Polską sceną polityczną rządzą chirurdzy wizerunku

dodano: 
22.11.2013
komentarzy: 
0

„Adam Łaszyn, doradca wizerunkowy premiera, stwierdził w jednym z wywiadów, że nie jest spin doktorem, tylko chirurgiem wizerunku. Jakkolwiek ich nazywać, polityką rządzą doradcy i eksperci. Z tylnych siedzeń” – czytamy w Polska Metropolia Warszawska Magazyn.

„W polskiej polity­ce słowo »propa­ganda« coraz częściej zastępu­je dziś »PR«. Po­dobnie oksymoronem bywa nadużywany termin »spin doktor«” – mówi gazecie Wiesław Gałąz­ka, doradca i trener ds. wizerunku. Podkreśla przy tym, że dobry spin doktor to ta­ka osoba, dzięki której polityk potrafi po­prawić swój wizerunek, przyjmując odpowiednią strategię . „Właśnie dlatego naj­lepiej jeśli pochodzi spoza środowiska. Trudno o bezkrytyczne podejście do włas­nego bossa” – tłumaczy Gałązka. Jednak – jak zauważa autorka tekstu – w polityce nadużycie anglojęzycznego ter­minu wydaje się nieprzypadkowe. To właśnie osoby z otoczenia liderów mają największy wpływ na bieżące wydarze­nia. Z tylnych siedzeń polityką sterują zau­fani ludzie, którzy zwykle nie wycho­dzą z cienia.

I tak np. w SLD ważną rolę odgrywa zespół dorad­ców, któremu przewodzi Tomasz Kalita. Naukowcy oraz politycy Centrum Daszyńskiego, wśród nich Katarzyna Piekarska czy Marek Balicki, tworzą według Dziedzic polityczno-eksperckie zaplecze dla partii. Od strony naukowej środowisko lewicy wspiera m.in. dr Rafał Chwedoruk. „To naukowcy, którzy bardziej lub mniej jawnie nam sprzyjają” – przyznaje w magazynie jeden z polityków SLD. Do listy autorka dorzuca jeszcze byłych współpracowników ugrupowania, którzy – mimo, że już w cieniu – nadal je wspierają.

Jakich „chirurgów” wymienia, jeżeli chodzi o zaplecze Donalda Tuska? „o końcowym kształcie komunika­tów zwykle decydują Igor Ostachowicz i Paweł Graś, do których premier ma pełne zaufanie. Mimo to od wsparcia meryto­rycznego i w tym przypadku ważniejsze bywają podszepty zaufanych współpra­cowników. Do nich bez wątpienia należyWojciech Duda” – pisze dziennikarka. I dodaje, że do najściślejszego grona doradców pre­miera zalicza się też Grzegorz Fortuna, a poli­tycy PO uważają go przede wszystkim za „analityka sceny politycznej”. Wspomina również o Adamie Łaszynie, jako jednym z tych, którego „podszepty” mają niebagatelne znaczenie w otoczeniu Tuska.  To właśnie Łaszyn przygotował Donalda Tuska do debaty z Ja­rosławem Kaczyńskim w 2007 r. Jak zauważa Dziedzic, specjali­sta w zakresie strategii komunikacji i trener medialny na oficjalnej stronie intemetowej chwali się, że „przeszkolił dziesiątek czoło­wych polskich firm i osób publicznych". Unika jednak określenia „spin doktor". W jednym z wywiadów stwierdził, że jest raczej „chirurgiem reputacji". Różnica mia­ła polegać na tym, że chirurg nie przedsta­wia wyborcom fikcji, tylko dobiera odpo­wiednie elementy rzeczywistości i odpo­wiednio je prezentuje – czytamy w magazynie.

A co z Jarosławem Kaczyńskim? Według Dziedzic to polityk… który „na dłuższą metę” nie trzyma się żadnych starannie przygotowanych strategii. Ale jednocześnie coraz chętniej otacza się ekspertami, których czę­sto zaprasza do swojego gabinetu. A na spotkaniach pojawia się „gru­pa profesorska”. Jak zdradza dziennikarka, należą do niej m.in. profe­sorowie: Andrzej Zybertowicz, Barbara Fedyszak-Radziejowska, a ostatnio przede wszystkim prof. Piotr Gliński. „Grupa profesorska się sprawdza, formuła doradcza działa na poziomie kon­cepcyjnym” – mówi poseł Pis. I podsumowuje: „Najważniej­sza jest jednak opinia samego przewodni­czącego”. (es)

Źródło:

Polska Metropolia Warszawska Magazyn, Spin doktorzy podkręcają politykę, Barbara Dziedzic, 22.11.2013
komentarzy:
0
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.
X

Zamów newsletter

 

Akceptuję regulamin