„Dla producentów skojarzenie z papieżem warte jest co najmniej sto razy więcej niż z jakąkolwiek gwiazdą pierwszego formatu” – czytamy na łamach Rzeczpospolitej. Cytowany w artykule John Allert, prezes brytyjskiego oddziału Interbrand, zauważa, że papież ma zaangażowanych „wyznawców” i dlatego firmy prześcigają się w przekazywaniu mu podarunków. Liczą na to, że papież będzie używał ich produktów, a informacja o tym dotrze do klientów firmy. Z takiej możliwości skorzystali producenci samochodów: BMW i Volkswagen oraz wytwórca obuwia Geox.
„Chodzi o to, że jest on jedną z najbardziej znanych, jeśli nie najbardziej znaną osobą na świecie” – mówi o papieżu rzecznik BMW Michael Rebstock. – „Gdziekolwiek by się pojawił, przyciąga ludzką uwagę”. Jednak wykorzystywanie skojarzenia: papież-marketing, niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo. „Właściciele marek muszą postępować ostrożnie, aby ustrzec się przed zarzutem wykorzystywania jego wizerunku, który mógłby zniechęcić do nich współwyznawców papieża”. Producenci muszą pamiętać, że w przekazywaniu informacji o tej oryginalnej formie product placementu liczy się przede wszystkim takt.


