wtorek, 23 lipca, 2024
Strona głównaArtykułyLobbing w małym mieście

Lobbing w małym mieście

Lobbing nadal w Polsce kojarzy się źle. Od czasów Marka Dochnala pierwszą konotacją, jaka pojawia się przy tym haśle jest korupcja. Nie ma na to wpływu ani działająca ustawa lobbingowa, ani nasza obecność w Unii Europejskiej, gdzie przecież w strukturach Parlamentu Europejskiego pracują tysiące lobbystów otwarcie wspierających różne grupy interesu. Widać nasi ministrowie, posłowie i senatorowie nie dorośli jeszcze do nowoczesnej demokracji, opierającej się m.in. na otwartej kooperacji również ze środowiskami biznesowymi.

Rzecz ma się jeszcze gorzej w strukturach administracji samorządowej. Rzadko zdarzają się prezydenci miast otwarcie spotykający się z firmami i inwestorami. Najczęściej towarzyszy temu strach przed oskarżeniem o korupcję lub przynajmniej ciche wspieranie konkretnych podmiotów. Łatwiej rozmawia się inwestorom zagranicznym, polskie podmioty są najczęściej dyskryminowane, właśnie ze względu na „pochodzenie”. Nie ma mowy o jakiejkolwiek komunikacji z urzędem miasta lub gminy w przypadku zamówienia publicznego. Administracja wypuszcza zatem przetargi bez konsultacji z podmiotami zainteresowanymi, co skutkuje częstymi procedurami unieważnienia postępowania, najczęściej ze względu na niemożność wypełnienia specyfikacji.

Polska nie jest w stanie otworzyć się mentalnie na procedury zupełnie naturalne w krajach Europy Zachodniej. Niemiecka praktyka, w której podmioty zainteresowane konkretnym projektem siadają do rozmów z urzędnikami organizującymi przetarg, aby wspólnie omówić możliwości realizacji tego projektu, przynosi wyłącznie korzyści dla miasta zamawiającego. Moment, w którym burmistrz siada do stołu z firmami (wszystkimi chętnymi) i rozmawia o projekcie, skutkuje najczęściej opracowaniem specjalizacji na miarę możliwości zarówno zamawiającego, jak i wykonawcy. U nas im mniej współpracy, tym lepiej.
 
To samo dotyczy informacji i współpracy z urzędnikami na niższym szczeblu. Firmy polskie, ale też inwestorzy zagraniczni, spotykają się z dość skutecznym oporem informacyjnym. Zatrudniane do tego firmy konsultingowe o przetartych ścieżkach, są najczęściej pomocne, ale i tak nie są w stanie w pełni otworzyć drzwi urzędów przed swoimi klientami. Zasada „przemykania przez lekko uchylone drzwi” ma w Polsce długą tradycję i na razie nie widać zmiany. I znów władze i urzędnicy samorządów zapominają, że jawność i otwartość na przedsiębiorców mogą skutkować wyłącznie pozytywnie.

Ale strach jest też po drugiej stronie. Firmy, które w swoich usługach oferują public relations, uciekają od sformułowań public affairs i lobbing, bojąc się negatywnych skojarzeń. Mimo obowiązku rejestrowania się w MSWiA w spisie firm prowadzących zawodową działalność lobbingową, na Dolnym Śląsku zarejestrowała się tylko jedna firma. Oznacza to, iż firmy konsultingowe działające na rynkach lokalnych w ogóle nie podejmują takiej działalności, skupiając się wyłącznie na relacjach PR-owskich. To oczywisty błąd, gdyż bariery mentalne da się przełamać wyłącznie jawną i otwartą działalnością, ale widać, iż obawa przed złymi skojarzeniami dotyczy niestety również firm, które w założeniu powinny proponować również tego typu usługi swoim klientom.

Ważne zatem, aby negatywne stereotypy przełamywać. Być może cykl spotkań i konferencji z przedstawicielami samorządów pozytywnie wpłynąłby na wzajemne relacje i postrzeganie lobbingu. Ale do tego musi być wola obu stron.

Magdalena Dobrzańska
właściciel firmy doradczej MD Consulting

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj