sobota, 13 lipca, 2024
Strona głównaPublikacjeWywiad z... Wiesławem Gałązką, specjalistą ds. marketingu politycznego

Wywiad z… Wiesławem Gałązką, specjalistą ds. marketingu politycznego

PRoto.pl: Ostatnio w mediach często pojawiał się temat rządu technicznego profesora Glińskiego. Tymczasem faktyczne szanse na przyjęcie konstruktywnego wotum nieufności wobec gabinetu Tuska były znikome. W przypadku rządu Glińskiego chodziło tylko i wyłącznie o przyciągnięcie uwagi mediów?

Wiesław Gałązka, specjalista ds. marketingu politycznego: Jarosław Kaczyński to nie tylko ambitny, ale także sprawny polityk. Jest niezłym strategiem, chociaż czasami jego charakter nie pozwala mu na to, żeby być graczem pokerowym. Czasami za szybko pokazuje karty, ewentualnie w ogóle nie powinien grać w pokera. W tym przypadku wykorzystał lukę. Sam dobrze wie, patrząc również po innych partiach, że nie ma ław fachowców, są ewentualnie pojedyncze taboreciki i nie ma z kim robić rządu fachowców. Nawet rząd Tuska jest rządem, który budzi duże emocje.

Rząd techniczny to było sprawne posunięcie. Partia, która dotychczas była kojarzona z awanturnictwem nekromarketingowym pokazała, że myśli także o sprawach, o których myślą także obywatele. Po drugie, dzięki temu posunięciu partia mogła przez 2-3 miesiące pokazywać, że nie myśli wyłącznie o zemście za Smoleńsk, ale jest także partią widzącą to, czego może nie widzą rządzący. Dzięki mediom ta partia się pojawiła i dostała punkt za powagę.

Po trzecie Kaczyński wiedział, że Gliński nie wygra. Ale w razie czego, to nie wygrał Gliński, a nie przegrał Kaczyński. Można to było wytłumaczyć tak, że ci niedobrzy rządzący nie chcą dobrego rządu technicznego i to oni zniszczyli premiera Glińskiego. Chociaż dobrze wiemy, że nie bardzo by to premierowanie wyszło. No chyba, że w stylu Marcinkiewicza, ale jak wiemy Marcinkiewicz wymknął się spod kontroli. Także to było ogólnie sprawne posunięcie. Proszę zwrócić uwagę, że ostatnio PiS i PO zbliżają się do siebie w sondażach, mają już właściwie równe poparcie.

PRoto.pl: Ze względu na niskie poparcie dla PO, możemy spodziewać się kolejnych pogłosek o zmianach w rządzie?

W.G.: Tusk jest w niekomfortowej sytuacji, bo jego rząd był rządem autorskim. Zbyt częste rotacje wskazywałyby na to, że nie ma on pomysłu na dobór ludzi. Praktycznie wszystkie partie, z jakimi mamy do czynienia w Polsce, mają charakter wodzowski. Tusk od czasu do czasu uderza pięścią w stół nie pytając, czy może. Zmiany w rządzie robi się na rok przed wyborami więc za wcześnie, żeby teraz je robić. Jeżeli sytuacja będzie niesprzyjająca dla PO, to powiedzmy, ze 2-3 osoby w lecie zmienią stanowisko. Była już okazja, żeby pozbyć się na przykład pani Muchy czy pani Szumilas. Tylko że na feministycznej fali, jaką wywołał Palikot, byłoby niezręcznie.

PRoto.pl: Ostatnio rzadziej słyszymy o zarzutach, że PO uprawia jedynie PR. Opozycja nie korzysta już z tego argumentu, bo sama zauważyła, że tak naprawdę tego PR-u w działaniach PO nie ma?

W.G.: Tak naprawdę mówienie o PR w polskiej polityce to jest nadużycie. Po prostu ignoranccy politycy i dziennikarze zastąpili pojęcie propagandy pojęciem PR-u. Przecież to wszystko są działania propagandowe. Rząd Tuska tak naprawdę nie miał PR-u, tylko propagandę, tak samo jak propagandę uprawia PiS czy Miller. Nie zgadzam się z pojęciem politycznego PR-u w Polsce. Polityczny PR polega na tym, że rozpoczyna się działania dzień po przegranych albo wygranych wyborach i stara się przez całą kadencję być aktywnym. PR to utrzymywanie dobrych relacji z otoczeniem, a jakież to dobre relacje z otoczeniem utrzymują nasi politycy? PR to według mnie utrzymanie zdobytego szacunku, zaufania i sympatii. A to występuje w przypadku partii tylko w szczątkowej postaci. PO nie ma PR-u. PO tak samo jak PiS, SLD i pozostałe partie, uprawia propagandę.

PRoto.pl: „To jest tylko na pokaz. Tusk zawsze był człowiekiem niewierzącym, ja nie przypominam sobie ani razu, żeby Donald Tusk był na jakiejś mszy prywatnie” – taki zarzut na łamach Gazety Wyborczej stawia wobec Donalda Tuska Janusz Palikot. Czy rzeczywiście niektórzy polscy politycy, bojąc się reakcji opinii publicznej, są katolikami na pokaz?

W.G.: Bierut też chodził na procesje. Wszystko zależy od tego, jakie są aktualne relacje z Kościołem. W samym Kościele trwa walka, mamy podział na Kościół łagiewnicki i toruński. Hierarchowie sami nie bardzo wiedzą, co mają zrobić, a politycy to wykorzystują i biją się o względy przynajmniej części duchowieństwa uważając, że duchowni zapewnią im wygraną.

Oczywiście, że niektórzy politycy są katolikami na pokaz, mamy pod tym względem ogromną hipokryzję. Sam Janusz Palikot jest tego przykładem. Co takiego się stało, że wydawca pisma zbliżonego do środowisk katolickich zaczął walczyć z Kościołem? Oznacza to, że wtedy nie wierzył, czy teraz nie wierzy? To są żałosne wypowiedzi.

Artykuł 53 Konstytucji wyraźnie wskazuje na to, że nie można nikogo pytać o przekonania religijne i sympatie polityczne. Można je deklarować, a politycy często deklarują na siłę, często przysięgając „tak mi dopomóż Bóg”. A może Bóg wcale nie chce im pomagać? Może jest głuchy na ich żądania, widząc ten fałsz.

Rozmawiał Karol Schwann

 

 

 

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj