„W tym sporze działa stara zasada: klient ma zawsze rację. Krytyka musi być i to nie zawsze wtedy, gdy jest słuszna. Bo inaczej co nam zostaje? Tłum Jarząbków wyśpiewujących: łu-bu-dubu, łu-bu-dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu” – tak zakusy firmy do cenzurowania negatywnych opinii w sieci komentuje Andrzej Andrysik w Dzienniku Gazecie Prawnej.
Firmy coraz częściej wykorzystują sąd do walki z oczerniającymi ich w sieci internautami – informuje zastępca redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej. Według niego „prezes dużej firmy czytający na forach niepochlebne komentarze na swój temat ma prawo się czuć urażony. I, jako urażony, oczekiwać zadośćuczynienia”. Mimo to, nie zwalnia nas to z rozważenia sytuacji odwrotnej, w której to klient, za ciężko zarobione pieniądze, wyjeżdża na wymarzone wakacje do hotelu nad morzem. Na miejscu zaś okazuje się, że szum fal dochodzi z oddalonej o pięć kilometrów linii brzegowej, a okna pokoju wychodzą na autostradę. Jak zaznacza Andrysiak – ma on prawo „wyżywać się na forach” i zachęcać innych klientów felernego biura podróży do „obchodzenia go z daleka”. Firmy bronią się, że takie komentarze to wynik czarnego PR i nieuczciwej konkurencji. „Zdarza się i tak” – komentuje autor tekstu. (es)


