Po raz kolejny media przekonują nas, że tym razem podczas kampanii wyborczych nie rządzą programy wyborcze kandydatów, ale spece od wizerunku, „hakownicy w rodzaju płk. Miodowicza” oraz same media. W artykule „Malowany prezydent” na łamach Przeglądu czytamy, że, według specjalistów od marketingu politycznego, „sprzedawanie polityków niewiele się różni od reklamowania proszku, mydła czy margaryny. Z tą tylko różnicą, że margaryna nie zeskoczy z półki i nie palnie jakiegoś głupstwa w najmniej sprzyjającym momencie”.
Sukces w polityce jest możliwy tylko przy zastosowaniu całego arsenału środków, w tym czarnego PR, który „u nas dopiero raczkuje, ale rozwija się dynamicznie”. Tomasz Sygut, autor artykułu, jest zdania, że stwierdzenie socjologów, iż w polskich warunkach kampanie negatywne nie przynoszą efektów, tylko z pozoru jest prawdą. „Najlepiej, jeśli hak na konkurenta pozbawiony jest etykiety, bliższego określenia, kto jest jego autorem. Trzeba podrzucić newsa, a potem pociągną to życzliwe media” – satyryzuje Sygut. To ostatnie nie powinno być trudne, bo jak czytamy w artykule, „w serwisach informacyjnych nikt nawet nie próbuje ukrywać swoich sympatii politycznych”, a „dziennikarstwo informacyjne zatraciło granicę między obiektywną informacją a komentarzem”.


