Zbyt częste wystąpienia medialne nie są dobrze widziane w środowisku sędziowskim. Zaś często się zdarza, że rzecznicy nie mają „odpowiednich predyspozycji, a nawet publicznie manifestują swoją niechęć do dziennikarzy” – twierdzi sędzia Jolanta Machura-Szczęsna.
Sędziowie nie lubią wystąpień przed kamerą. A przełożeni i współpracownicy krzywo patrzą na tych, którzy wystawiają się na błysk fleszy. „Kiedyś zdarzyła mi się taka sytuacja: polecam koledze obejrzenie telewizyjnej dyskusji mówiąc, że zapowiada się niezwykle interesująco, bo temat ważny i ciekawy, a on mi na to z wyrzutem »Po co ty tam w ogóle idziesz, po co się pokazujesz?!«” – wspomina Barbara Piwnik, warszawska sędzia. Środowisko sędziów nie rozumie, że wypowiadanie się do mediów to jeden ze sposobów na budowanie pozytywnego wizerunku – dodaje Piwnik.
Problemem jest nie tylko niechęć do wypowiadania się przed kamerą. „W sądach funkcjonują rzecznicy prasowi powołani do kontaktów z mediami. Tajemnicą Poliszynela jest, że w większości posady te – tak jak inne stanowiska funkcyjne – obsadzane są przez »zasłużonych sędziów«, głównie z myślą o dodatkach funkcyjnych” – twierdzi Machura-Szczęsna. Negatywnie na wizerunek wymiaru sprawiedliwości wpływają także „archaiczne przyzwyczajenia oraz marazm” – czytamy w Dzienniku Gazecie Prawnej. Wielu sędziów, szczególnie tych starszych, nie przywykło do sytuacji, w której rozprawy cieszą się wielkim zainteresowaniem dziennikarzy. Takiego problemu nie ma sędzia Igor Tuleya, który potrafi klarownie się wypowiadać i nie obawia się kamer. Jednak okazji do wystąpień nie będzie miał zbyt wiele, bo właśnie stracił posadę rzecznika prasowego ds. karnych Sądu Okręgowego w Warszawie, bo „było wokół niego zbyt duże zamieszanie” – czytamy w gazecie. (kg)


