Trzy czwarte użytkowników Twittera pochodzi spoza USA. Przy tym tylko jedna czwarta przychodu tego serwisu pochodzi od reklamodawców nie będących firmami amerykańskimi. Facebook w momencie debiutu giełdowego pozyskiwał z zagranicy prawie połowę środków. W przypadku Twittera, który niedługo pojawi się na giełdzie, jest to jedynie 26 proc. Jak zauważa Wall Street Journal, klienci Facebooka mogą zamawiać reklamy bezpośrednio za pomocą zdalnego panelu, natomiast np. w Japonii zakładka dla reklamodawców jest po angielsku, a reklamy można zamówić tylko poprzez pośredników.
Właśnie rynek japoński, a także koreański, to dobre przykłady zagranicznych zmagań Twittera. W Korei serwis skupia się na użytkownikach smartfonów (60 proc. telefonów komórkowych wykorzystywanych w Korei to właśnie smartfony). Twitter próbuje namówić do założenia kont polityków i gwiazdy, aby te przyciągnęły kolejnych użytkowników. Wyniki nie są jednak zachęcające – odsetek Koreańczyków korzystających ze smartfonów i będących jednocześnie użytkownikami Twittera zmalał z 11,8 proc. w styczniu do 10,3 w sierpniu. Problemem jest mało funkcjonalna wyszukiwarka kont na Twitterze.
Zdobywanie nowych użytkowników nie jest dla Twittera problemem w Japonii. Obecnie z tego serwisu korzysta 30 proc. japońskich internautów – jest to odsetek większy niż gdziekolwiek indziej. Japończykom podoba się możliwość pozostania anonimowym. Poza tym w 140 znakach kanji, stosowanych przez Japończyków, można przekazać więcej treści, niż w 140 literach. Japonia była pierwszym rynkiem, na którym Twitter wprowadził reklamy. Cześć klientów zrezygnowała z nich gdy okazało się, że w serwisie nie można sprawdzić statystyk dotyczących ich skuteczności. (ks)


