piątek, 6 lutego, 2026
Strona głównaAktualnościIgora Ostachowicza dojrzewanie do PR-u

Igora Ostachowicza dojrzewanie do PR-u

„Nie utrzymam się z pisania. A przynajmniej nieprędko. Muszę mieć więc jakąś pracę, a ta, co ją akurat mam, jest dość ciekawa” – powiedział w wywiadzie dla Newsweeka Igor Ostachowicz, doradca premiera Donalda Tuska, nominowany ostatnio do nagrody Nike za swoją książkę „Noc żywych Żydów”.

Igor Ostachowicz w rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim opowiada w najnowszym wydaniu Newsweeka o swojej kolejnej książce pt. „Noc żywych Żydów”. Przy okazji zdradza kolejne etapy swojej kariery. Przyznaje, że podobnie jak glazurnik, bohater jego publikacji, nie mógłby „funkcjonować na zasadzie od-do”, bo go „świadomość kieratu morduje”. „Dla mnie to jest straszne. Glazurnik wydaje się więc pracą idealną. Może więc kiedyś…” – zastanawia się na łamach magazynu. Zaraz potem wyjaśnia, że w przeszłości tak naprawdę chciał zostać motorniczym i zauważa: „Problem w tym, że z tego ciężko było się utrzymać, a z glazurnictwa owszem”. Później dodaje jeszcze: „Myślałem też o tym, żeby być dentystą. Dużo pieniędzy, robota w sumie prosta, raczej manualna. Zdawałem nawet na Akademię Medyczną, ale się nie dostałem”. Na wtrącenie dziennikarza tygodnika, że bohater „Nocy żywych Żydów” ukończył studia, Ostachowicz nadmienia, że on również – stosunki międzynarodowe. „Ale zanim to się stało, byłem w szkole pielęgniarskiej” – tłumaczy dalej. Skąd taki pomysł? „Bo się nie dostałem na medycynę, a nie chciałem iść do wojska. A potem była biotechnologia. Nie wiem, czemu. No a potem te stosunki międzynarodowe. Też nie wiem, czemu” – odpowiada Kwaśniewskiemu, wspominając także o byciu sanitariuszem w szpitalu psychiatrycznym. Ten epizod opisuje krótko: „Bardzo ciężkie doświadczenie. Jak wyjazd na wojnę”. I kontynuuje o swojej drugiej poważnej posadzie – w dziale marketingu w firmie produkującej kosmetyki. „Można tylko ciężko westchnąć” – mówi. Dodaje, że zaraz po studiach wysłał „tysiące cefałek”, ale „tylko tam go chcieli”. Potem już był tylko marketing, a gdy Ostachowicz „miał tych wszystkich firm już dość” i „musiał od tego odpocząć”, to wtedy… trafił do polityki. „To chyba gruncie rzeczy też był przypadek. To znaczy prawdopodobnie sam bym tego nie zrobił, ale spadło mi to przed nogi, musiałem więc się zdecydować: tak czy nie” – powiedział gazecie. (es)

 

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Poprzedni artykuł
Następny artykuł