sobota, 13 lipca, 2024
Strona głównaArtykułyPolityczna maskarada w sieci

Polityczna maskarada w sieci

Farsa sceniczna powinna być zabawna i przemyślana. Tegoroczna walka polityków na spoty, blogi, awatary, aplikacje czy wpisy na portalach społecznościowych przypominała raczej farsę w znaczeniu potocznym. Była często niepoważna, niedorzeczna, ocierała się o głupstwo oraz kpinę. Internetowa maskarada polityków kolejny raz nie przyniosła pożądanych efektów.

Blogowa kampania niewyborcza

W internecie swoje przemyślenia zamieszczają już od pewnego czasu, m.in. Janusz Palikot czy Leszek Miller. Do grona blogerów dołączył ostatnio także Jarosław Kaczyński. Nowością tegorocznej kampanii były internetowe dzienniki polityków, które o polityce nie traktowały. Przyszli posłowie starali się prezentować wyborcom jako zwykli ludzie, a nie tylko kandydaci do Sejmu.

Troje polityków Platformy Obywatelskiej z Agnieszką Kozłowską-Rajewicz na czele założyło stronę o nazwie Kozłoteka. W opisie blogu czytamy, że jest on „miejscem spotkań i najciekawszych na świecie rozmów”. Jego twórcy recenzują książki. Porównują się do muszkieterów i nawołują: „Pilnie poszukujemy d’Artagnana!”. Chcą w ten sposób zachęcić internautów do nadsyłania własnych interpretacji. Na blogu nie ma ani słowa o polityce. Jednak strona powstała 31 sierpnia 2011, gdy kampania wyborcza trwała już w najlepsze.

„Na Trzech Kółkach” to z kolei blog Agnieszki Pomaskiej. Posłanka PO postanowiła – wraz mężem – podzielić się z potencjalnymi wyborcami wrażeniami z życia w Trójmieście. W swoim wirtualnym dzienniku opisuje także rodzinne wojaże, kładąc szczególny nacisk na podróżowanie z dzieckiem. Znów próżno tu szukać treści związanych z polityką. Blog powstał na początku czerwca tego roku.

Dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że wszystko byłoby dobrze, gdyby politycy rozpoczęli tworzenie takich blogów apolitycznych wcześniej niż w okresie przedwyborczym. „Jeśli kandydaci tak robią (zakładają blogi prywatne w czasie trwania kampanii wyborczej – przyp.red.), tracą na wiarygodności” – mówi Jabłoński.

Prowadzenie internetowego dziennika niesie za sobą więcej zagrożeń. „Komentarze internautów mogą zburzyć nawet najlepsze pomysły” – przypomina Wiesław Gałązka, niezależny konsultant polityczny. Dla przykładu Kozłoteka doczekała się czwartego muszkietera. Na 6 recenzji książek autorów bloga przypada 21 negatywnych komentarzy jednego internauty.

Wideorelacja z podróży

Nowością w sieci są także wideoblogi. Najbardziej popularny z nich został założony przez Donalda Tuska. Premier wykorzystał to narzędzie internetowe podczas podróży tzw. Tuskobusem po Polsce.

„Chcemy rozmawiać z ludźmi w miejscu ich pracy, w  szkole, w miejscu zamieszkania. Zebrane uwagi pomogą nam w podjęciu decyzji, na jakie działania należy […] przeznaczać” pozyskane środki unijne – zapewniają twórcy wideobloga. Premier opowiadał w nim o swoich wrażeniach ze spotkań z wyborcami. Wspominał o nowych inwestycjach, a także zapraszał do rozmowy znanych gości. Całość dopełniono reportażami z tychże spotkań.

Na temat pomysłu Tuskobusu negatywnie wypowiedział się politolog Bartłomiej Biskup. Stwierdził, że to „czysta propaganda”. Jednak sam wideoblog dobrze spełnił zadanie, jakie wyznaczyli mu jego twórcy. Zdaniem Bartłomieja Juszczyka, właściciela Agencji Marketingu Zintegrowanego Grupa Adweb, to pozytywny chwyt wizerunkowy. Juszczyk chwali język wypowiedzi premiera. „Był normalny, bliski ludziom, uczciwy, niebędący tylko propagandową tubą rządu. Warto też podkreślić lekkość premiera i jego swobodne zachowanie się przed kamerą” – komentuje właściciel Adweb.

Wpuszczone w youtube’owy kanał

Do stworzenia wideoblogu Tuska wykorzystano kanał na YouTube. Podczas kampanii inne partie również chętnie sięgały po to narzędzie internetowe. Spotów wyborczych powstało tak wiele, że nie sposób ich wszystkich obejrzeć. Dlatego politycy prześcigali się w pomysłach na stworzenie filmiku innego niż pozostałe – bardziej szokującego, chwytliwego, na długo zapadającego w pamięć. Jak podkreśla Wiesław Gałązka, spoty umieszczane na YouTubie to najprostszy i najtańszy sposób na reklamę. Dlatego tak chętnie wykorzystują go partie o małym budżecie na kampanię.

W tym kontekście warto przywołać opinię Wojciecha Jabłońskiego na temat partii Polska Jest Najważniejsza. Jej głównym medium w kampanii stał się internet. Mimo to „PJN zastosowała na tym polu wyłącznie tanie chwyty, pozbawione głębszej refleksji”. Według eksperta jest to wyraz, m.in. niepoważnego traktowania internautów.

Paweł Kowal, lider PJN, umieścił w sieci animowany spot, pt. „Odciążcie rodzinkę”. Karykatury posłów debatują w nim o polityce prorodzinnej. „Bla, bla, bla…” – mówią. „Aha” – przytakuje filmowy redaktor. Całość przerywają scenki, w których widzimy np. ojca pchającego wózek z głazami: ZUS, VAT, PIT, AKCYZA.

Ponadto PJN wyodrębniła swój kanał na YouTube poprzez stworzenie strony www.pjnmovie.pl. Zaprezentowała tam 23 krótkie, w zamierzeniu żartobliwe, filmiki związane z kolejnymi punktami partyjnego programu.

Natomiast Janusz Palikot ukazał w swoim spocie koszmar obywatela, który obawia się, że Ruch Poparcia nie wejdzie do Sejmu. Według tej kasandrycznej wizji, dzieci mają w szkołach 6 godzin religii dziennie. Zdaniem Wojciecha Jabłońskiego filmiki Palikota nie były najwyższych lotów. Chociaż nie na nich skupił się najbardziej, bo nie stanowiły podstawowego narzędzia w kampanii tego polityka.

Wyborcy wzięci z zaskoczenia

Wiesław Gałązka twierdzi, że dzisiejsze realia polityki oraz sposób jej traktowania przez media, zmuszają do tego, aby internetowe spoty wyborcze były przede wszystkim szokujące, a przez to zapamiętywane. „Media zwracają uwagę bardziej na formę przekazu, a nie na jego treść i przesłanie. Idea jest wówczas pomijana. To niepokojące zjawisko, aczkolwiek taki jest obecnie podstawowy sposób funkcjonowania mediów w naszym kraju” – mówi Gałązka.

Element zaskoczenia wprowadziło do swojego spotu Polskie Stronnictwo Ludowe. Na polu wśród łanów zboża widzimy parę radosnych, młodych ludzi. W tle nastrojowa muzyka. „Chodźmy szybko za stodołę” – proponuje chłopak. Ta wydawałoby się niemoralna propozycja zostaje zaakceptowana. Po chwili dochodzą stamtąd dwuznaczne jęki… Zgodnie z tytułem spotu „Pozory mylą” okazuje się, że para gra w tenisa. Na koniec pojawia się hasło: „Nie wszystko jest takie jak myślisz. Spójrz na nas z innej strony!”

Ten rodzaj spotów krytykuje Wojciech Jabłoński. Jego zdaniem internetowa kampania wyborcza PSL była najgorsza na tle pozostałych partii, które weszły do Sejmu. Według eksperta brakowało w niej poruszenia poważnych, merytorycznych tematów. Jak twierdzi Jabłoński – bazowała ona jedynie na banalnym stwierdzeniu o tym, że „człowiek jest najważniejszy”.

Powagi zabrakło również w klipie Katarzyny Lenart zatytułowanym „Striptiz”. Kandydatka do Sejmu z ramienia SLD starała się o głosy wyborców  zdejmując marynarkę, bluzkę, a następnie stanik. Na koniec, zamiast piersi, na ekranie ukazuje się napis: „Censored”. Chwilę potem hasło – „Chcesz więcej? Głosuj na SLD! Tylko my możemy więcej”. Lenart tłumaczyła, że chciała w ten sposób zwrócić uwagę na swój program wyborczy. Do Sejmu się nie dostała. Zamiast tego zdobyła międzynarodową sławę. Artykuły na jej temat pojawiły się m.in. w amerykańskim The Huffington Post oraz australijskim Herald Sun. Doczekała się także parodii swoich spotów z wypowiedziami porucznika Borewicza.

Jako chwyt wizerunkowy Wojciech Jabłoński ocenia ten filmik bardzo nisko. „Epatowanie seksem w kampanii to wyraz rozpaczy i sygnał, że tylko tego rodzaju walory kandydatka miała do zaprezentowania.” – mówi.  Natomiast zdaniem Wiesława Gałązki „spot musi być wyrazisty, co często w praktyce oznacza, iż jest chamski, awanturniczy lub oparty na głupim pomyśle. Pod tym względem niektórzy politycy zatracili dziś poczucie wstydu.”

Portale społecznościowe

Już w kampanii prezydenckiej i samorządowej politycy prześcigali się w kolejnych wpadkach na Facebooku. Same partie nie do końca rozumiały ideę mediów społecznościowych, które traktowały jak tablicę do publikacji oficjalnych komunikatów. Tegoroczna kampania przyniosła pod tym względem pewne, choć nadal nieliczne nowości. Oprócz swobodniejszego przekazu, partie zaczęły nieśmiało stawiać na własne aplikacje.

Facebookowa strona Platformy Obywatelskiej zawiera m.in. wyszukiwarkę „Znajdź kandydata”. Program odnajduje dowolnego kandydata PO startującego w wyborach. Na fan page’u Platforma umieściła także aplikację o nazwie „Piramida programowa”. Daje ona możliwość stworzenia własnej hierarchii postulatów wyborczych. To coś na wzór piramidy potrzeb Maslowa. Należy zastanowić się nad tym, jakie zmiany w kraju są – według nas – najbardziej potrzebne. Następnie indywidualna piramida zostaje połączona z „konstrukcjami” innych użytkowników aplikacji w celu stworzenia tzw. Wielkiej Piramidy Programowej.

PiS, PSL, SLD, PR oraz PJN albo nie zastosowały aplikacji wcale, albo poprzestały na stworzeniu zakładek dotyczących programu lub/i kandydatów.

Poza Facebookiem politycy używali w kampanii również Twittera, który zdaniem Bartłomieja Juszczyka jest „bez wątpienia przebojem polskiej polityki”. Prezes Grupy Adweb twierdzi, że portal ten „znacznie zbliżył polityków do wyborców. Wpisy, czasem uszczypliwości, czy komunikowanie się między sobą osób z pierwszych stron gazet za pośrednictwem Twittera, pozwoliło poznać władzę od zupełnie innej strony.” Natomiast Wojciech Jabłoński zauważa, że na tym portalu społecznościowym znaczącymi graczami w kampanii byli wyłącznie politycy o znanych nazwiskach, tacy jak chociażby Radosław Sikorski. Zdaniem eksperta działania polityczne na Twitterze nie sprawdzają się w przypadku małych partii i osób nieznanych opinii publicznej – ci tracą jedynie wiele czasu i energii na aktywność nieprzynoszącą wymiernych korzyści.

Wirtualny awatar i aplikacja na smartfona

Łukasz Naczas, kierownik biura medialnego SLD umieścił na swojej stronie wirtualnego awatara. Animowany polityk odpowiada na pytania o program wyborczy czy działalność ugrupowania, choć nie zawsze sobie z tym radzi. Zapytany o wizerunek partii lub przyszłe losy kraju, nie potrafi nic konkretnego powiedzieć. Prosi o doprecyzowanie, zmianę pytania lub odsyła do wzięcia udziału w „szerszej debacie, którą realizuje realne alter ego” wirtualnego Naczasa. mimo to, według Bartłomieja Juszczyka, jest to ciekawa idea, która sympatycznym i otwartym przekazem może wzbudzać zainteresowanie. Nie wpływa jednak znacząco na liczbę głosów.

Całkowitym novum w kampanii jest także aplikacja „Mój Poseł – Michał Jaros”. Kandydat PO jako pierwszy z polskich polityków stworzył platformę komunikacji z wyborcami dostępną bezpłatnie w wersji na smartfon. „Nie wróżę tego typu działaniom powodzenia. To wciąż nisza, a do tego obszar aktywności, gdzie polityka jest raczej niechętnie przyjmowana. Większe zamieszanie i zainteresowanie mediów zyskują »rozbierane« spoty potencjalnych posłanek, czy metalowy przekaz aspirującego do parlamentu polityka, niż tak aktywne wykorzystanie w kampanii politycznej nowych mediów, jak aplikacja na smartfona pana Michała Jarosa” – komentuje Juszczyk.

Internet wyłącznie na czas kampanii

„Wpływ internetowej kampanii na wyborców był bardzo ograniczony” – mówi dla PRoto.pl Wojciech Jabłoński. Jego zdaniem niewłaściwą praktyką jest bowiem wykorzystywanie narzędzi PR-owych do robienia reklam politycznych. Wadą tego typu działań internetowych jest – według eksperta – także ich doraźny charakter, czyli fakt, iż politycy stosują je wyłącznie na czas trwania kampanii wyborczej, niejako jednorazowo. Zdaniem Jabłońskiego, brak sumienności w prowadzeniu działań politycznych w sieci oraz zintegrowania ich z innymi kanałami medialnymi powoduje, że wielu polityków traci na wiarygodności.

Podobne stanowisko zajmuje Wiesław Gałązka. „Wprawdzie kandydaci do Sejmu zrozumieli, że bez wykorzystania internetu w kampanii nie da się jej prowadzić skutecznie, to jednak wciąż traktują działania w sieci okazjonalnie. Uruchamiają je do promocji wyłącznie na czas przedwyborczy, po czym zapominają o nich” – mówi doradca ds. wizerunku politycznego w rozmowie z PRoto.pl.

 

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj