Nużąca, opatrzona już strona www, źle dobrane logo i niespójna identyfikacja wizualna, brak wyraźnego lidera, treningów dla zespołu z obsługi klienta czy planu działania na wypadek kryzysu – to tylko niektóre czynniki, jakie zachwieją twoją marką lub doszczętnie ją zniszczą. Pełna lista w PRDaily.
Pierwszym istotnym błędem, na jaki zwraca uwagę Amy McCloskey Tobin, jest brak logotypu. „Myślicie, że zmyślam? Nie. Rok temu miałam klienta, który prowadził biznes od 40 lat i jego największym problemem były trudności z rozpoznawalnością marki. Przez 40 lat marnotrawił szansę na zbudowanie identyfikacji wizualnej, bo żałował pieniędzy na logo” – pisze autorka tekstu. Dodaje jednak zaraz, że takie same konsekwencje niesie za sobą zbyt częste zmienianie znaku firmowego. „Tak, odświeżenie logo jest ok, gdy jest już tak bardzo w stylu lat 80., że nie możesz tego znieść, ale robienie tego co roku na pewno nie wpłynie na znajomość marki” – zaznacza. Dla przedstawicielki Ariel Marketing Group równie ważne są takie kwestie, jak ujednolicona firmowa czcionka i layout, które firma będzie wykorzystywała przy każdej publikacji, korespondencji, ważnych dokumentach etc. Wielu zapomina też, o dziwo, o tak prozaicznej rzeczy, jak stopka kontaktowa skonfigurowana ze skrzynką e-mailową.
Poza liderem na pokładzie, warto położyć nacisk na szkolenia pracowników – tak, by doskonale zdawali sobie sprawę z tego, na jakim polu firma działa i jakimi standardami się rządzi. To pomoże uniknąć sytuacji kryzysowych, choć nigdy nas przed nimi nie ustrzeże. Pomocny w tym względzie jest plan antykryzysowy, ale – jak zauważa Tobin – mało która firma wyznaje zasadę, że skoro do tej pory nie przytrafił jej się kryzys, nie oznacza to, że może być nieprzygotowana. „Kto wtedy odpowie za PR-ową katastrofę?” – pyta autorka tekstu. Dodaje, że naszej marce nie pomogą ponadto: słaba i nieaktualna strona internetowa oraz brak komunikacji w social mediach (obowiązkowo popartej strategią). „To, że nie lubisz Facebooka, nie znaczy, że możesz go unikać” – przestrzega Tobin. Zachęca poza tym do wyjścia od czasu do czasu klientom naprzeciw i bezpośredniego spytania ich, co myślą o naszej marce – czy to przez telefon, sieć lub specjalistyczne badania. „Diabeł tkwi w szczegółach” – podkreśla przedstawicielka Ariel Marketing Group. (es)


