Angelika Trochonowicz, znana w sieci jako Andziaks, wywołała burzę swoją wypowiedzią na temat podatków. Influencerka przyznała, że wolałaby płacić je za granicą, ponieważ uważa, że w Polsce są zbyt wysokie. Podkreśliła, że korzysta z prywatnej opieki medycznej i sama pokrywa koszty leczenia. Jej słowa spotkały się z krytyką internautów, którzy przypominali, że podatki finansują również usługi publiczne służące całemu społeczeństwu. Do dyskusji włączyli się politycy, dziennikarze i inni twórcy internetowi. Dodatkowe zainteresowanie wzbudziły wyniki finansowe należącej do influencerki spółki Twinkle Candle oraz opublikowane przez nią później oświadczenie.
Od czego się zaczęło?
Andziaks w filmie opublikowanym na swoim kanale na YouTubie wyjaśniła, że rozlicza się w Polsce, ponieważ nagrywanie materiałów i prowadzenie działalności w kraju wiąże się z takim obowiązkiem. Nie ukrywała jednak, że wolałaby płacić podatki za granicą. „To by było bezprawne, gdybyśmy tutaj siedzieli i nagrywali, musimy się rozliczać w Polsce, ale ja bym bardzo chciała się rozliczać za granicą. Bo ja na przykład nie korzystam z żadnych tych wszystkich, nie wiem, usług, z kasy chorych, wszędzie chodzę prywatnie, za wszystko płacę i chciałabym płacić mniejsze podatki, bo płacę strasznie duże. Każdy chce jak najmniej płacić, umówmy się” – powiedziała influencerka.
Jej słowa spotkały się z krytyką internautów, którzy zarzucali jej pomijanie znaczenia solidarności społecznej. Przypominali, że podatki finansują nie tylko usługi, z których korzysta konkretny obywatel, lecz także infrastrukturę i instytucje służące całemu społeczeństwu. Nie zabrakło również złośliwych komentarzy dotyczących wcześniejszego relacjonowania przez influencerkę własnego porodu. Część osób wytknęła jej także, że nagrywała materiał za kierownicą samochodu, korzystając z dróg publicznych utrzymywanych z pieniędzy podatników.
Do dyskusji wokół wypowiedzi Andziaks włączyli się również dziennikarze, politycy i inni twórcy internetowi. Jakub Wiech, dziennikarz i ekspert energetyczny, przyznał, że docenia przeprosiny influencerki, ale nie przekonało go jej tłumaczenie dotyczące podatków. Jak napisał na portalu X: „Gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze solidarność społeczna, czyli ta zapomniana wartość, która mówi, że nie muszę być chory, by dokładać się do leczącej innych ochrony zdrowia”.
Szanuję to, że pani Andziaks przyznała sie do błędu i przeprosiła za niego, natomiast tłumaczenie sprawy z podatkami (brak wiedzy na co idą) trochę się nie klei. Bo pani Andziaks wiedziała na co idą podatki, tylko nie chciała płacić ich w obecnej wysokości, gdyż jej zdaniem nie korzystała z usług, które powinny zapewniać. Więc uważała, że jej opodatkowanie nie powinno dotyczyć. I tu dochodzimy do kwestii, która ostatnio mocno się przebija w debacie publicznej. Z jednej strony ciągle słyszymy głosy, że podatki mają być „niskie i proste” i podpisuje się „deklarację toruńską”, a z drugiej chcemy mieć silną armię zawodową, doskonałe usługi publiczne i jeszcze pomoc państwa np. w kryzysie paliwowym. Gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze solidarność społeczna, czyli ta zapomniana wartość, która mówi, że nie muszę być chory, by dokładać się do leczącej innych ochrony zdrowia.
— Jakub Wiech (@jakubwiech) October 25, 2026
Źródło: x.com/jakubwiech
Do sprawy odniósł się poseł Adrian Zandberg, który skrytykował narzekania Andziaks na podatki, nawiązując do jej wydatków na drogie dekoracje. W nagraniu opublikowanym na Instagramie zwrócił uwagę na nierówności w opodatkowaniu różnych grup społecznych. „No bo w Polsce podatki normalnie płacą pracownicy. A poza tym mamy święte krowy. Święte krowy na ryczałcie, święte krowy na działalności, święte krowy, które są zarejestrowane w KRS-ie i udają biednych rolników, chociaż jeżdżą samochodem za pół bańki” – stwierdził, krytykując preferencje podatkowe, z których mogą korzystać zamożni przedsiębiorcy.
Źródło: instagram.com/adrianzandberg
W ironicznym tonie wypowiedział się również influencer Mikołaj Tyszkiewicz, znany jako mtyszk. Na Instagramie pozornie poparł stanowisko Andziaks, po czym wymienił usługi publiczne, z których sam nie korzysta, i zastanawiał się, dlaczego miałby je współfinansować. „Emerytury nie pobieram, to w sumie nie chcę się do tego dokładać. Do szkoły już nie chodzę ani na studia, więc nie wiem, dlaczego miałbym płacić podatki na ten cel. Po drogach czasem pojeżdżę, więc tutaj jakiś mały podatek może być nałożony. O! Nigdy nie spłonął mi dom ani mieszkanie, więc nie wiem, czemu chcecie ode mnie pieniędzy na strażaków. Nie bywam też w więzieniach, więc nie wiem, dlaczego mam się do nich dokładać” – żartował.
Do sprawy odnieśli się również Adam Traczyk, prezes think tanku Global.Lab, i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, była ministra funduszy. Traczyk skrytykował przywileje podatkowe najzamożniejszych, pisząc na platformie X: „Uczciwie pracujący w Polsce człowiek nie może być frajerem”. Do jego wpisu nawiązała Pełczyńska-Nałęcz, która zaapelowała do polityków o konkretne działania. „I to jest właśnie zadanie dla klasy politycznej. Nie napierniczanki pod TK. Nie wzajemne miałkie podgryzajki” – napisała.
Wypowiedzi dotyczące kontrowersji opublikowali również m.in. dziennikarz Paweł Paczul czy aktywista Jan Śpiewak.
Źródło: instagram.com/pawel.paczul
Źródło: instagram.com/janekspiewak
Milionowy zysk i 26 tys. zł podatku
Jak podaje money.pl, uwagę internautów przyciągnęły też wyniki finansowe Twinkle Candle, spółki z o.o., w której Angelika Trochonowicz ma 100 proc. udziałów i którą kieruje od 2019 roku. Firma zajmuje się sprzedażą m.in. świec sojowych i zapachowych, dyfuzorów oraz kosmetyków do pielęgnacji ciała.
Z przytoczonych przez źródło danych Portalu Rejestrów Sądowych wynika, że w 2023 roku przedsiębiorstwo wypracowało 2,34 mln zł zysku brutto i zapłaciło 217 tys. zł podatku. Rok później zysk wyniósł niespełna 2,2 mln zł, a należność podatkowa wzrosła do 572 tys. zł. W 2025 roku zysk brutto spółki wzrósł do około 2,85 mln zł, jednak podatek dochodowy wyniósł zaledwie 26 tys. zł.
Anna Maria Żukowska, przewodnicząca Lewicy, przypomniała jednak, że 26 tys. zł to podatek zapłacony przez spółkę, a nie osobiste zobowiązanie podatkowe Andziaks. Zwróciła też uwagę na różnice między opodatkowaniem zysków firm a dochodami pracowników. „To porównanie PIT do CIT. Jeżeli Andziaks wypłaciłaby sobie cały zysk spółki jako dywidendę, to zapłaciłaby 19 proc. podatku od zysków kapitałowych. Więc zasadne by tu było raczej porównanie do osoby fizycznej będącej na etacie i wpadającej w 32 proc. podatku” – skomentowała Żukowska.
Skąd tak niski podatek w 2025 roku? Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFaktu, ocenił w rozmowie z Money.pl, że spółka najprawdopodobniej przeszła na estoński CIT, czyli ryczałt od dochodów spółek. W tym systemie opodatkowanie zysku jest co do zasady odroczone do momentu jego wypłaty wspólnikom, na przykład w formie dywidendy. Oznacza to, że środki pozostawione w firmie nie podlegają od razu opodatkowaniu na zasadach właściwych dla tradycyjnego CIT.
Według eksperta na możliwość korzystania z tego rozwiązania wskazują również dane dotyczące zatrudnienia. W sprawozdaniu za 2025 roku spółka po raz pierwszy wykazała średnio trzy etaty, a koszty wynagrodzeń wzrosły w ciągu roku niemal trzykrotnie. Juszczyk zaznaczył, że zapłacone 26 tys. zł mogło dotyczyć tzw. ukrytych zysków lub wydatków niezwiązanych bezpośrednio z działalnością firmy. Gdyby przedsiębiorstwo rozliczało się na zasadach ogólnych, podatek od wykazanego zysku mógłby wynieść kilkaset tysięcy złotych.
Wcześniejsze rozliczenia spółki również miały swoje znaczenie. W 2024 roku Twinkle Candle przekroczyło limit uprawniający do korzystania z 9 proc. stawki CIT, w związku z czym zastosowano stawkę 19 proc. Ponad 800 tys. zł wydatków nie zostało wówczas zaliczonych do kosztów podatkowych. Jak poinformowało money.pl, przedstawiciele firmy nie odpowiedzieli na pytania dotyczące spadku podatku w kolejnym roku. Dlatego przypuszczenie o przejściu na estoński CIT pozostaje oceną eksperta, a nie potwierdzoną informacją o sposobie rozliczania spółki.
Estoński CIT obowiązuje w Polsce od 2021 roku i nie oznacza całkowitego zwolnienia z podatku, lecz przede wszystkim przesunięcie momentu opodatkowania zysku. Przy wypłacie dywidendy pojawiają się odpowiednie obciążenia po stronie spółki i wspólnika, zgodnie z zasadami tego systemu. Według danych przytoczonych przez Money.pl na koniec sierpnia 2026 roku z estońskiego CIT korzystało niespełna 23,8 tys. firm.
Oświadczenie nie przekonało internautów
Po fali negatywnych komentarzy influencerka opublikowała na YouTubie kolejne nagranie, w którym odniosła się do kontrowersji związanych z wcześniejszą wypowiedzią o podatkach. Poruszyła również sprawę swojego ojczyma, Wojciecha K., poszukiwanego listem gończym w związku z podejrzeniem działania na szkodę prowadzonej przez niego firmy i jej wierzycieli. Andziaks wystąpiła przed kamerą w piżamie i bez makijażu.
Jak podaje onet.pl, oświadczenie nie przekonało wielu odbiorców. Część internautów podejrzewała, że nagranie zostało przygotowane przy udziale prawnika i specjalistów od public relations. Inni krytykowali język wypowiedzi, który ich zdaniem brzmiał sztucznie i nie pasował do sposobu, w jaki influencerka zwykle się wypowiada.
W komentarzach pojawiały się również zarzuty, że Andziaks próbuje ograniczyć straty wizerunkowe i ochronić swoje współprace reklamowe. Niektórzy przypominali, że niedługo wcześniej influencerka i jej mąż mieli żartować z zamieszania wywołanego jej słowami o podatkach. Zamiast zakończyć dyskusję, nagranie stało się więc kolejnym powodem do krytycznych komentarzy – czytamy. (ao)
Źródło: onet.pl, Oświadczenie nie przekonało internautów, Natalia Wolniewicz, 26.10.2026/ money.pl, Burza w sieci. Podatki spółki Andziaks zelektryzowały polityków. „Nóż się otwiera”, Przemysław Ciszak, 24.10.2026/ Zdjęcie główne: youtube.com/Andziaks


