No to pojawił się kolejny fake. Tym razem nie dotyczy blogosfery, czy komercyjnych marek. Teraz zahacza o życie i śmierć. I to te najtrudniejsze emocjonalnie, bo dotyczące dzieci.
Jakiś czas temu popularny był film pokazujący syryjskiego chłopca, który wyprowadza spod ostrzału małą dziewczynkę chowającą się za samochodem. Wtedy go nie obejrzałam, bo nie lubię grania na dzieciach. Zrobiłam to teraz, kiedy znalazł się jego norweski reżyser – Lars Klevberg i opublikował na Twitterze informację prasową mówiącą, że film nie jest autentyczny. Udziela też wywiadów mediom, tłumacząc, że zrobił go razem z kolegami, aby zwrócić uwagę na sytuację niewinnych dzieci podczas wojny.
Historia, może niezbyt przekonująco zagrana – ale czego widz sam nie zobaczył, szczegółowo minuta po minucie objaśniły mu media – została uszyta tak, żeby chwytać za serce. Oparta na stereotypie rycerza ratującego niewinną dziewczynę, tylko ten rycerz i ta dziewczyna mają po kilka lat, a on nie ratuje jej z baśniowej wieży, tylko spod ostrzału w Syrii.
Klevberg generalnie jest z siebie bardzo zadowolony. Mówi o magii nakręconej sceny. A żeby podkreślić mizerię całej sytuacji, chwali się, że na tym samym planie na Malcie nakręcono Troję i Gladiatora. Chcieli sprawdzić czy film wywoła zainteresowanie i zapoczątkuje debatę, zobaczyć jak zareagują na to media.
Wolałabym, żeby odniósł się do tego, co faktycznie osiągnęli. I nie chodzi mi o liczbę wyświetleń, bo ta informuje jedynie ile osób zapoznało się z jego produktem. Świadomie wybierając narzędzie wojennej propagandy – fikcyjny film udający amatorskie nagranie – stali się jej częścią. I teraz nic nie pomoże twierdzenie, że nie chcą opowiadać się po żadnej ze stron. Zamiast rozpocząć dyskusję na temat sytuacji dzieci, wpisali się w konwencję Palywood, jeszcze bardziej podważyli wiarygodność sygnałów dochodzących z tego i innych konfliktów.
A wystarczyło na końcu filmu dać informację, że jest fikcją. Są kampanie, które dotykając podobnych emocji i głęboko poruszając zwracają uwagę na ważne tematy bez oszukiwania widzów. Najlepszy przykład to Speed Ad – Mistakes z Nowej Zelandii. Bo kampania społeczna, wywoływanie społecznej dyskusji to odpowiedzialność nie tylko za swoje czyny, ale i za ich konsekwencje. Tu nie powinno być zdziwienia producenta czy przedstawiciela Norweskiego Instytutu Filmowego, który dał pieniądze na film, że opinia publiczna odebrała film jak prawdziwy (wskazówką według producenta było to, że dzieci przeżyły). Tym bardziej nie ma miejsca na tłumaczenie Instytutu, że motywacja reżysera była uczciwa. Facet ma 34 lata, w tym wieku bezmyślność trudno zwalić na młodzieńczą chęć ulepszania świata.
Beata Patuszyńska, patuszynska.pl


