W Życiu Warszawy ukazał się artykuł o plotkach, pomówieniach i prowokacjach, które stały się arsenałem walki wyborczej. Dziennik podaje przykłady amerykańskich kampanii negatywnych: od słynnej reklamówki Johnsona z małą dziewczynką wyrywającą płatki stokrotki, poprzez romans Clintona z Gennifer Flowers, do działań Karla Rove’a, doradcy George’a W. Busha. Czy tego typu kampanie są skuteczne?
„Choć Clintonowi to akurat specjalnie nie zaszkodziło, zdaniem wielu psychologów, wyciąganie brudów i obrzucanie błotem może się jednak opłacać”. Profesor Jon Krosnick z Uniwersytetu Stanu Ohio twierdzi, że „umiejętnie prowadzona negatywna kampania wyborcza może przynieść więcej korzyści niż strat. Ludzie są bowiem bardziej podatni na wytykanie innym błędów i niepowodzeń niż na ukazywanie sukcesów i pozytywnego wizerunku”. Autor artykułu opisuje także przypadki negatywnych kampanii w polskiej polityce m.in. działania prowadzone przez Stana Tymińskiego, czy zarzuty wobec Krzaklewskiego i braci Kaczyńskich sprzed kilku lat. Pisze również, że o takich „chwytach poniżej pasa” mówi się „elegancko czarny PR”.


