„Na blogu nie zmieniasz świata. Testujesz kremy, wspominasz wakacje, czasem wygrywasz prywatną wojnę z operatorem komórkowym. Tak się awansuje do elity blogerów zarabiających miesięcznie dziesiątki tysięcy złotych” – czytamy w magazynie Newsweek.
Z tekstu Marka Rabija dowiadujemy się, że bycie blogerem to bardzo intratne zajęcie. Czołowi przedstawiciele tej grupy nie narzekają na propozycje współpracy. Eliza Wydrych, która w sieci pisze już 4 lata, zdradza na łamach Newsweeka, że jeśli klient chce ją mieć na wyłączność przez miesiąc – aby w tym czasie nie pisała o żadnych innych produktach – musi zapłacić minimum 40-50 tys. zł za prezentowanie wad i zalet reklamowanego wyrobu. Gdy chodzi tylko o pojedyncze zdjęcie i wpis na blogu z linkiem do strony producenta, ceny zaczynają się od 4 do 5 tys. zł. „Miesięcznie zbiera się z tego i tak po kilkadziesiąt tysięcy złotych i czasem po wyjątkowo owocnych tygodniach trudno zmusić się do pracy” – czytamy.
Co ciekawe naukowcy policzyli, że na świecie mniej więcej co dwie sekundy ktoś zaczyna pisać blog. W Polsce na najpopularniejszych platformach jest już grubo ponad 3 mln blogów. Rabij podkreśla, że do poruszania się po tym gąszczu powstały już nawet narzędzia w rodzaju agregatora blogów Tumblr.com kupionego w maju przez Yahoo! za okrągły miliard dolarów. Informuje ponadto, że w zeszłym roku firmy na całym świecie zapłaciły blogerom za współpracę ok. 2,3 mld dol. „Wprawdzie reklama w blogach i przy blogach rzadko skłania do zakupu, ale znakomicie buduje wizerunek produktu. O ile zleceniodawca nie traktuje blogera jak słupa ogłoszeniowego” – zaznacza. Dodaje przy tym, że takie „prawdziwe pieniądze” zarabia jednak tylko „elita”. Kto? Siedmioro, może dziesięcioro autorów najbardziej znanych i najchętniej czytywanych, w tym – jak podaje dziennikarz Newsweeka – córka premiera Kasia Tusk z blogiem o modzie, Przemysław Pająk, którego Spider’s Web śledzi nowości technologiczne, oraz Kominek, czyli Tomek Tomczyk. (es)


