niedziela, 14 lipca, 2024
Strona głównaPublikacjeEwelina Łukasiak: komunikacja w branży alkoholi wymaga sporo „gimnastyki”

Ewelina Łukasiak: komunikacja w branży alkoholi wymaga sporo „gimnastyki”

PRoto.pl: Jaka historia stoi za tym, że pracuje Pani w komunikacji w branży alkoholi? Jakie wyzwania daje ta praca? 

Ewelina Łukasiak, Communication Manager w Stock Polska: To, że trafiłam do branży alkoholowej, nie było podyktowane jakimiś specjalnymi argumentami. W pewnym momencie życia zawodowego po prostu szukałam nowych wyzwań. Tak się złożyło, że dostałam ofertę od producenta alkoholi wysokoprocentowych. Wydała mi się interesująca i ją przyjęłam. Zwykła rekrutacja.

Natomiast rzeczywiście dla osoby, która zajmuje się komunikacją, PR-em, marketingiem – tą szeroko rozumianą dziedziną – branża alkoholowa jest dość nietypowa. Jesteśmy w grupie tzw. produktów sensytywnych, czyli tych, których promocja jest ograniczona lub wręcz zakazana ze względu na specyficzny wpływ na społeczeństwo. Do tej grupy należy też np. branża tytoniowa.

W branży alkoholowej w Polsce trzeba jeszcze rozgraniczyć dwa pola – alkohole niskoprocentowe i wysokoprocentowe. Między tymi dwoma grupami są bardzo znaczne różnice. Ja, pracując w Stock Polska, czyli u producenta alkoholi wysokoprocentowych, wódczanych, muszę przestrzegać zupełnie innych obostrzeń niż np. branża piwna, która ma o wiele więcej możliwości. Branża piwna może nawet robić tak „odważne rzeczy” jak ATL w pewnych godzinach. Dla nas to jest obszar zupełnie niedostępny.

Mamy rzeczywiście utrudnione zadanie, trzeba się więcej nagimnastykować. Ponadto, dla nas zawsze najważniejszym kryterium – i ze względu na wymagania prawne, i nasze zasady jako marki – jest dbanie o to, żeby wszystkie działania komunikacyjne czy promocyjne miały niepubliczny charakter. Chodzi o to, by docierały wyłącznie do osób w wieku 18+ i najlepiej, żeby były sprecyzowane na dotarcie do grupy, która jest takimi treściami alkoholowymi zainteresowana – bo przecież skończenie 18 lat niekoniecznie musi się z tym wiązać. 

PRoto.pl: To są wszystko wymogi prawne?

E.Ł.: Branża alkoholi to jedna z tych dziedzin, gdzie obowiązują najsilniejsze regulacje państwowe. Dotyczy nas ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Co ciekawe, pochodzi ona z 1982 roku, czyli jeszcze z czasu PRL-u. Jest więc bardzo nieaktualna, nie odnosi się zupełnie do obecnych kryteriów.

Choć z jednej strony prawo regulujące reklamę produktów alkoholowych jest bardzo rygorystyczne, to z drugiej przepisy są często niejasne i mało precyzyjne. A to nastręcza trudności w interpretacji nie tylko marketingowcom, lecz także samym prawnikom.

Ustawa zawiera natomiast kryteria ogólne, umożliwiające nam działania, którymi ja się zajmuję. Chodzi o konsumenckie dotarcie o niepublicznym charakterze, które po naszej stronie wymaga właśnie tej „gimnastyki”. Dbanie o zabezpieczenia, które ze swojej strony musimy zapewnić, sprawia, że te działania komunikacyjne stają się możliwe do zrealizowania. Nikt natomiast nie daje poradnika, jak to robić.

PRoto.pl: Jak więc Państwo to robią?

E.Ł.: W ogóle nie myślimy o tych narzędziach, gdzie nie mamy kontroli nad tym, do kogo dotrze nasz przekaz. One w naszym przypadku są skazane na klęskę.

Nadal mamy natomiast do dyspozycji działania, które dają nam takie zabezpieczanie. Przykładowo, jeżeli chodzi o publikacje w portalach internetowych, mamy już możliwość umieszczania tam bramek 18+ i zawsze je stosujemy. To jest dla nas podstawowe kryterium przy współpracy.

Dodatkowo, z uwagi na to, że działamy w Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego, a on promuje politykę odpowiedzialnego picia, dołączamy do każdego naszego materiału informację o tej polityce (pijodpowiedzialnie.pl). To też jest dla mnie jeden z warunków, który musi być spełniony w każdym planowanym działaniu komunikacyjnym. Nie jest to odgórny wymóg, ale ja stworzyłam sobie szereg własnych punktów „must have”. Ostatnim elementem „prawilności” przy współpracach reklamowych jest oznaczanie, że materiały pochodzą z takiego źródła – wszystko po to, żeby nie wprowadzać konsumenta w błąd i nie sugerować, że to jest dziennikarski materiał. To działania ważne już z punktu widzenia prawa prasowego, uszanowanie branżowej praktyki, która zawsze powinna być stosowana – chociaż jak wiadomo, bywa z tym różnie.

Tak naprawdę komunikacja w tej branży to metoda prób i błędów. Pracuję w Stock Polska już cztery lata, więc miałam okazję trochę tych błędów zrobić i co najważniejsze, wyciągnąć z tego lekcje na przyszłość. Moja praktyka dzięki temu bardzo się rozwijała. Nie była to zatem teoretyczna wiedza, którą dostałam na poziomie onboardingu do branży.

PRoto.pl: Nie mogę nie zapytać o te błędy…

E.Ł.: Doprecyzuję, że te „potknięcia” nigdy nie były widoczne na zewnątrz. Mam głównie na myśli nieodpowiednie zaplanowanie jakichś działań. To zawsze jest u nas dodatkowo weryfikowane przez dział prawny, dzięki czemu możemy tak naprawdę wyeliminować ewentualne pomyłki czy niedopatrzenia.

Konsultacje z działem prawnym, szczególnie na początkowym etapie pracy w branży alkoholowej, bardzo dużo mnie nauczyły. Na początku, gdy nie miałam jeszcze warsztatu branżowego, bardzo często moje pomysły były odrzucane, nieakceptowane, bo jeszcze nie czułam, jak mogę coś rozwiązać.

Dla mnie to oczywiście było klęską, bo nie mogłam zrealizować danej aktywacji albo czułam, że mam bardzo ograniczone pole działania. Długo zastanawiałam się, co właściwie mogę zdziałać w moim obszarze, wśród tylu zakazów. 

W ciągu tych czterech lat uknułam sobie jednak pewną maksymę, która towarzyszy mi w pracy – nie zastanawiam się, CZY mogę coś zrobić, czy nie. To mam już bardzo jasno określone z góry i większość jest tam na „nie” (śmiech).  Skupiam się zatem na tym: „JAK zaprojektować/przeprowadzić pewne działania, aby spełnić wszystkie punkty i zrealizować cel”.  To jest właśnie myślenie o bramkach 18+, ewidencja uczestników podczas wejścia na wydarzenie, zbieranie potrzebnych zgód itd. Zawsze myślę więc głównie o tym, co ja muszę zapewnić, żeby to, co zaplanowałam, mogło się wydarzyć. Późniejsza egzekucja tych działań to już przysłowiowa „bułka z masłem” (śmiech).

PRoto.pl: Czy ta współpraca z działem prawnym bardzo spowalnia działania? Czy macie szanse na jakieś akcje real time marketingowe?

E.Ł.: Mam akurat tę przyjemność, że jestem pierwszą osobą, która pełni funkcję Communication Managera w Stock Polska i poniekąd tę pozycję stworzyłam. Karierę w firmie zaczynałam jako specjalistka ds. marketingu, czyli pracowałam u podstaw tworzenia produktów. Przechodząc do biznesu, miałam już bardzo duży background pracy w agencji PR i tak naprawdę samoistnie zaczęłam ten obszar coraz bardziej zagarniać, miałam też największy know how z całego zespołu. Krok po kroku zaczęłam organizować całą pracę, coraz mocniej zaznaczać swoje stanowisko w całej strukturze firmy. W tak dużych przedsiębiorstwach te systemy i procesy wewnętrzne są bardzo ważne, m.in. określenie, jak będzie przebiegała współpraca z innymi działami – np. z działem prawnym, który wcześniej nie był przyzwyczajony do tak obszernych działań.

Dołączenie do tej branży wymagało ode mnie zaznajomienia się z wieloma kwestiami prawnymi, ale dział prawny też musiał zacząć się otwierać na pewne dyskusje.

Lubię działania na dużą skalę i staram się maksymalnie sprawdzić wszystkie możliwości. Zawsze wychodzę z założenia, że my tych możliwości mamy naprawdę sporo, tylko trzeba o nich pamiętać i mieć odpowiednie nastawienie. Wymaga to bowiem od nas o wiele większego przygotowania niż od standardowego produktu FMCG.

Współpraca z działem prawnym na przestrzeni tych czterech lat też bardzo ewoluowała. Na początku rzeczywiście nasze dyskusje trwały długo i bardzo często kończyły się odmową prawników, przez co wiele kreatywnych pomysłów lądowało w przysłowiowym koszu. Nie jestem jednak osobą, która łatwo się demotywuje i poddaje. Im częściej takie odmowy dostawałam, tym głębiej  zaczynałam drążyć temat i stawiać pytania: „a co by było, gdyby stało się to i to”, itp. Przyjęcie innego punktu widzenia i analiza różnych scenariuszy działania sprawiła, że obu stronom spadały klapki z oczu.

Okazywało się, że to, co czasem prawników odstraszało i było powodem ich odmowy, można było załatwić za pomocą wprowadzenia jednego dodatkowego narzędzia i wtedy propozycja była przez nich akceptowana. Ale nikt wcześniej po prostu nie myślał o takich rzeczach w natłoku innych obowiązków, bo nie było osoby wyznaczonej do komunikacji.

Na początku ten czas akceptacji prawnych był rzeczywiście dość długi. Teraz to dzieje się o wiele sprawniej. Ten proces również uległ zmianie, bo po stronie prawnej zostali wyznaczeni specjaliści wyłącznie do takich działań. Nie trafia to więc do przypadkowej osoby, ale do takiej, która jest ze mną w stałym kontakcie.

Przygotowaliśmy także wspólnie dokumenty wewnętrzne, gdzie mamy spisane wybrane narzędzia i kryteria ich stosowania. To bardzo pomocne, usprawnia działania i dzięki temu właśnie RTM-y są możliwe do zrealizowania.
Z pewnością usprawniło to naszą współpracę, ale wymagało od obu stron dużo pracy i wzajemnego zrozumienia swoich obszarów działania.

PRoto.pl: Jakie działania pozwalają na realizację tego, co początkowo może wydawać się niemożliwe do zrobienia w tej branży?

E.Ł.: To są często te małe rozterki, gdzie rozwiązaniem mogą być bramki, podpisy o współpracy w publikacjach medialnych itd. Jestem zwolenniczką dobrych praktyk w tym zakresie. Promowanie takiego podejścia ma głęboki sens i przełożenie na wyniki w długofalowej perspektywie.
Wbrew pozorom, ja wcale nie lubię określać mojej branży jako tej, która nic nie może. Eventy są np. dla nas naturalnym środowiskiem, gdzie wręcz musimy działać i przeważnie one się nie odbywają bez obecności naszych marek.

PRoto.pl: Ostatni rok był bardzo nietypowy, jeśli chodzi o eventy. W zasadzie ich nie było. Jak się w tym odnaleźliście?

E.Ł.: Jeżeli chodzi o stronę biznesową, może nie odniosę się do samych eventów, ale w ogóle do  działań HoReCa. Większość sprzedaży odbywa się u nas w sklepach tradycyjnych albo w sieciach. HoReCa jest jednym ze źródeł sprzedaży, natomiast nie ma przewagi – jako kanał, odpowiada za ok. 10-15% sprzedaży, w zależności od roku. Tę „lukę” musieliśmy zatem nadrobić we wcześniej wspomnianych sklepach TT i MT.

Wymagało to o wiele większego sprzężenia działań i przerzucania pewnych sił roboczych, ale szczęście w nieszczęściu, ograniczenie wydarzeń nie było dla nas aż tak dotkliwe. Brak wydarzeń był najbardziej odczuwalny ze względów wizerunkowych – to właśnie tam zachodzą punkty styku konsumenta z produktem, z marką, z jej światem i wartościami. To jest ten tzw. user experience.

W najbardziej zaawansowanym okresie pandemii nadal byliśmy jednak w stanie docierać do naszych odbiorców, głównie w social mediach, ale niewątpliwie trudno było nam zapewnić konsumentom te same doznania i klimat, które oferują eventy, spotkania i duże wydarzenia.
W pandemii zostało to zupełnie wykluczone, a nie da się ukryć, że dla nas obecność na festiwalach czy galach ma duże  znaczenie. Ten kanał siłą rzeczy wypadł więc niestety z wachlarza naszych działań.

PRoto.pl: Działania w mediach społecznościowych w branży alkoholowej też pewnie nie są tak oczywiste jak w przypadku innych produktów. Jakie tu macie ograniczenia czy zasady, których trzeba się trzymać? Jak wygląda Wasza komunikacja w social mediach?

E.Ł.: Tu sytuacja wygląda podobnie – komunikacja powinna mieć niepubliczny charakter oraz ograniczać dostęp do treści przed młodszymi użytkownikami, a także nie promować samego spożywania alkoholu.

Facebook na przykład ma już bardzo dużo mechanizmów, które pozwalają nam spełnić wszystkie potrzebne kryteria: targetowanie 18+ czy targetowanie na podstawie zainteresowań konsumenta. W taki sposób nasz przekaz może bez problemu trafić do odbiorców, którzy godzą się na otrzymywanie takich treści, a my możemy cały proces kontrolować.

Jeżeli chodzi o social media, to im bardziej zautomatyzowane są te narzędzia i im więcej mechanizmów opartych na rzetelnych danych, tym dla nas lepiej, bo mamy możliwość dokładnego zaplanowania, do kogo trafi nasz przekaz. Nie chodzi w tym przypadku tylko o wymogi formalne, bo docieranie do dzieci jest nie tylko nieodpowiednie, ale też nie leży w naszym interesie (śmiech). W grę wchodzą także kwestie etyczne i sprzedażowe.

PRoto.pl: A co z innymi mediami społecznościowymi? W ostatnim czasie modny jest TikTok, ale z tego co wiem, on nie dopuszcza reklamy alkoholu w ogóle. Czy widzicie w tych nowych serwisach pole do działania?

E.Ł.: Na ten moment nie biorę w ogóle pod uwagę TikToka jako odpowiedniego dla nas kanału socialowego. Skupiamy się na Facebooku i Instagramie oraz na relacjach z twórcami instagramowymi, nasze marki też posiadają tam już własne konta. To też zmieniło się na przestrzeni lat, bo dopiero teraz zaczęły pojawiać się regulacje, dodatkowe mechanizmy, które gwarantują nam dotarcie do wskazanych grup odbiorców.

TikTok nie oferuje nic takiego na ten moment, więc niezależnie od tego, czy platforma jest zainteresowana współpracą z producentami alkoholowymi, czy nie, to z mojego punktu widzenia, dopóki nie będę miała pewności, że trafiam do sprecyzowanego targetu 18+ i jest to dla nas bezpieczne rozwiązanie, nie zdecyduję się na skorzystanie z takiego narzędzie. Oczywiście, będąc w branży komunikacyjnej, obserwuję z zapartym tchem, co z tym TikTokiem będzie się działo, bo rzeczywiście zawładnął on teraz światem social mediów. Mam wrażenie, że skok jego popularności miał miejsce podczas pandemii, kiedy właśnie ten młodszy target zaczął spędzać coraz więcej czasu w domu, online. Zatem TikTok  na ten moment nie jest w sferze naszych planów biznesowych, ale personalnie i zawodowo – te działania pozostają w obszarze moich obserwacji.  

Co więcej, ci twórcy, którzy są aktywni na TikToku, najczęściej nie korzystają wyłącznie z jednego kanału social media, tylko mają rozwinięte też konta na Instagramie czy YouTubie – więc jeśli są tam ci, z którymi z naszej perspektywy warto współpracować, to patrzymy na nich jak na instagramerów, a nie tiktokerów.

PRoto.pl: Jak dobieracie influencerów do współpracy? Na co zwracacie uwagę, by to było zgodne z Waszymi zasadami? Na czym najczęściej polegają współprace z influencerami w Waszym wydaniu?

E.Ł.: Na początku zawsze sprawdzamy podstawy – czyli badanie demografii i dotarcia u takiego instagramera. Social media dają nam duży pakiet danych, jeżeli chodzi o wiek, płeć, miejsce zamieszkania itd. Im więcej kryteriów, które twórca nam udostępnia, tym lepiej. To jest nasza baza, ale dobór konkretnego influencera jest w dużym stopniu zależny od tego, z jaką marką będzie on działał, jakie ma wartości i czy pasują one do wartości marki, co ma do przekazania i jak koresponduje to z prowadzoną aktualnie akcją promocyjną. To wszystko musi się spinać. Nikomu nie zależy na sztucznym lokowaniu.

Jako przykład wspomnę aktywację marki Saska – to nasze likiery smakowe. Kilka lat temu prowadziliśmy akcję pod tytułem „Miejsca ze smakiem”. W różnych restauracjach edukowaliśmy z zasad foodpairingu, mówiliśmy o tym, jak można łączyć jedzenie w ciekawy sposób m.in. właśnie z marką Saska. Naturalnym było dla nas zaproszenie do współpracy influencerów, którzy często bywają w restauracjach, recenzują nowe doznania smakowe, są zainteresowani i otwarci na kulinarne kwestie. Dobieraliśmy ich zatem głównie pod względem contentowym, bo oczywistym jest, że zarówno ich odbiorcy, jak i oni sami, musieli być pełnoletni.

Nie chodzi tylko o datę urodzenia, ale też o fizyczną dojrzałość. Młody wygląd osoby pełnoletniej może także wprowadzać konsumentów w błąd i być mylący dla odbiorców twórcy. Dlatego też przyjęliśmy zasadę, że nie angażujemy do współpracy kogoś, kto obiektywnie nie wygląda na ok. 23-25 lat. To są oczywiście nasze wewnętrzne ustalenia, nie jest to nigdzie regulowane i podejrzewam, że u innych producentów może być inaczej. Z naszej perspektywy to rozwiązanie fair w stosunku do konsumentów i opinii publicznej. Na szczęście świat influencerski jest tak szeroki, że nie mamy problemu z wyborem, nawet jeśli narzucamy sobie sami kolejne kryteria.

PRoto.pl: Na komunikację wpływają różne trendy, jak popularność influencerów. Jaki wpływ ma na Wasze działania swego rodzaju moda na zdrowy tryb życia, z którą od jakiegoś czasu do czynienia?

E.Ł.: Tutaj istotny jest podział, o którym wspomniałam na początku, na alkohole wysokoprocentowe i niskoprocentowe. Te tendencje widać głównie w kategorii piwnej, gdzie pojawiają się liczne warianty 0%, które poniekąd otwierają też nowe możliwości, jeżeli chodzi o promocję piwa. Reklamy piwa 0% mogą się pojawiać w telewizji w szerszym zakresie godzinowym niż do tej pory. Mam osobiście co do tej praktyki wątpliwości, bo wciąż pojawia się tam logo brandu, który jest alkoholowy, ma tylko bezalkoholowe warianty. Dalej jest to więc promocja tej samej marki. My zostaliśmy zaklasyfikowani odgórnie do pierwszej grupy producentów i na to już niestety nie mam wpływu. Zawsze trochę się śmieję, że może powinniśmy zrobić wódkę bezalkoholową i na tej podstawie się promować.

Uprzedzając pytania: i tak nie moglibyśmy tego zrobić (śmiech), bo nasz znak firmowy czy brand jest powiązany z alkoholem wysokoprocentowym. W branży piwnej jest to możliwe, więc cały ten obszar z tego korzysta, a warianty 0% rzeczywiście są tam bardzo widoczne. Finalnie jednak, patrząc z perspektywy konsumenta, dobrze, że mamy tak szeroki wybór.

Jeżeli chodzi o naszą branżę wysokoprocentową, to co prawda  nie zrobimy wariantów bezalkoholowych, ale opracowujemy tabele kaloryczności – co też widać w branży piwnej. Do tej pory nie były one umieszczane na etykietach alkoholowych, bo po prostu nie było takiego wymogu.  Pojawienie się takiej informacji z pewnością jednak pomoże edukować konsumentów i dokonywać świadomych wyborów przy półce. Myślę, że od przyszłego roku będzie to już widoczne na szeroką skalę – aktualnie trwają prace przygotowawcze w naszym laboratorium, u dostawców oraz oczywiście u prawników.

PRoto.pl: Pani jest kobietą w branży, która jest, być może stereotypowo, postrzegana jako męska. Czy Pani to jakoś odczuła w codziennej pracy, musiała przebijać szklany sufit?

E.Ł.: Rzeczywiście branża alkoholi może na pierwszy rzut oka kojarzyć się z męskim światem. Natomiast w praktyce wygląda to zupełnie inaczej, zmianę widać zwłaszcza na przestrzeni ostatnich lat, w których widzimy coraz więcej kobiet na kierowniczych stanowiskach. To silne, zdecydowane liderki, które inspirują do działania.

Ja też na przestrzeni nawet tych czterech lat w Stock Polska mogłam zaobserwować, jak to się u nas zmieniło. Obecnie nasz dział marketingu to w około 80 proc. kobiety i taki model się świetnie sprawdza. Niedawno na czele naszego Zakładu Produkcyjnego w Lublinie stanęła kobieta. Zatem kobiety są coraz bardziej widoczne w branży i świetnie się w niej odnajdują.

W branży alkoholowej trzeba umieć bronić swojego zdania, mieć sprawną argumentację, szybko reagować na problemy, nie poddawać się. Taki upór w dążeniu, pomysłowość są ważne. Uważam, że może stanowić to wyzwanie w takim samym stopniu dla mężczyzn, jak i dla kobiet.
Ja natomiast należę do osób, które cenią takie cechy i styl pracy. Bardzo lubię szczery feedback, sama jestem konkretna i zdecydowana. Gdy już założyłam sobie plan, że zorganizuję tę komunikację, to dopięłam swego, mimo że oczywiście po drodze spotykałam się z różnym przeciwnościami. Dziś także mierzę się z wieloma wyzwaniami, ale to, co ważne, to z jednej strony upór i konsekwencja, a z drugiej słuchanie siebie nawzajem.

Mam też nadzieję, że jestem najlepszym przykładem na to, że to, co się naprawdę liczy to kompetencje, intuicja i pasja, a nie płeć. 

PRoto.pl: Czy wchodząc do tej branży, miała Pani przyjęty cel, żeby z tym stereotypem jakoś walczyć?

E.Ł.: Początkowo nie miałam takich planów – skupiałam się głównie na zdobywaniu jak najlepszego doświadczenia zawodowego. Z czasem, znalazłam też przestrzeń, żeby móc wyrazić swój światopogląd i wpleść go w swoją działalność zawodową – określam się jako feministka i bliskie są mi ruchy wspierające rozwój kobiet oraz równouprawnienie w przypadku obu płci. Nie ukrywam, że nasiliło się to także pod wpływem tego, co dzieje się społecznie w Polsce, dlatego też, jeśli tylko mam okazję – to poruszam te tematy.

Uznałam, że to taki aspekt , który należy po prostu akcentować, o którym trzeba głośno mówić. Rekrutując się do branży alkoholowej, nie miałam na celu udowadniania czegokolwiek, ale teraz staram się po prostu robić coś więcej. Korzystam zatem z tego, że mam taką możliwość, jestem w tej branży już jakiś czas, udało mi się przetrzeć pewne szlaki i rzucić nowe światło na postrzeganie tego segmentu. Uważam, że kropla drąży skałę, a więc zmianę powinniśmy zaczynać od naszego małego podwórka. Ożywione dyskusje w gronie najbliższych pokazały mi, że każdy może być ambasadorem ważnych dla siebie spraw i inspirować innych do patrzenia na świat pod innym, niż dotychczas, kątem.

PRoto.pl: Jeśli chodzi o działania z zakresu społecznej odpowiedzialności, wspomniała Pani o programie poświęconym odpowiedzialnemu spożywaniu alkoholu. Czy robicie coś jeszcze z zakresu CSR-u?

E.Ł.: Większość naszych działań CSR wynika z członkostwa w Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego. Swoje przedstawicielstwa mają w nim wszyscy producenci wysokoprocentowego alkoholu w Polsce. Te sprzężone siły działają nad różnymi kampaniami społecznymi i programami edukacyjnymi. Stowarzyszenie w imieniu całej branży rozmawia z interesariuszami.

Rzeczywiście, pijodpowiedzialnie.pl to jeden z takich projektów. Inne kampanie, które realizował związek to „piłeś, nie jedź” czy „nie pij, kiedy jesteś w ciąży”. Działania w ramach stowarzyszenia to zatem jedna część. Druga to aktywności, które podejmujemy jako Stock Polska. Widoczne było to np. podczas pandemii – skorzystaliśmy wtedy z dostępu do czystego alkoholu, czyli składnika środków dezynfekujących, które były tak bardzo potrzebne w tym czasie. Dzięki temu mogliśmy wesprzeć dwa podmioty – Medisept w Lublinie (tam, gdzie bije nasze produkcyjne serce) oraz KOWR, czyli Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Przekazaliśmy im znaczące ilości czystego alkoholu na potrzeby produkcji środków do dezynfekcji, aby pomóc w walce z COVID-19.

Innym elementem, bardziej prośrodowiskowym, jest kwestia inwestycji w budowę nowej gorzelni w Lublinie. Podczas projektowania tego budynku zastosowano szereg proekologicznych rozwiązań, związanych z fotowoltaiką, czy specjalne wyciszenia, aby nie przeszkadzać najbliższej społeczności. Zaplanowano także znaczącą ilość roślinności, żeby jak najlepiej przerabiać dwutlenek węgla. O rozwiązaniach ekologicznych myślimy już na bardzo wstępnym etapie realizacji projektów. Poza tym dwa nasze brandy – Amundsen i Żołądkowa de Luxe – dostały odznaczenia Made for Recycling, bo postaraliśmy się o dobranie takich dostawców, dzięki którym nasze etykiety mogły stać się bardziej ekologiczne i mniej szkodzić środowisku. 

PRoto.pl: A jeśli chodzi o współpracę z innymi markami, z innych branż, czy podejmujecie się takich działań? Jeśli tak, jak to wygląda?

E.Ł.: W przypadku Stock Polska do tej pory nie podejmowaliśmy współpracy z innymi markami. Nie zamykamy się na takie działania, ale jak dotąd nie pojawiły się one w naszych planach.

Wchodzimy we współprace z markami osobistymi i rzeczywiście często realizujemy działania ambasadorskie, np. przy promocji konkursów konsumenckich. W ramach działań wokół edycji limitowanej Stock Prestige, poświęconej piłkarskim mistrzostwom świata, współpracowaliśmy z Arturem Borucem, przy platformie Amundsena pt. „Odkrywaj Więcej” zaangażowaliśmy z kolei m.in. Marcina Dobasa, fotografa współpracującego z National Geographic i innymi bardzo znanymi tytułami podróżniczymi i fotograficznymi. Takich przykładów mogłabym wymieniać o wiele więcej.

Współpracujemy też z markami biznesowymi, bo tak np. postrzegam nasze działania ze Stadionem Narodowym, kiedy trwa Zimowy Narodowy i jesteśmy tam obecni ze strefami Grzańca na Żołądkowej Gorzkiej.

Patrząc z perspektywy branży takich współprac jest coraz więcej. Moim ulubionym przykładem z ostatniego czasu, choć konkurencyjnym – ale ja nie mam z tym problemu (śmiech) – był projekt Żywca z wodą Żywiec Zdrój. Było to dodatkowo połączone z Dniem Wody i miało element prospołeczny. Te dwa płyny, na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego – ale przecież piwo bez wody jest poniekąd niemożliwe do wyprodukowania, a połączenie tego z prospołecznym akcentem było naprawdę bardzo fajnym posunięciem. Gratuluję.

Bardzo lubię podglądać wszystkie działania konkurencji, nie tylko dlatego że muszę (śmiech). Uważam, że zawsze można się wzajemnie inspirować i brać przykład z dobrych praktyk. Dlatego też kibicuję wszystkim producentom w ich działaniach, bo wierzę, że każde trafione, pozytywne aktywacje wpływają dobrze na wizerunek całej naszej branży.

Ewelina Łukasiak – Communication Manager w Stock Polska, gdzie odpowiada za realizację strategii PR marek własnych. Do jej obowiązków należy komunikacja produktowa, kryzysowa, media oraz influencer relations a także projekty wewnętrzne. Z branżą public relations związana od 2014 roku. Ma doświadczenie zarówno po stronie biznesu, jak i agencji. Zrealizowała działania dla takich firm jak: Nestlé, Jacobs Douwe Egberts, Maspex, Grana czy TenderHut.

Rozmawiała Małgorzata Baran

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj