Tomasz Kamyk pisze w Dzienniku o planach promocyjnych najważniejszych miast Polski. „Dzięki milionom złotych na autopromocję chcą dorównać popularnością Londynowi i Paryżowi. Liczą na setki tysięcy turystów i miliardowe inwestycje” – pisze Kamyk. Niedoścignionym wzorem w tym względzie jest Wrocław, który dzięki marketingowi przyciągnął 3 mld euro inwestycji, dających 120 tys. nowych miejsc pracy. Dochód na jednego mieszkańca jest tu wyższy o 46,4 proc. od średniej krajowej.
Budżet Wrocławia na promocję wynosi 15 mln zł, Warszawa dysponuje jedną trzecią tej sumy. „Z kolei Kraków, świadomy swoich walorów historycznych, postawił na promocję turystyki. Wydał na nią w 2006 r. 2 mln zł Przykładem jest kampania »W Krakowie nie ma czasu na sen« (…) Dzięki takim działaniom Wawel obejrzało 2006 r. ponad 6 mln turystów, o 2,5 mln więcej niż w 2003 r.” Umiejętna promocja regionalnych metropolii sprawia, że przestają być jedynie znaczkami na mapie. (ml)


