Sąd nad wizerunkiem wymiaru sprawiedliwości

dodano: 
21.07.2017
komentarzy: 
0

W Polsce w ostatnich dniach przybiera na sile dyskusja na temat reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości proponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość, w czwartek 20 lipca w wielu miejscach w kraju ludzie wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko zmianom. Przy okazji dużo mówi się o złej opinii na temat sądów i braku zaufania do tej instytucji, a o awanturach w sejmie i zagrożeniu demokracji piszą największe zagraniczne media. Postanowiliśmy przyjrzeć się tematowi z wizerunkowej strony. Zapytaliśmy ekspertów o to, jakie błędy w komunikacji popełniał przez lata wymiar sprawiedliwości w Polsce, czy nienajlepsza opinia na temat sędziów, wpływa na zaangażowanie Polaków w protesty przeciwko zmianom proponowanym przez PiS, co zyska, a co straci opozycja i partia rządząca na tym konflikcie oraz jak ta sytuacja może wpłynąć na ogólny wizerunek Polski na świecie?

Nielubiany jak sąd

„Wymiar sprawiedliwości od lat nie miał najlepszej prasy, także oceny zaufania do sądów w badaniach opinii publicznej były znacznie niższe niż do policji czy wojska, choć wyższe niż wskaźniki prokuratury i sejmu” – mówi Urszula Podraza, Partner Strategiczny w Planet PR, która temat szeroko opisywała na łamach PRoto.

Wizerunek polskich sądów. Cz.1

Wizerunek polskich sądów. Cz. 2

Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy ekspertka upatruje m.in. to, że „media rzadko pisały o dobrych praktykach, zmianach wprowadzanych do sądów, sprawnie prowadzonych postępowaniach, skupiając się na przeciągających się procesach, bezdusznych wyrokach, bulwersujących opisach np. odebrania dzieci i umieszczania ich w placówkach opiekuńczych”.

Dr hab. Jacek Wasilewski z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę na to, że sądy „nie miały kogoś, kto by odgórnie koordynował pewne zmiany komunikacyjne”. Postępowanie rzeczników sądów ekspert ocenia jako „pewną nonszalancję”, a na listę „grzechów” wpisuje: „brak dobrej współpracy z dziennikarzami, zwłaszcza po godz. 15, brak szybkiej reakcji, czyli odwlekanie komentarza, brak pracy nad językiem w miarę zrozumiałym dla osób bez prawniczego obycia”.

Zdaniem Urszuli Podrazy przeszkodą w działaniach wizerunkowych były: „formalizm i biurokracja w sądach, zbyt duże obciążenie rzeczników obowiązkami orzeczniczymi, brak zaplecza, niezrozumienie roli rzecznika przez innych sędziów”.

W ocenie Agaty Wiśniewskiej, wiceprezes agencji ComPress, istotą oceny polskich sądów są emocje. „A tymi w ciągu ostatnich dwóch lat o wiele lepiej posługiwali się politycy (i spin doctorzy) PiS-u niż sędziowie” – nie ma wątpliwości nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem na poziom zaufania do sądów wpływ miały również wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego. „Sędziowie zaczęli być postrzegani jako strona politycznego sporu, a nie strażnicy sprawiedliwości” – komentuje Agata Wiśniewska.

Bartosz Pilitowski, prezes zarządu Fundacji Court Watch Polska, uważa, że opinia na temat sądów kształtowana jest, kiedy dochodzi do bezpośredniego kontaktu obywateli z instytucją, „a ten nie należy do najprzyjemniejszych”.

Pilitowski podaje przykład: „W Polsce zgodnie z prawem każdy ma wstęp na salę rozpraw, jednak nie zawsze jest to mile widziane – niejednokrotnie zdarzało się, że osoby, które chciały być obecne jako publiczność na jawnych rozprawach, były traktowane jako niespodziewani goście”.

Przytacza też pewną anegdotę: „Często po zapadnięciu wyroku osoba, wobec której toczyło się postępowanie, nie rozumie, czy proces wygrała, czy nie. Pyta się na koniec zdejmującego już łańcuch i togę sędziego: »To ja wygrałam, czy przegrałam?« Zdarzało się, że takie pytania już po wyjściu z sali, strona zadawała naszemu obserwatorowi. Czuła się zbyt onieśmielona żeby spytać o to sąd” – opowiada Bartosz Pilitowski.

Na wizerunek sądu wpływają nawet detale organizacyjne: „Przez lata zwyczajowo prokuratorzy mieli wstęp na salę rozpraw wcześniej niż obrońca i oskarżony, co wywoływało pewien niepokój u osoby, wobec której toczy się postępowanie. Oskarżonemu trudno nie odnieść wrażenia, że sędzia może być stronniczy przez wcześniejsze rozmowy z prokuratorem. Sędziowie wydają się oceniający, niedostępni i oschli – choć ich praca w sposób oczywisty wymaga od nich obiektywizmu – to błędy w komunikacji werbalnej i niewerbalnej sprawiają, że zamiast jako bezstronni jawią się stronom jako uprzedzeni” – kontynuuje przedstawiciel fundacji.

Urszula Podraza przypomina jednak, że część środowiska sędziowskiego rozumiała konieczność lepszej współpracy z mediami. „W czerwcu 2015 r. Krajowa Rada Sądownictwa opublikowała dokument »Komunikacja i wizerunek sądów. Zbiór dobrych praktyk dla sądów powszechnych«. Jest on jednym z elementów prac nad poprawą poziomu zaufania do sądownictwa w Polsce. Kolejnym był cykl warsztatów z komunikacji dla rzeczników sądów apelacyjnych i okręgowych oraz poradnik dla mediów, zawierający m.in. podstawowe informacje na temat procedur sądowych, dostępu do akt czy zasad pracy w sądzie dziennikarzy radiowych i telewizyjnych” – relacjonuje przedstawicielka Planet PR.

Kto stanie w obronie „faceta w todze”?

Ekspertów zapytaliśmy również o to, czy zła opinia na temat sądów wpływa na zaangażowanie w demonstracje przeciwko zmianom proponowanym obecnie przez PiS.

„Jeśli chodzi o zaangażowanie Polaków w protesty, jest ono w dużej mierze polityczne” – uważa dr hab. Jacek Wasilewski. „Ludzie bardziej są skłonni w Polsce bronić swojego księdza, ewentualnie swojego sędziego Rzeplińskiego, niż systemu” – dodaje.
 


Fot. Agata Kubis CC BY-SA 3.0.

Zdaniem medioznawcy „zagrożenie trójpodziału władzy nie dotyczy obywatela, ale jest skumulowaniem władzy w ręku przeciwnika politycznego. Rację ma PiS, że nie było specjalnych protestów, gdy Platforma Obywatelska naginała procedurę wyboru członków TK. Trzeba przyznać jednak, że niezależnie od motywacji oporu, jest on bardzo ważny dla zrozumienia roli sądownictwa przez te osoby, dla których sędzia, do tej pory, to był tylko facet w todze”.

Urszula Podraza ocenia, że „początkowo małe zaangażowanie w protesty (zmieniło się to we wtorkowy wieczór 18 lipca, gdy wiele osób wyszło na ulice. Na Twitterze pojawiły się nawet określenia: „PiS ma swoje ACTA”) wynikało przede wszystkim z niskiej świadomości prawnej Polaków i poczucia, że są to sprawy mało istotne dla zwykłego Kowalskiego, odległe od jego codzienności”.

Dr hab. Jacek Wasilewski wskazuje na jeszcze jeden aspekt braku zaufania do wymiaru sprawiedliwości w Polsce: „spowodował, że mogły bez żenady czy obrzydzenia społecznego powstawać programy w mediach typu «Państwo w Państwie», które manipulowały ukazywaniem pracy sądów i były jednym z czynników kryzysu sądownictwa, który mamy obecnie”.

Zdaniem eksperta sędziowie „dali się wepchnąć w populistyczny podział na złe elity (niczym zaborcy) i dobry lud (zwykli Polacy)”.

Wasilewski analizuje, z czego wynika to zjawisko i idąca za nim niechęć do obrony sądów:

„Zła opinia na temat sędziów wynikająca z całkowitego niezrozumienia sposobu działania tego systemu i tego, co powoduje jego przeciążenie, daje się odczuć nie tylko w braku akceptacji dla zarobków sędziów, lecz także w przypisywaniu sędziom dążenia do przywilejów. Zabezpieczenia stanu sędziowskiego nie są postrzegane jako przeciwdziałanie korupcji, ale jako właśnie pasienie się na ciele ludu (podobnie traktowani są posłowie). Tak więc to nie prokuratura, którą opiekuje się Ziobro, jest zła, tylko ci niezależni sędziowie, których trzeba powściągnąć, okiełznać, pozbawić przywilejów, zagonić do roboty”.  

Rytualna walka partii

Narastający spór o kształt wymiaru sprawiedliwości, awantury w sejmie i przemowy oponentów PiS-u podczas protestów obserwują wyborcy. Zapytaliśmy ekspertów, co może zyskać, a co stracić obóz rządzący i opozycja.

„Tempo wprowadzanych zmian, ich styl, skala i nachalna propaganda mediów publicznych budzą coraz większy sprzeciw nawet wśród osób przychylnych PiS-owi, także publicystów dobrej zmiany, jednak dotyczy to ludzi świadomych procesów ustrojowych, myślących kategoriami państwa” – zauważa Urszula Podraza. Zdaniem ekspertki dla sporej grupy Polaków „#zamachlipcowy wciąż jest rozgrywką polityczną, rytualną walką partii rządzącej i opozycji”.

Stanowisko na ten temat prezentuje też dr hab. Jacek Wasilewski:

„Kiedy postrzega się porządek społeczny w kategoriach złych ludzi/dobrych ludzi, to złych trzeba wymienić na dobrych, żeby było dobrze” - argumentuje. Jego zdaniem ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego niewiele straci, ponieważ „emocje tylko bardziej się zradykalizują, więc opozycji nie będzie się słuchać jako totalnej opozycji, która protestuje, bo totalnie neguje. Opozycja zaś nie zyska nic, gdyż nie ma tu kompetencji (o wiele więcej miał ich prezes TK), a łatwo jej zarzucić brak dbałości o te sprawy w latach uprzednich” – diagnozuje Wasilewski.

Jego zdaniem znacznie lepiej postrzegane są z kolei akcje obywatelskie, ale „włączanie się w nie czy zagarnianie ich przez partie niszczy ich autentyzm. Opozycja raczej niczym jemioła usiłuje osadzić się na gałęziach protestu” – dodaje.

Polska już nie w pierwszej ławce?

O walce opozycji z rządem i protestach przeciwko zmianom w sądach od kilku dni piszą zagraniczne media. Temat trafił m.in. na czołówkę The New York Timesa.
 

Pierwsza strona The New York Times z dnia 20.07.2017, źródło: nytimes.com/pages/todayspaper (screen)
 

Zdaniem Jacka Wasilewskiego obecna sytuacja już w tym momencie wpływa na postrzeganie naszego kraju na arenie międzynarodowej. „(…) Ogólny wizerunek Polski jako prymusa transformacji rozpadł się, sytuując nas na powrót w obszarze krajów niebezpiecznych” – uważa medioznawca. I podkreśla, że istotne są również aspekty ekonomiczne, a dokładnie spadek zaufania przedsiębiorców oraz „postrzeganie ryzyka zagranicznych inwestorów w ewentualnej współpracy i sporze z państwem polskim, co może prowadzić do niechęci uznawania zasadności rozstrzygnięć w polskiej procedurze” – podkreśla Wasilewski. „Doniesienia zachodnie na ten temat mogą – w zależności od tego, jak sobie z ich przesłaniem poradzi rząd – mieć znaczenie zarówno dla ruchu turystycznego, biznesu, jak i wspólnie podejmowanych działań w regionie” – przewiduje.

 

Pierwsza strona Wall Street Journal z dnia 21.07.2017, źródło: twitter.com/WSJ (screen)
 

„Postępowanie polskich władz coraz mocniej krytykują politycy i instytucje europejskie” – przypomina z kolei Urszula Podraza. „Polska jest postrzegana jako kraj, w którym nie są przestrzegane standardy demokratyczne” – podsumowuje.

Przygotowanie: Małgorzata Baran, Magdalena Blaśkiewicz, Paulina Krukowska, Maciej Przybylski, opracowanie: Joanna Jałowiec

Zdjęcie główne: Fot. Agata Kubis CC BY-SA 3.0. 

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin