje odwrotne myślenie – przychodzę tu «odbębnić» konkretne godziny, robię jakieś tam zadania, byle je zrobić i za to należy mi się porządne wynagrodzenie, bo oddałem tej agencji swój cenny czas” – zauważa.

…i są niesamodzielni

W opinii innej przedstawicielki agencji młodzi ludzie są dziś wyjątkowo roszczeniowi. „Mało wymagają od siebie, dużo od innych. Mają poczucie, że wszystko im się należy – i nawet nie chodzi o kwestie finansowe, choć w pewnym stopniu również” – dostrzega. Zauważa jednak, że młodzi ludzie chcą być przede wszystkim dopieszczeni. „Oczekują, że współpracownicy z firmy będą się o nich troszczyć, myśleć za nich” – podkreśla. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatruje m.in. w dzisiejszym systemie edukacji. „Nie bez znaczenia jest też to, że jest niż demograficzny. Wcześniej na jedno miejsce na uczelni było więcej chętnych, do pracy też” – twierdzi. Jak dodaje, może to też być wpływ bezstresowego wychowywania. „Wydaje się, że młodzi mają dziś więcej podane na tacy” – zauważa. Chce pozostać anonimowa, bo jak uważa, młodzi ludzie są dziś bardzo „agresywni”. W rozmowie z PRoto.pl przytacza sytuację, gdy na rozmowie kwalifikacyjnej rozmawiała z naprawdę mądrą i sympatyczną dziewczyną. „Niestety nie miała wiedzy z dziedziny potrzebnej mi akurat, nie pasowała do klienta. Widziałam, że stażu nie zdobędzie, ale chciałam docenić, że poświęciła swój czas na rozmowę i postarać się, by również wyniosła z tego spotkania jakąś wartość – doradzić, jak popracować i szukać dalej pracy” – opowiada. Udzieliła jej więc kilku wskazówek. Jak mówi, miała dobre intencje, ale po kilku dniach od rozmowy dostała dość wulgarnego mejla, z uwagami, że nie ma prawa jej pouczać.

Jan Ściegienny, Technology Practice Director w Hill+Knowlton Strategies, jest z kolei zdania, że przekonanie o tym, że studenci są leniwi i roszczeniowi wynika z niezrozumienia wzajemnych potrzeb i oczekiwań przez obie strony. „Mam wrażenie, że pojęcie praktyk czy stażu jest w różny sposób opisywane i postrzegane zarówno przez samych kandydatów, jak i firmy, które często w odmienny sposób podchodzą do jego znaczenia, zadań wpisanych w jego specyfikę i formalności z nim związanych” – zauważa. „Sam mam doświadczenia dwojakie z okresu, kiedy zaczynałem pracę. W jednej firmie czułem się wykorzystywany właśnie dlatego, że nikt nie poświęcił mi czasu, aby przedstawić zasady i kryteria oceny stażu, co w efekcie doprowadziło do burzliwego rozstania. W drugiej pracuję do dziś” – wyznaje. W jego opinii rozczarowanie i pozorna roszczeniowość młodych ludzi mogą być efektem braku jasnych procedur i zasad odbywania stażu. Bardzo ważne jest też jego zdaniem, by regularnie rozmawiać z praktykantami, dając im tym samym szansę na poprawę ewentualnych błędów i rozwijanie tego, w czym są dobrzy. Ściegienny dodaje również, że głównym problemem przy poszukiwaniu praktykantów jest biegła znajomość języka angielskiego. „Źródeł tego upatrywałbym przede wszystkim w mało efektywnym systemie nauczania języków na uczelniach wyższych” – wyjaśnia.

Anonimowa rozmówczyni PRoto.pl podkreśla też, że gros praktykantów chce gwarancji, że po praktykach będzie mieć pracę i chce zarabiać jak najwięcej. „Kiedyś to było tak, że praktyki – jak sama nazwa wskazuje – były przyuczeniem do zawodu. W tej chwili bardzo często młodzi ludzie w trakcie studiów podejmują prace zarobkowe jako kelnerzy itp., natomiast dopiero po studiach »przypominają sobie«, że warto też podjąć praktyki zawodowe. Tak więc taki staż jest ich pierwszym doświadczeniem w PR” – wyjaśnia. Jak dodaje, mają jednak oczekiwania, by praktyka zapewniła im utrzymanie się. Zdarza się więc, że argumentują żądania właśnie wysokością swoich opłat – „ktoś kiedyś powiedział mi, ile czynszu płaci miesięcznie i to miał być argument, że ma więcej zarabiać” – wspomina. Podkreśla także, że popiera płacenie praktykantom, ale jej zdaniem musi być wyraźna różnica w wynagrodzeniu praktykanta i osoby, która pracuje na stałe i ma doświadczenie.

Wielu młodych ludzi ma złe podejście do pracy; nie są dorośli – tak uważa anonimowa przedstawicielka agencji. Przytacza też sytuację, kiedy praktykant dostał od przełożonego polecenie, ale nie wiedział, jak je wykonać. Nie zrobił więc nic. „Nie zapytał jednak i nie zgłosił, że nie wie, jak to zrobić, bo – jak stwierdził – to inni powinni go o to dopytywać i się upewnić” – wyjaśnia. Jak dodaje, kiedyś normalne było, że praktykanci – jeśli czegoś nie rozumieli – szukali w internecie dodatkowych informacji. „Nasza branża jest dość sloganowa, posługuje się specyficznym słownictwem, więc chodziło się z notesem i zapisywało pojęcia. A potem sprawdzało ich znaczenie, żeby dobrze wypaść przed kolegami i szefami” - opowiada. I kontynuuje, że teraz to, że praktykant czegoś nie rozumie, to problem jego managera. „Często słyszę od klientów, że młodzi, niedoświadczeni ludzie są delegowani do pracy bezpośrednio z klientem, podobne głosy docierają do mnie również od dziennikarzy” – przyznaje z kolei Jan Ściegienny. Jak ocenia, nie jest to sytuacja uczciwa zarówno wobec klientów, jak i praktykantów: to złamanie warunków umowy i zasad współpracy – żaden klient, podpisując umowę, nie zgadzał się przecież na obsługę przez osoby bez podstawowego doświadczenia. „Długofalowo prowadzi to też do znacznie poważniejszego zjawiska, jakim jest zaniżanie wartości naszej pracy. Jeśli bowiem buduje się przekonanie, że obowiązki specjalisty ds. PR są w stanie wykonać stażyści, to stawki spadają do poziomu odpowiadającemu jakości pracy. Traci na tym cała branża” – podkreśla. Z drugiej strony – zauważa – jeśli osoby na stażu otrzymują zadania, które wykonywać powinny osoby z większym doświadczeniem, nie można się dziwić, że oczekują za to godziwego wynagrodzenia i nazywanie tego roszczeniowością jest po prostu pomyleniem podstawowych pojęć.

Z delegowaniem praktykantów do klienta nie spotkała się z kolei cytowana już wcześniej anonimowa przedstawicielka agencji PR. Jej zdaniem jednak wszystko zależy od agencji i od zdolności konkretnego człowieka. „Wyobrażam sobie, że mogą być osoby, które po dwóch miesiącach są na tyle zaangażowane i dobrze sobie radzą, że ich szefowie decydują się powierzyć im jakiegoś niewielkiego klienta. Wówczas jednak nie można już mówić o praktyce tylko pracy” – wyjaśnia. W opinii Angeliki Franczak największą wartością dodaną praktyk jest włączanie w bieżące zadania agencji, bo praktykanci mają szanse sprawdzić, jak im się podoba praca PR-owca oraz intensywnie rozwijać swoje kompetencje z zakresu szeroko pojętego doradztwa i obsługi klienta pod okiem doświadczonego mentora. Zdaniem Ściegiennego kluczowa jest z kwestia stałej współpracy – staż to bowiem obopólna inwestycja. „Każdego stażystę, który sprawdzi się podczas tego okresu intensywnej nauki podstawowych narzędzi i zadań staramy się zatrzymać, jeśli oczywiście ma on lub ona na to ochotę, a my projekty, w które moglibyśmy taką osobę zaangażować” – wyjaśnia przedstawiciel Hill+Knowlton Strategies.

Nie jest tak źle

Specjaliści zgodnie przyznają, że zmieniły się proporcje, nie oznacza to jednak, że na stażach wcale nie ma wartościowych osób. W opinii Cholewińskiej młodym osobom brakuje pokory, która pozwala na uważne przyjęcie uwag, przetworzenie ich i nie popełnianie później tych samych błędów. „Na szczęście to ciągle nie jest przerażająca większość” – konkluduje. Również anonimowa przedstawicielka agencji zwraca uwagę na to, że nie można generalizować, że wszyscy są źli. „To by było ogromnie krzywdzące” – podkreśla. Jak dodaje, jest wielu świetnych, bardzo pracowitych i „pozytywnie zakręconych” młodych ludzi na rynku. „Często od razu widać, że mają w sobie ogromny potencjał. Są zaangażowani, uśmiechnięci, bije od nich dobra energia. Tylko na znalezienie takich młodych-zdolnych potrzeba dziś jakby trochę więcej czasu niż kiedyś” – podsumowuje.

Małgorzata Baran, PRoto.pl

X

Zamów newsletter

Akceptuję regulamin