Jeremy Galbraith w związku z objęciem 30 proc. udziałów w Solski Burson-Marsteller odwiedził Warszawę. Udało nam się porozmawiać z nim, a także z Ryszardem Solskim. Rozmowy dostępne są na naszym kanale na youtube
Red. PRoto: Skąd bierze się zły wizerunek lobbystów w Polsce? Czy wynika on z tego, że opinia publiczna nie wie, czym zajmuje się lobbysta, bo ten zawód nie ma w Polsce tak długiej historii, jak w USA czy w Wielkiej Brytanii?
Jeremy Galbraith: Na zły wizerunek lobbystów składają się dwa elementy. Po pierwsze, ma na to wpływ historia zawodu kojarzonego w Polsce wyłącznie ze skandalami z przeszłości, a to skutecznie obniża wartość zawodu, ma wpływ na jego reputację. Choć oczywiście trzeba pamiętać, że to relatywnie świeża profesja na polskim rynku. Lobbing powstał w USA, w Wielkiej Brytanii jest obecny od lat 70 tych, potem przeniósł się do „stolicy” Europy – Brukseli. Dlatego, w Polsce musi upłynąć jeszcze trochę czasu, by opinia publiczna zrozumiała, na czym polega praca lobbysty.
Lobbing jest częścią demokracji, a rolą lobbysty jest przedstawienie decydentom informacji, która pomoże im zadecydować jak powinni głosować nad daną kwestią. Dobry polityk spotyka się z różnego typu organizacjami, aby poznać jak najwięcej opinii, punktów widzenia na daną sprawę; bo aby podjąć właściwą decyzję politycy potrzebują jak najbardziej kompleksowych informacji.
Red.:Może w Polsce potrzebna jest kampania edukacyjna, która pokaże społeczeństwu, kim jest lobbysta.
JG: Skandale związane z działaniami lobbingowymi zawsze są tematem bardzo chętnie wykorzystywanym przez media. Ale z drugiej strony jestem absolutnie przekonany, że jeśli podejmowane przez lobbystów przedsięwzięcia są przejrzyste, bez względu na to, z kim się kontaktują, czy będą to politycy czy media, wtedy ich działania są dużo bardziej społecznie akceptowalne.
W Polsce biznes ten jest jeszcze za mały, byście musieli organizować specjalne kampanie edukacyjne. Ich wizerunek na pewno poprawiłby się, gdyby decydenci spotykali się ze specjalistami a działania lobbingowe kończyłyby się sukcesem.
Z drugiej strony decydenci i politycy w Polsce powinni pamiętać, że oni także są lobbystami. Jeśli jesteś polskim europosłem, to gdy popierasz interesy Polski czy inne sprawy i starasz się o poparcie dla tych interesów ze strony innych europosłów, to to też jest swego rodzaju lobbing. Jeśli Polska chce wywrzeć wpływ na kształt podejmowanych w Unii Europejskiej decyzji – także uprawia lobbing. Warto także pomyśleć o tym, że jeśli osoby indywidualne zwracają się do posłów z jakimiś propozycjami, to one także są swego rodzaju lobbystami. . Także media i dziennikarze to niejednokrotnie lobbyści konkretnych poglądów politycznych.
Red.:Czy polityk, który spotyka się z lobbystą to polityk słaby czy polityk silny?
JG:Silny polityk to taki polityk, który umie słuchać i jest zainteresowany różnymi spojrzeniami na ten sam problem, to stanowi ważną część procesu legislacyjnego w Wielkiej Brytanii i Stanach. Zaś większość skandali związanych z lobbingiem nie jest związana ze skorumpowanymi lobbystami, ale ze skorumpowanymi politykami. To rzuca cień na całą profesję, na cały biznes.
Red.:Z drugiej strony słyszeliśmy dzisiaj historię premiera Hiszpanii, który wynajął firmę, by dzięki działaniom lobbingowym zdobyć złoty medal przyznawany przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Jak taka firma może być postrzegana jako etyczna?
JG: Przejrzystość, przejrzystość i jeszcze raz przejrzystość. Lobbysta wie, kim jest klient i nad jakim projektem dla niego pracuje.


