„Oświecono mnie ostatnio, że aż siedemdziesiąt procent informacji w polskich mediach ma swoje źródło w działaniach firm zajmujących się public relations. To w zasadzie tłumaczy, dlaczego PR-owcy zarabiają znacznie więcej niż dziennikarze i dlaczego dziennikarze tak chętnie zostają PR-owcami” – napisał Przemek Franczak w Naszym Dzienniku.
Franczak w swoim felietonie przekonuje, że ostatnio PR rządzi wszędzie. „PR sprawia, że wszystko dookoła jest piękniejsze i lepsze, niż wszystkim się wydaje, a w formie najdoskonalszej potrafi omamić ludzi na tyle, by wierzyli, że tombak jest złotem albo – i to jest może lepsza definicja – że tombak może być droższy od złota. Krótko mówiąc, chodzi o wysokiej klasy specjalistów od nawijania makaronu na uszy” – czytamy. Za przykład podaje PR-owskie zabiegi w sporcie, głównie w PZPN-ie, które jego zdaniem „trącą propagandą na kilometr”. Dziennikarz wyśmiewa np. informację o tym, że nowy sekretarz generalny Maciej Sawicki zdołał już zaoszczędzić dla PZPN-u 25 min złotych, bo zlikwidował kilka niepotrzebnych etatów. Według Franczaka zasłużył na Nagrodę Nobla z dziedziny ekonomii. „Na szczęście to jest tylko PZPN i nawet dział PR nie zdoła bez końca przykrywać jedwabną kołderką problemów polskiej piłki” – puentuje autor tekstu. (es)


