.

Brexit, czyli Bond przeciw Alexis

dodano: 
23.06.2016
komentarzy: 
0

Już dziś w referendum dotyczącym członkostwa w UE Brytyjczycy mogą zadecydować o przyszłości Unii Europejskiej.  Zapytaliśmy ekspertów, jak oceniają działania komunikacyjne prowadzone w Wielkiej Brytanii w związku z Brexitem. Kto na nich zyskał, kto stracił? Czy komunikacja wokół Brexitu była merytoryczna  - wyjaśniająca powód referendum, minusy i plusy przynależenia do UE - czy jednak dominowało bazowanie na emocjach?

 

Dr Łukasz Przybysz - medioznawca, politolog, specjalista public relations i komunikowania politycznego, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa UW

Kampania prowadzona na Wyspach Brytyjskich w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej lub pozostania w jej strukturach opiera się głównie na pokazywaniu wad i zalet obu rozwiązań. Sprawa znana jest na świecie pod hasłem „Brexit” – od Britain i exit (wyjścia). Wielokrotnie powtarzany slogan zapada w pamięć i może zacząć pełnić rolę przepowiedni, a nawet apelu do działania – zagłosowania za wyjściem z Unii.

W kampanię zaangażowali się czołowi brytyjscy politycy, którzy w większości popierają ideę pozostania w strukturach unijnych. W tych dążeniach wspierają ich światowi liderzy. Jednakże wielu charakterystycznych i najczęściej populistycznych przedstawicieli brytyjskiej i światowej polityki nawołuje do opuszczenia UE i samostanowienia o sobie Wielkiej Brytanii. Dość niebezpieczne są spekulacje wokół rodziny królewskiej (kilka miesięcy temu można było słyszeć, jakoby jej członkowie rozważali zaangażowanie się po stronie zwolenników pozostania w Unii), a w szczególności królowej, która co do zasady pozostaje apolityczna, jednakże miała rzekomo podawać w wątpliwość sens funkcjonowania swojego kraju w UE.

W kampanię, jak to najczęściej bywa w takim wypadku, włączono celebrytów. Większa ich liczba popiera ideę pozostania, deklarując „I’m in”, ale są i tacy, którzy wolą wolność. Pytanie kto silniej zadziała na Brytyjczyków: Beckhamowie, Clarkson, May, Elba, Cumberbatch, Bonham Carter, Branson, Hawking, Oliver, Rowling i Craig, zachęcający do pozostania czy postulujący wyjście Hurley, Caine, Cleese i Collins? Czy Brytyjczycy posłuchają Bonda, który w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości walczy o pozostanie w Unii, czy też Alexis, która jeśli chce wyjścia, to je dostanie? A może Brytyjczycy pójdą za radą firm, które głośno przestrzegają przed skutkami ekonomicznymi wystąpienia (m.in. BMW, właściciel symbolu brytyjskiej motoryzacji – Rolls-Royce’a)?

Ta kampania nie należy do udanych – brak jej spójności, widać nerwowe ruchy, wynikające być może ze zlekceważenia nastrojów Brytyjczyków. Jakkolwiek się zakończy, już podzieliła społeczeństwo i odcisnęła piętno na polityce, tak krajowej, jak i europejskiej. Debata to esencja demokracji, jednakże tak polaryzująca i emocjonalna kampania wokół referendum w sprawnie działającej Unii nie powinna mieć miejsca.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha

Kampania toczy się od wielu lat – nie zaczęła się w momencie ogłoszenia referendum przez premiera. Kiedy Wielka Brytania przystępowała do Uni Europejskiej za czasów Margaret Thatcher, była to zupełnie inna Unia Europejska niż dziś. Ci, którzy proponują wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE, proponują tę decyzję w odniesieniu do zupełnie innej Europy niż ta, do której Wielka Brytania wstępowała. To co dzieje się obecnie w Europie – decyzja o zlikwidowaniu granic dla imigrantów i obrazki w mediach pokazujące to jak gwałtownie wzrasta przemoc, jak ulice stają się niebezpieczne dla rdzennych obywateli, że w dużej mierze imigranci to nie osoby z terenów ogarniętych wojną, tylko szukające możliwości socjalnych - wzmocniło przekaz nie tylko merytoryczny, ale i emocjonalny.

Szwecja oficjalnie przynaje, że tylko 0,5 proc. imigrantów zadeklarowało chęć podjęcia pracy i oczekuje wyłącznie pomocy państwa szwedzkiego. Tego typu zdarzenia budują nie tylko emocje, ale przede wszystkim bazę argumentów za tym, że Wielka Brytania nie powinna mieć nic wspólnego z dotychczasowym kształem Unii Europejskiej.  

Wielka Brytania jest krajem, gdzie debata publiczna stoi na wysokim poziomie. Używa się tam argumentów, które wprost odwołują się do emocji, ale też pokazuje twarde dane związane z takim czy innym aspektem publicznym, społecznym czy gospodarczym. Jeżeli dzisiaj ta debata ma miejsce, to dlatego, że przez lata baza argumentów za wystąpieniem z Unii się zwiększała. Gdyby ich nie było, same emocje byłyby niewystarczające, bo mają to do siebie, że rozpalają wyobraźnię na krótki czas.  A tutaj konsekwentnie, nawet w ramach partii rządzącej, wzrastała negatywna ocena procesów zachodzących w Unii Europejskiej. Premier Cameron musiał zgodzić się na rozpisanie referendum, ryzykując przy tym, że jeżeli zostanie ono wygrane przez zwolenników wyjścia z UE, to tym samym jego pozycja jako lidera partii jest problematyczna.

Proszę zauważyć, że w czasie trwania debaty, zredukowano świadczenia socjalne dla emigrantów,wydłużono czas konieczny by je uzyskać. Dyskusja już ma wpływ na częściową zmianę poziomu socjalu dla przybyszów. Bez wątpienia jest to jakaś zmiana, jeśli chodzi o ratowanie finansów publicznych Wielkiej Brytanii, które w wyniku wcześniejszych różnych bardzo szczodrych programów socjalnych, są nie do utrzymania w obecnej postaci.

Zebrały: Małgorzata Baran i Joanna Jałowiec

 

X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin