Jak czytamy w Gazecie Wyborczej Stołecznej, na siatkach reklamowych, które zasłaniają zabytkowe budynki w Warszawie nie powinni zarabiać tylko właściciele budynków, ale także samo miasto. Bo – jak przekonuje autor tekstu – to właśnie wizerunek miasta cierpi na tym, że część kamienic, które mogliby podziwiać turyści i sami mieszkańcy stolicy jest zasłonięta. „Garstka ludzi coś zyskuje, ale większość warszawiaków zostaje »zgwałcona wizualnie«, traci widoki na swoje miasto” – czytamy w artykule.
Dlatego wspomaganie kasy miasta z wpływów reklamowych nie powinno dziwić właścicieli remontowanych budynków – jest ono popularnie w innych miastach europejskich, choćby w Barcelonie. Ricard Barrera, dyrektor Instytutu Architektury Krajobrazu Barcelony, podczas niedawnej konferencji „Reklama w mieście – miasto w reklamie” mówił o tym, że w tym mieście wymieniono nawet neony na mniejsze, a jedna z sieci supermarketów została zmuszona do zmiany projektu wejścia, który pierwotnie zakładał użycie zbyt jaskrawych kolorów. Jak sugeruje autor, tak również mogłoby być w stolicy Polski. Ratusz miejski już zaproponował zmiany w prawie, które miałyby pozwolić na lepsze zagospodarowanie przestrzeni reklamowej. (kk)


