Wszyscy czytamy o PR-owcach, którzy znowu czegoś nie potrafią, a branża PR jest rzekomo w rozkładzie już przynajmniej od dekady – o tym, czemu jej reputacja jest tak zła pisze Morgan McLintic na stronie www.lewis360.com.
„Spotykam mnóstwo bystrych i pełnych pasji PR-owców. Więc dlaczego ta branża ciągle służy za chłopca do bicia?” – pyta autor i wskazuje na aspekty, które mogą być odpowiedzialne za ten stan rzeczy. Pierwszym z nich jest brak jakichkolwiek formalnych barier – PR-owcem może zostać każdy, niezależnie od posiadanych kompetencji. Drugim problemem jest fakt, iż na rynku usług PR-owskich porusza się mnóstwo niedoświadczonych klientów, co pozwala przetrwać na nim słabym usługodawcom.
Autor zauważa również, że na rynku PR brakuje instytucjonalnych regulacji – na przykład akredytacje wydawane przez amerykańskie towarzystwo firm PR (PRSA) nie są obligatoryjne. Poza tym każdy najmniejszy błąd – przestawienie liter w tekście lub jeden nieprzemyślany e-mail jest przedstawiany jako wielki problem. (ks)



