.

PiS grał POprawnie, Platforma po staremu. Lewica bez rozeznania politycznego

dodano: 
26.10.2015
komentarzy: 
0

Kampanię parlamentarną można podsumować piłkarskim mottem: „gramy tak, jak przeciwnik nam pozwala” - zauważa dr Wojciech  Szalkiewicz. PiS prowadziło podręcznikową kampanię, bez fajerwerków i to wystarczyło. PO nie dostrzegło, że nowy elektorat nie boi się partii Jarosława Kaczyńskiego, Zjednoczona Lewica – że wyborcy zmierzają w prawo.

Stara śpiewka PO

Jeśli potwierdzi się sondaż Ipsos, te wybory przyniosą znaczące zmiany, których nie było po '89. Pierwszy raz jedna partia może uzyskać większość w Sejmie, nie będzie też żadnego z ugrupowań lewicy. Po ośmiu latach rządów PO oddaje władzę PiS-owi. Co zdecydowało o takim rozkładzie sił? Wszyscy zapytani przez nas specjaliści ds. marketingu politycznego zgodnie przyznają, że Platforma Obywatelska nie odrobiła lekcji po wyborach prezydenckich, i znów  postawiła na straszenie PiS-em. Zdaniem dr. Sergiusza Trzeciaka, eksperta ds. marketingu politycznego Collegium Civitas, partia nie dostrzegła natomiast  zmiany pokoleniowej. „Znamienne jest bowiem porównanie, jak głosowali młodzi w wieku 18-29 lat cztery lata temu i w tej chwili” – dodaje, przypominając, że w tym głosowaniu ta  grupa zaufała właśnie Prawu i Sprawiedliwości. Zbigniew Lazar, prezes i założyciel Modern Corp zwraca przy tym uwagę, że Ewa Kopacz „otoczyła się ludźmi kompletnie nieprofesjonalnymi, którzy w swojej działalności zaprzeczali podstawowym zasadom komunikacji społecznej”. Nie chodzi o marketing, tanie chwyty czy propagandę – zaznacza przy tym -  „lecz o konkrety, podstawy komunikacji społecznej”. W jego opinii było to kompletnie ignorowane. Dr Wojciech Szalkiewicz  w rozmowie z PRoto.pl w podobnym tonie podkreśla, że w sztabie PO zabrakło fachowców. Na „wielki wizerunkowy błąd” Zbigniew Lazar wskazuje tu przede wszystkim skorzystanie tylko z doradców z wewnątrz partii: „W tej sytuacji potrzebny jest zawsze niezależny doradca z zewnątrz,  który powie, co warto zrobić, a czego unikać”. A także zwróci uwagę, że coś w strukturze elektoratu się zmieniło – dopowiada z kolei dr Sergiusz Trzeciak. Konsekwencją tych zmian jest brak partii lewicowych w Sejmie.

Czytaj też: Sałak: jeszcze długo poczekamy na kampanię opartą o internet

W prawo zwrot

„Lewicowy Zandberg dokończył dekomunizację i dał (prawdopodobnie) samodzielne rządy PiS-owi. Nie wiem czy tak chciał, czy tak wyszło?” – skwitował na Twitterze Krzysztof Skórzyński, reporter „Faktów” TVN. Rzeczywiście, słaby wynik Zjednoczonej Lewicy to pokłosie „efektu Adriana Zandberga”. Ale nie tylko. „Zaszkodziła jej także nieprofesjonalna i bardzo sztampowo prowadzona komunikacja na zasadzie powtarzanych w kółko haseł i hasełek, a ludzie wyczuwają fałsz” – analizuje Zbigniew Lazar. Według Sergiusza Trzeciaka Zjednoczonej Lewicy nie pomogło też to, że startowała jako koalicja, a nie SLD. Z tym poglądem nie zgadza się jednak Wojciech Szalkiewicz: „Tutaj zmiana szyldu niewiele by zmieniła. Trzeba pamiętać o zjawisku labelizacji partii, czyli jej firmowania nazwiskiem lidera. Czy byłaby to Zjednoczona czy SLD – to zawsze byłaby partia Leszka Millera. Także obecność mniejszych podmiotów mogłaby spowodować rozłożenie się tych głosów”. Szalkiewicz mówi także o braku jakiegokolwiek rozeznania politycznego po stronie lewicy. To druga partia  po Platformie, która według niego nie wyciągnęła wniosku z poprzedniej kampanii. Wybranie Barbary Nowackiej na przewodniczącą to według Szalkiewicza  słuszny ruch, ale nastąpił on zbyt późno - na trzy tygodnie przed wyborami. „Kampanię parlamentarną PiS zaczął 11 listopada 2014 roku, kiedy wystawił Andrzeja  Dudę. W SLD najpierw mówiliśmy o zjednoczeniu i za pięć dwunasta pojawia się Barbara Nowacka. Nawet, gdyby była geniuszem politycznym to pewnych tendencji nie byłaby w stanie odkręcić” – dodaje.  Bo klimat polityczny jest taki, że nie sprzyja lewicy. Póki co.

Wspomniany wcześniej „efekt Zandberga” za jakiś czas może jednak zadziałać także na plus. Dr Sergiusz Trzeciak jest zdania, że jeżeli jakieś środowisko lewicowe ma szansę to jest to właśnie Partia  Razem. „Nie dostanie się do Sejmu, ale otrzyma subwencję, co ma niebagatelne znaczenie. W tym momencie członkowie będą mogli budować przyczółek na lewicy: z nowymi twarzami i nowym pomysłem” – zauważa ekspert z Collegium Civitas.

Magdalena Wosińska/Małgorzata Baran

 

komentarzy:
0
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin