Dwa proste słowa na niewielkiej tabliczce wystarczyły, aby ponownie wywołać dyskusję o rosnącej roli twórców internetowych i granicach ich obecności w przestrzeni publicznej. Napis „Żadnych influencerów” pojawił się we wnętrzu sklepu Four Winds Craft Guild na wyspie Nantucket. 26 lipca 2026 roku lokal, który od 1948 roku sprzedaje ręcznie robione kosze, torebki, dzieła sztuki i rzeźby, opublikował na Instagramie zdjęcie kontrowersyjnej tabliczki. Post szybko zwrócił uwagę internautów i wywołał lawinę komentarzy – donosi mashable.com.
Szybko stało się jasne, że sprawa wykracza daleko poza jeden sklep i jedną tabliczkę. Kontrowersyjny napis stał się punktem wyjścia do szerszej debaty o tym, czy obecność influencerów przynosi małym firmom więcej korzyści, czy też powoduje problemy dla klientów, pracowników i mieszkańców popularnych miejsc – czytamy.
Popularność ma swoją cenę
Influencerzy od dawna odgrywają ważną rolę w świecie marketingu. Jeden film opublikowany na TikToku lub post na Instagramie może sprawić, że mały sklep, restauracja czy lokalna atrakcja dotrą do tysięcy potencjalnych klientów – bez konieczności wydawania dużych kwot na tradycyjną reklamę.
O rosnącym znaczeniu tego zjawiska świadczą dane. Z badania Sprout Social z 2025 roku wynika, że 32 proc. konsumentów dokonało w 2025 roku zakupu za pośrednictwem sponsorowanego wpisu influencera. W przypadku pokolenia Z odsetek ten wzrósł do 53 proc., a wśród millenialsów wyniósł 48 proc. Firmy mogą mierzyć skuteczność takich działań m.in. dzięki kodom rabatowym, linkom afiliacyjnym oraz sklepom dostępnym bezpośrednio w aplikacjach.
Jak zauważa źródło, popularność w mediach społecznościowych ma jednak również swoją ciemniejszą stronę. Nagły napływ odwiedzających, statywy blokujące przejścia, nagrywanie przypadkowych osób czy rozbudowane sesje zdjęciowe mogą utrudniać pracę personelu i zakłócać codzienne funkcjonowanie lokalu. W przypadku małych firm działających w popularnych turystycznie miejscach większy rozgłos nie zawsze oznacza większe przychody.
Wśród osób, które skrytykowały komunikat Four Winds, znalazła się Paige Paul – influencerka, założycielka marki Dairy Boy i żona tenisisty Tommy’ego Paula. Wcześniej znana jako Paige Lorenze, w maju otworzyła na Nantucket pierwszy stały sklep swojej marki. Jej zdaniem tabliczka niesłusznie deprecjonuje branżę, w której wiele kobiet buduje własne firmy i osiąga niezależność finansową.
Paul podkreślała, że gospodarka twórców internetowych pozwala pojedynczym osobom rozwijać biznesy na skalę, która wcześniej wymagałaby wsparcia dużych firm i ogromnych budżetów reklamowych.
Choć sklep usunął swój pierwotny post na Instagramie, później zasugerował, że jego konto zostało zgłoszone, a do całej sytuacji odniósł się w relacji Instagram Stories. „Wyobraźcie sobie, że jesteście tak znudzeni życiem, że spędzacie czas na zgłaszaniu zdjęcia na Instagramie tylko dlatego, że wam się nie spodobało” – przekazało Four Winds, cytowane przez źródło.
Biznes kontra internetowy tłum
Przypadek Nantucket nie jest wyjątkiem. Od lat firmy na całym świecie próbują znaleźć równowagę między korzyściami, jakie daje promocja w mediach społecznościowych, a koniecznością ochrony własnej przestrzeni i komfortu klientów.
W 2023 roku sklep z designem i kawiarnia Dae na Brooklynie wprowadziły ograniczenia dotyczące większych sesji zdjęciowych. Decyzja zapadła po tym, jak twórcy zaczęli wnosić do lokalu statywy i organizować rozbudowane produkcje. Klienci nadal mogli robić zdjęcia swoim posiłkom i napojom, ale profesjonalne sesje przestały być dozwolone.
Podobne konflikty pojawiały się także w innych miejscach. Hotel w Irlandii zdecydował się zrezygnować ze współpracy z blogerami po tym, jak jeden z nich poprosił o bezpłatny pobyt w zamian za promocję. W Pomfret w stanie Vermont władze tymczasowo zamknęły drogi w pobliżu popularnych punktów, z których turyści podziwiają jesienne liście. Powodem były skargi mieszkańców dotyczące korków, wchodzenia na prywatne posesje, uszkodzeń mienia oraz blokowania przejazdu podczas robienia zdjęć – dowiadujemy się.
Czytaj więcej: Influencerzy nie wszędzie są mile widziani
Jak zauważyła Sarah Blocksidge, dyrektor ds. marketingu, nie każda firma jest przygotowana na nagły napływ gości, których może przyciągnąć influencer. W takich przypadkach rozgłos w internecie zamiast pomóc biznesowi, może stać się dla niego dodatkowym obciążeniem.
Nantucket walczy z własną sławą
Nantucket od lat mierzy się z rosnącą popularnością wśród turystów. Temat ponownie wywołał dyskusję w maju 2026 roku, gdy Paige Paul otworzyła na wyspie pierwszy stały sklep swojej marki Dairy Boy podczas weekendu z okazji Dnia Pamięci.
Zdjęcia i nagrania pokazujące kolejki przed lokalem szybko pojawiły się w internecie i stały się przedmiotem rozmów użytkowników forum r/Nantucket na Reddicie. Zastanawiali się oni, czy marki takie jak Dairy Boy korzystają z popularności wyspy w mediach społecznościowych i czy przyczyniają się do jej postępującej komercjalizacji.
Jak wspomina źródło, kontrolowanie takich zachowań jest coraz trudniejsze, ponieważ tworzenie treści nie wymaga już profesjonalnego sprzętu. Do nagrania całej wizyty wystarczy smartfon. Coraz częściej wykorzystuje się także inne urządzenia, takie jak inteligentne okulary wyposażone w kamerę.
Four Winds nie wyjaśniło, czy tabliczka oznacza rzeczywisty zakaz dla influencerów, sprzeciw wobec nagrywania w sklepie, czy była jedynie komentarzem dotyczącym uciążliwych zachowań części odwiedzających. Jedno jest jednak pewne – napis przyniósł sklepowi dokładnie ten rodzaj internetowego rozgłosu, którego zdawał się unikać – czytamy. (ao)
Źródło: mashable.com, Nantucket’s 'No influencers’ sign reignites debate over social media tourism, Olivia Tauber, 27.07.2026


