Michelle Obama w nadchodzącej kampanii może bardzo pomóc swojemu mężowi. Urzędujący prezydent USA boryka się ze znacznym spadkiem poparcia. Pierwsza dama ma wzmocnić jego wizerunek jako osoby sympatycznej i godnej zaufania. Paradoksalnie istnieje jednak ryzyko, że poprzez swoje zaangażowanie stanie się zbyt kontrowersyjna – czytamy w Washington Post.
Gazeta przypomina wybory z 2008 roku, kiedy to Michelle Obama bywała określana mianem „gniewnej czarnej kobiety” i przedstawiana na rysunkach jako wojowniczka z fryzurą afro. Od tego czasu wiele się zmieniło. Przez ostatnie trzy lata dała się jednak poznać jako matka i strażniczka ogniska domowego. Zaczęła również często pojawiać się w prasie kolorowej, a Vogue rozpisuje się na temat jej ubiorów. Zdaniem dziennikarzy Washington Post sztabowcy Obamy obawiają się, że poprzedni wizerunek powróci wraz z politycznym zaangażowaniem pierwszej damy USA.
Na razie Michelle Obama angażuje się w akcję zbierania funduszy na kampanię, występując na bankietach w prywatnych rezydencjach i hotelach. Na jednym z nich przyznała, że „jest gotowa”. Jak czytamy, mimo wszystko nie zamierza rezygnować ze swoich inicjatyw, które podjęła jako pierwsza dama. Obama działa w taki sposób, aby jak najbardziej wspomóc męża i przy okazji wypełniać swoje obowiązki. (ks)


