Z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Południowej Kalifornii wynika, że brak widocznego, rozpoznawalnego logo może być ogromnym atutem marki. „Rzecz traci na postrzeganej ekskluzywności, jeśli bez ogródek komunikuje, kto ją wykonał” – czytamy w miesięczniku Press.
Jak pisze Piotr Ślusarki, eksperci są zgodni, że logo zaczyna tracić na znaczeniu w przypadku marek niszowych, luksusowych, wyróżniających się (np. marki internetowe czy marketing miejsc). Leszek Łuczyn, head of creative z Eskadry Opcom przyznaje jednak, że wśród nich są również takie, które bez logo nie mogą istnieć. „Fani, kibice, wyznawcy potrzebują logo. Tym, którzy czczą Apple, niezbędne jest jabłuszko, choć niczego nie dodaje produktowi” – przekonuje na łamach Press.
Autor powołuje się na wnioski guru brandingu Martina Lindstroema, który twierdzi, że przyszłością rynku są tzw. marki, „roztrzaskiwalne”, czyli takie, które pozostają rozpoznawalne nawet po usunięciu logo. Jako przykłady tego typu brandów wymienia m.in. MUJI, Bottegę Venetę czy Coca-Colę. „No logo jest cool”- podsumowuje Nina Kowalewska-Motlik i zazaczna, że marki bardzo modne i bardzo pożądane uznają, że kiedy stają się zdefiniowane, przestają być na czasie. (iw)


